Brecht napisał "Strach i nędza III Rzeszy". Głowacki bredzi o "nadziei". Taki pisarz jak jego bohater. Naród zastygł w bezsilnej wściekłości. 200 tysięcy przyjechało do Warszawy i przeszło się w deszczowy dzień ulicami. Urzędnicza stolica patrzyła na nich zza szyb zakorkowanych samochodów.
Co teraz zrobi pan Duda? Oto jest pytanie. Przykleiły się do niego dwa grubasy. Wio! Jedziemy razem. Ale to już było. Da capo al fine. Słowa, słowa, słowa, słowa. Wszystkie już padły. I nie powodują już wzrostu adrenaliny. "Wszystkie grubasy z trybun - łączcie się!" Nędza.
Niewiadomo, która gorsza. Ta dnia codziennego, czy umysłowa. Zupełny brak pomysłu jak wydostać się z tego kotła, gdzie pozwoliliśmy się włożyć i gotować na małym ogniu.
Zostałem pochwalony przez kolegę po fachu, po tekście "To do, or not to do?". Rzeczywiście, myślę, że problem w tym, by chciało się działać. Żeby ciągle, nawet mimo niepowodzeń, chciało się uparcie działać, ponawiać próby, "walczyć". Dla dziennikarza oznacza to pisanie, robienie programów. Nie powinien narzekać, że to nic nie zmieni. Wprawdzie trudno jest wyliczyć ile razy trzeba walnąć grochem o ścianę, żeby to coś dało. Groch malutki, ściana gruba. Ale walmy! Na pytanie "to write or not to write?" odpowiadamy, choćby felietonem.
Jedziemy, płyniemy przez Polskę, widzimy jak powstają nowe drogi, supermarkety, jachtowe mariny, aqaparki, dróżki rowerowe. Dobrze. Ale jednocześnie np. w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie pięknie odrestaurowano ryneczek, zlikwidowano huty szkła i inne zakłady. Pracy nie ma! Tak jest w całej Polsce. Klajstruje się nam oczy, a ludzka nędza aż piszczy.
Port północny - zbudowany wielkim wysiłkiem całego kraju, nasza duma i chwała - już nie nasz. Jest teraz belgijski; huty - indyjskie; a łączność - francuska. Itd, itd...
Ktoś powie, że nieważne "czyje co je", ważne by była praca. Owszem, praca dla ludzi jest najważniejsza w państwie, które samo nie wierzy, że "nagle" ma aż tak duże bezrobocie. Rządzący kręcą statystyką. Procent mniej, procent więcej. I tylko lotniska mają ruch w te i we wte. Lotniska są jeszcze polskie, choć nie do końca, bo linie lotnicze tylko po części nasze.
Spadamy. Świetlana przyszłość tylko przed eurodeputowanymi. Nie bacząc więc kto co robił w kraju - czy był szefem partii, województwa, służb, czy też niedostrzeganym powszechnie cwaniaczkiem balansującym zręcznie, bez wstydu i bez żenady wystawia się na listy euro.
Nie mamy książek i sprawozdań co zrobili w Strasburgu i Brukseli. Wielu z nich siedzi przez całe lata cicho jak mysz pod miotłą, bo mogłyby paść np. w czasie wywiadu drażliwe pytania, choćby o rozliczenia delegacji, czy aktywność w czasie obrad. A nie daj Boże jeszcze zapytano by po angielsku, francusku, niemiecku!
W tej kaście nierobów coraz więcej jest politologów. Jak są przygotowani do pełnienia "światowych" funkcji można by sprawdzić zapraszając na telewizyjną dyskusję "na żywo"- po angielsku. Byłby to publiczny sprawdzian, a także lekcja znajomosci lub nieznajomości języka.
Jest jeszcze kilka miesięcy czasu aby podsunąć wyborcom naprawde ciekawe postacie. PIS wyciągnął z niebytu profesora Glińskiego. W innych partiach kręcą się we własnym gronie. A czas szybko biegnie. Ludzie się doktoryzują, oglądamy tłumne uroczystości wręczania profesur - i co? Niestety potem ci sami zastępują tych samych.
Pan Kwaśniewski chwilowo dryfuje. Ale pan Kalisz, bardzo z siebie zadowolony, mówi, że ma dobre notowania. Pan Pawlak wymyślił powtórkę katastrofy Tupolewa, ale chyba pan Piechociński nie liczy, że "Waldi" zdecyduje się pilotować? Zobaczyliśmy, że wrócił pan Pohl, Cimoszewicz poucza Gronkiewicz, że była... niekomunikatywna, Nowicka już się nie gniewa na Palikota, a w telewizji wszystko nam wytłumaczą Lis, Olejnik i Kraśko.
Dla "równowagi" trzymają Redaktora Ziemca, którego najwyraźniej rozgrzesza się gdzieś wyżej za występowanie w studiu - jaskini kłamstwa i manipulacji. Ale niech sobie - ten rzeczywiście sympatyczny i dzielny kolega - sam odpowie na pytanie czy robi dobrze, czy jednak źle, uwiarygadniając sobą Telewizję, która na to nie zasługuje.
"To write or not to write". Write! I to jak najwięcej. Udawanie się na jakąkolwiek emigrację - zewnętrzną czy wewnętrzną - to nędzne wyjście, to kulenie ogona pod siebie, nieusprawiedliwione tłumaczenie. Polska sprzedana, rozgrabiona - tak jak czerwone sukno, o którym mówił Kmicicowi Bogusław Radziwiłł. Nie rozdzióbią nas kruki i wrony jeśli dbać będziemy o ziarno. A to jak njbardziej dziennikarska rzecz.
Stefan Truszczyński 4 X 2013
