Hurra! Polacy czytają! 800 tys. sprzedanych egzemplarzy! Czy to możliwe? Czy to wiadomość z przeszłości, bo w takim nakładzie w pewnym momencie rozchodził się za komuny „Przekrój”? A może z jakiejś świetlanej przyszłości? Nie! To tu i teraz. Tyle egzemplarzy sprzedaje jednorazowo lider rynku polskich tygodników. Tyle tylko, że jest to… magazyn telewizyjny. W pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się tygodników trzy to magazyny tv, a pięć to magazyny plotkarskie. Polski czytelnik prasy lubi czytać o tym co lubi oglądać i o czym lubi plotkować. Trochę jak z „Rejsu”. Najlepiej sprzedający się tygodnik opinii „Gość Niedzielny” otwiera dopiero drugą dziesiątkę rankingu.

Nie tak dawno usiłowano propagować polskie czytelnictwo hasłem: „Nie czytasz. Nie idę z tobą do łóżka!”. Na szczęście dla naszego systemu emerytalnego hasło się nie przyjęło. Czytelnictwo też nie. Nie czytamy książek i nie czytamy prasy. Wirtualnemedia.pl opublikowały kolejny raport na temat sprzedaży gazet. Znowu spadek na mordę. To od lat najostrzejsza jazda bez trzymanki i aż dziwne, że nikt jej nie relacjonuje na żywo.

No ale może to dobrze, że mało czytamy, bo mamy (My Naród) również kłopot z robieniem tego ze zrozumieniem. Jednak mała to pociecha, bo dużo oglądamy (szczególnie tv) chociaż z oglądaniem ze zrozumieniem też mamy kłopoty. Osobiście znam osoby, które potrafią obejrzeć program publicystyczny i nie wiedzieć kto był prowadzącym, a kto gościem, a przy oglądaniu programu informacyjnego nie są w stanie odróżnić wypowiedzi ekspertów od opinii zawartych w tzw. standupach i zrozumieć co oznacza stwierdzenie, że informacji nie można na razie uznać za potwierdzoną.

Kilka lat temu moi przyjaciele, autorzy książek o mediach, a także członkowie naszego Stowarzyszenia Piotr Legutko i Dobrosław Rodziewicz postulowali, aby w szkole uczyć korzystania z mediów ze zrozumieniem. Fajny pomysł, choć nie jestem pewien czy aż tak bardzo, bo polska szkoła ma problem z uczeniem czegokolwiek ze zrozumieniem więc dlaczego niby miałoby się udać akurat w tej kwestii. Pewnie byłoby jak z nauką języków obcych. Umiejętności korzystania z mediów ze zrozumieniem uczyłaby pani po dwutygodniowym kursie medioznawstwa. Znawstwo byłoby oczywiście potwierdzone odpowiednim dyplomem i dawało monopol na prowadzenie takich zajęć w przeciwieństwie do np. dwudziestoletniego doświadczenia w pracy redakcyjnej.

Tymczasem do listy rzeczy ukrytych w medialnym przekazie dołączyło lokowanie produktów. Zrazu niewinnie np. w serialach. Nota bene ciekawe ilu widzów dostrzega napis „program zawierał lokowanie produktów” i ilu byłoby w stanie powiedzieć jaką to podprogową zachętą uraczono ich podczas oglądania? Tymczasem lokowanie wychodzi z ukrycia i całkiem jawnie atakuje materiały autorstwa dziennikarzy. Po parówkach i jeansach na portalu natemat.pl pojawił się wpis Tomasza Lisa, w którym trzykrotny Dziennikarz Roku całkiem otwarcie lokuje nazwę ulubionej siłowni i napoju izotonicznego. Właściciela portalu broni jego naczelny. Tomasz Machała stwierdza: „Ci, którzy nie rozumieją, dlaczego ja pokazałem się w levisach, a Tomek Lis z powerade, nie rozumieją obecnej rewolucji w mediach, nie rozumieją związków marketerów z redakcją. To nie tak, że ja albo Tomek Lis wystąpiliśmy w reklamach dla pieniędzy albo dla pieniędzy wyłącznie, to część czegoś większego. Nie dajemy prawa starej gwardii mówić, jakich standardów mamy się trzymać. Nie wypracowaliśmy własnych standardów i potrwa to jeszcze chwilę”.

Mam nadzieję, że trochę potrwa, bo przypomina mi się pewna angielska pocztówka, na której żółw mówi: „Może to i dobrze, że idę tak powoli, bo wcale nie wiadomo czy idę w dobrym kierunku”.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl