Poniedziałek 2 września mógł być przełomowym dniem dla naszej ojczyzny. Można było wprowadzić euro, podwyższyć VAT do 30 procent, zlikwidować OFE, a nawet i ZUS, wywalić Rostowskiego, zlinczować Gowina, wyrzucić „Pana Tadeusza” z listy lektur (a nie, przepraszam, to akurat zrobili) czy z generała Janickiego zrobić marszałka. Nikt by tego zauważył, bo medialną bohaterką dnia była matka Madzi.

Przez ponad siedem godzin trzy informacyjne kanały transmitowały to, co działo się na sądowej sali. Przypomniała mi się sprawa OJ Simpsona, wielkiej gwiazdy futbolu amerykańskiego i aktora, oskarżonego o zabójstwo żony. Był rok 1994 i wraz kilkoma europejskimi dziennikarzami oglądaliśmy to z bliska jako stypendyści jednej z amerykańskich fundacji. Od rana do nocy w mediach był tylko jeden temat: zabił czy nie zabił. Wielogodzinne transmisje, piętrowe analizy w studiu, życiorysy, opinie psychologów, czasami tylko przerywane wynikami baseballu i trwających wówczas w Stanach mistrzostw świata w tajemniczej dla nich dyscyplinie zwanej soccerem. Zachodziliśmy w głowę, co się dzieje, czy naprawdę w najważniejszym mocarstwie świata (o Obamie nikt wówczas jeszcze nie słyszał) nie dzieje się nic godnego uwagi. Gospodarze patrzyli na nas pobłażliwie, jak to na Europejczyków, i po kilku próbach wytłumaczenia tego fenomenu kończyli zawsze tak samo: i tak tego nie zrozumiecie. Dopiero osiadły od lat Polak znalazł drogę do naszych umysłów: „Ja wiem, że trudno Amerykanów zrozumieć, ale wyobraźcie sobie, że podejrzanym o zabójstwo żony jest ktoś znany, ceniony, a nawet uwielbiany, na przykład taki Boniek. I co, nie interesowałoby to was?”. Tu się poddaliśmy. Fakt, gdyby ktoś tego pokroju znalazł się w takiej sytuacji, cała Polska nie odchodziłaby od telewizorów.

Tu jednak mamy do czynienia z historią, jakich – niestety – wiele. Ale ta była przez półtora roku nieustannie podkręcana do tego stopnia, że 2 września żadnej z telewizji do głowy nie przyszło przerwać tego żenującego spektaklu. Choć pewnie przyszło, ale w newsroomie skończyło się spojrzeniem na podgląd konkurencji i stwierdzeniem: „Oni dają? To i my dajemy.” I tak przez niemal osiem godzin wszyscy trwali w obłędzie.

Wieczorem też było śmiesznie. Bo na jedynkę Polsatowskie Wydarzenia wstawiły relacje z procesu, by w następnym materiale tłumaczyć się przed widzami, dlaczego matce Madzi poświęcają tyle miejsca. W studiu między materiałami prowadzący jeszcze powiedział też coś o tabloidyzacji mediów, chyba usprawiedliwiając całą tę hucpę.

Czy można było zrobić inaczej? Nie. Już jest za późno.

Że politycy nie wykorzystali tego obłędu, tego zupełnie nie mogę pojąć. Ale nie tracę nadziei, wszak jeszcze jest wyrok, apelacja, a później ekskluzywny wywiad w wiodącej stacji. Zobaczycie, coś się wtedy stanie.

Tomasz K. Kleszczewski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl