Standardy dziennikarskie sięgają dna. Profesja roi się od celebrytów dorabiających udziałem w reklamach. Czy w mediach powinny obowiązywać nowe zasady etyczne na nowe czasy – jak twierdzi część środowiska?

Może Tomasz Lis ma tak niskie dochody, że musi zachwalać energetyczny napój. Czy ma jednak prawo potem pouczać w publicystycznych audycjach w TVP, co widz myśleć powinien o bieżącej polityce lub gospodarce?

Ksiądz Artur Stopka, także dziennikarz, komentując udział Lisa w reklamie, nie krył, że poczuł się oszukany. I – zmartwiony – przytoczył znaleziony w sieci cytat z Lewisa Dvorkina z Forbes Media: „Tradycyjne dziennikarstwo wypracowało zestaw standardów, które długo i dobrze służyły mediom i ich odbiorcom. Teraz nadeszła jednak nowa era, a stare media nie mogą wymuszać swojej woli na nowej generacji dziennikarzy, czytelników i reklamodawców, gdy oni widzą rzeczy inaczej. Stara gwardia może mieć rację, ale może też się mylić, gdy chodzi o wpływ nowych produktów reklamowych na wiarygodność dziennikarską”.

Dawne zasady nadają się więc do lamusa? Wolno mieszać informację i publicystykę z reklamą? Tomasz Machała, naczelny Natemat.pl, który sam reklamował dżinsy (podobno za darmo) „rewolucyjnych” reguł broni. - Stare media wypracowały swoje standardy. Ale czasy się zmieniły. Stare media nie mogą narzucać nowym mediom, reklamodawcom i użytkownikom przyjęcia ich standardów i formatów. Nie mogą twierdzić, że są one lepsze. Mamy bowiem nowe czasy i nowe reguły - powiedział portalowi wirtualnemedia.pl.

Strach pomyśleć, jakie. Ale co do tego, że mamy do czynienia z istotną zmianą reguł gry nie mają też wątpliwości poważni zachodni publicyści i nauczyciele medialnego zawodu. Tom Rosenstiel, dyrektor American Press Institute i autor książki o nowej etyce dziennikarstwa (The New Ethics of Journalism: Principles: Principles for the 21 Century”) pisze, że jedną z podstawowych reguł, jaka obowiązywała w tym zawodzie – „bądź niezależny” – stopniowo zastępuje dziś „działaj jawnie”. To łatwiejszy do spełnienia wymóg w dobie, gdy za dziennikarzy i publicystów uchodzą m.in. przedstawiciele korporacji, lobbyści czy specjaliści od marketingu. Bo wszyscy oni publikują informacje, np. w sieci.

Część z tych „dokonań” to propaganda. Część jednak mieści się w szerokiej definicji zawodu dziennikarza – twierdzi Rosenstiel w tekście opublikowanym na stronie prestiżowego Instytutu Poyntera. Zwłaszcza, że poważne media też korzystają z takich źródeł m.in. z racji politycznych. Jak w przypadku „Guardiana” wykorzystującego informacje pochodzące od Edwarda Snowdena.

Zatem skoro niezależność dziennikarska w erze Internetu bywa dyskusyjna, nowy standard powinien wymagać przynajmniej od autora ujawnienia powiązań i źródeł informacji, a także intencji. To minimum uczciwego dziennikarstwa. Nie może ono służyć celom komercyjnym czy politycznym – podkreśla Rosenstiel. Co najmniej jedno też od wieków się nie zmienia. Dziennikarz ma służyć społeczeństwu, a nie załatwiać swoje czy cudze interesy – dodaje.

Nie wiadomo, czy do jego książki zajrzą adepci dziennikarstwa. Ale sama branża bywa krytyczna wobec najnowszych reklamowych praktyk. Roman Osica z RMF FM uznał po występie Tomasza Lisa, że dziennikarz biorący udział w reklamach przestaje być wiarygodny. - Dziennikarze w reklamach są plagą, która niszczy nasz zawód – powiedział też Jarosław Gugała z Polsatu.

Istotne jest także to, że niektórzy koledzy po fachu dokonania Lisa w reklamie okrutnie obśmiali. Może także szefowie telewizji publicznej powinni zastanowić się nad „nowymi” standardami, zanim ich gwiazda sięgnie po kolejny napój? Kodeks etyki telewizji publicznej mówi, że dziennikarzowi nie wolno brać udziału w reklamie. No chyba, że występujący w nich celebry ci już dłużej roli dziennikarzy odgrywać nie będą. To też jest rozwiązanie.

Ewa Łosińska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl