Czy można nienawidzić ojca swego lub matkę swą? Niemcy dumni są z tego, że film „Nasze matki. Nasi ojcowie” wybielający zbrodnie ich ojców i dziadów otrzymuje na berlińskim festiwalu nagrodę PRIX EUROPA w prestiżowej kategorii najlepszy europejski telewizyjny serial filmowy.
To kłamstwo historyczne szkalujące w sposób niesłychany pamięć żołnierzy Polski Podziemnej, obrażający Polaków otrzymuje europejską pieczątkę. Nie można z tym się zgodzić. Tym bardziej, że teraz ten cyniczny film wędrować będzie przez telewizje świata. Będzie serwował – ludziom nie mającym dziś już pojęcia czym była Druga Wojna Światowa i niemieckie zbrodnie – obraz sympatycznych młodych ludzi wciągniętych niezależnie od ich woli w wir wojny.
Nie można tego zostawić – więc potrzebne są oczywiście głosy oburzenia, oświadczenia i protesty.
Ale któż tak naprawdę przejmuje się głosami protestujących. Przeciw podłości walczyć można tylko pokazując prawdę.
Dobrze więc, że przed kilkoma dniami Telewizja Polska pokazała film dokumentalny będący rodzajem spowiedzi syna hitlerowskiego gubernatora Hansa Franka. Syn potępił ojca. Zrobił to w sposób niesłychanie dramatyczny i prawdziwy. Ten znany dokument filmowy nakręcony został przed kilkoma laty. A jednak znany jest zbyt mało. Należy koniecznie powtórzyć jego emisję we wszystkich polskich telewizjach i obudować ją znaczącą dyskusją w studio. I nie po północy a w godzinach największej oglądalności. To naprawdę bardzo ważny dokument historii.
Powinien być też wielokroć skopiowany i wysłany do wszystkich polskich placówek dyplomatycznych, do wszystkich miejsc za granicą gdzie działają Polacy po to, by stworzyć tam możliwość obejrzenia i posłuchania i przez Polonię i przez obcokrajowców, co myśli i mówi syn Frank o ojcu zbrodniarzu Franku.
Ważnych i dobrych filmów o losach Polaków, polskich Żydów jest wiele. Chodzi o to by ludzie, których wysyłamy za granicę i utrzymujemy za ciężkie pieniądze zdawali sobie sprawę po co tam są. Mają strzec imienia Polski. To jest ich obowiązkiem. Słyszymy, że niektóre ambasady prowadzą czasem dziwną politykę w przedstawianiu polskich spraw. Że od dobrej woli ambasadora zależy co i jak przedstawia w kierowanej przez siebie placówce. Teraz jest właśnie okazja, a nawet konieczność zadziałania. Chodzi o to by szkalujące nas obrazy spotkały się z naszej strony z konkretnym odzewem pokazującym prawdę jak było.
Ci panowie, którzy tego nie rozumieją nie maja prawa reprezentować Polski. Tu w kraju mamy głębokie podziały. Nie mogą one przenosić się na zagranicę. Wystarczająco źle i nieprawdę mówią o nas inni.
Ojciec – precz! Mówi Frank syn Franka. My mamy dbać o to, by nie szkalowano naszych ojców. To jest również zadanie dla wszystkich parających się działalnością medialną. Niemcy na produkcję, a teraz na rozpowszechnianie filmu kłamliwego wydają miliony. I nikt im tego skutecznie nie zabroni. Powiedzą na przykład, że polska telewizja publiczna również pokazała te obrazy. Teraz dyskusje i odwoływanie się werbalne do prawdy historycznej - to za mało. Trzeba przygotować szeroką kampanię medialną w telewizji i internecie. Pokazać prawdę o niemieckich obozach śmierci można na setkach przykładów. Wielu dziennikarzy, filmowców nad tym pracowało. Wszystko jest w archiwach. Wystarczy odszukać, wyciągnąć z puszek i wyemitować.
To obowiązek. Bardzo pilny!
