Socjolog Niklas Luhmann twierdził, że „to, co wiemy o naszym społeczeństwie czy w ogóle o świecie, w którym żyjemy, wiemy z mass mediów”. Komu zatem, mamy ufać, jeśli media kłamią? Bo kiedy czytamy w mediach o mediach, to wydaje się, że wszystkie media kłamią!

Weźmy prosty przykład: Warszawa, 11 listopada. Rozróby na trasie przemarszu Marszu Niepodległości. Kto zaczął: skłotersi czy narodowcy? Kto winien, że spalono rosyjską budkę: bandyci czy organizatorzy, a może policja, a może rząd, a może PiS? Kiedy w pochodzie maszeruje 100 tysięcy ludzi, a kilkuset bandytów chce wywołać burdy, to nie ma silnych, oni są silniejsi, i burdy będą. Chyba, żeby prewencyjnie zamknąć tych bandytów na 24 godziny, jak przed meczem piłkarskim kiboli. Przyjście w kominiarce na pochód powinno być, po zmianie prawa, wystarczającym powodem, by zamaskowanych bandytów izolować, bądź jak kto woli, „otoczyć specjalną opieką”. Nie trzeba zaraz delegalizować jakiegokolwiek ruchu, nawet Ruchu Narodowego, wystarczy przewidywać. A nie po raz pierwszy zabrakło wyobraźni i władzom stolicy, i policji, i organizatorom manifestacji. A co robią media? Albo bronią organizatorów albo ich atakują, i wzajemne się oskarżają o kłamstwa, więc komu ma wierzyć czytelnik, widz? Oczywiście wierzy swoim, bo argumenty już nie są ważne, dziś ważne jest już tylko to, czy mówi Swój czy obcy. Tertium non datur. Biedni widzowie, biedne państwo.

Oczywiście, dziennikarze za podjudzanie do waśni, za nienawiść własnej mowy, za podsycanie konfliktów obwinią polityków, bandytów, czy kto się im nawinie. Prawica, oczywiście, nie weźmie odpowiedzialności za rozrabiających kiboli, którym często współczuła i których wspierała, kiedy krzyczeli „Tusku ty matole, twój rząd obalą kibole”,  lewica, oczywiście, nie uzna winy anarchistów rzucających koktajlami Mołotowa. Bo to by było za wiele, bo to by było przyznanie, że media napędzają tę agresję. Bo my, dziennikarze, wolimy niby to stać z boku i mówić „my tylko obserwujemy i relacjonujemy”, gdy w istocie uczestniczymy, rząd wspieramy lub obalamy.

I jeszcze jedno, cieszmy się, kiedy możemy dyskutować, a nie walczyć ze sobą. I spierajmy się, używając argumentów a nie ciosów. Krzysztof Kłopotowski w swoim felietonie na tej stronie (http://www.sdp.pl/felietony/8840,chlopcy-z-zapalkami-krzysztof-klopotowski-,1384340695) zaatakował Gazetę Wyborczą za artykuł „o cywilizacyjnej korzyści, jaką Polacy mieli z zaborów”; pochwałę zaborów w Święto Niepodległości zrozumiał „jako komunikat redaktorów, że nienawidzą wolnej Polski”. A kiedy – spytam – jest ten lepszy czas, by rozmawiać o historii Polski (bo Krzysztof Kłopotowski odnosi się do rozmowy z socjologiem i kulturoznawcą Janem Sową w GW, wydanie 9-11 listopada)? Rozmowa dotyczyła nie tylko zaborów, ale całej historii Polski szlacheckiej, przyczyn rozbiorów i dzisiejszego życia społecznego, i rzeczywiście „wietrzy umysły”, bo prowokuje, stawia pytania, a przy okazji nawiązuje do tez szkoły krakowskiej o popełnionych przez nasz naród błędach, które doprowadziły do rozbiorów. Pouczająca lektura, z którą można się nie zgadzać, ale warto przeczytać. Tak jak warto, choć myślę o tym nie bez oporów, zapoznać się z książkami Piotra Zychowicza o pakcie Ribbentrop-Beck i o Powstaniu Warszawskim („Obłęd”). Tych książek, i tej gazety (GW) nie przeczytają kibole, nie zajrzą do nich bandyci, więc nie ma sensu straszyć „kolegów z Czerskiej” stosem, który „sobie szykują”.

Zamiast wznosić stosy spalmy te, które już wznieśliśmy i nie rozpoczynajmy sezonu polowań na czarownice. O wiele lepsze będzie polowanie na bandytów, również tych, którzy zakłócili powagę Święta Niepodległości.

Marek Palczewski

14 listopada 2013

Ps. Fragment relacji reportera TV Republika z Marszu Niepodległości o człowieku zabranym przez policję: „Został z niego tylko szalik”. Byłoby może i dramatycznie, gdyby nie tak histerycznie, i w sumie komicznie (http://www.youtube.com/watch?v=D5l7K8VdN7Y).

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl