Internet jest przestrzenią wolnej myśli. Każdy może w nim zamieścić co tylko chce, wypowiedzieć się na każdy temat i skomentować wypowiedź innych internautów. I chociaż wpisy obraźliwe i ordynarne stanowią niewielki odsetek wypowiedzi zamieszczanych na forach to zwykle one nadają ton dyskusji. Co więcej, jak w wytwornej restauracji gdy wejdzie do niej obwieś i zacznie przeklinać, przyzwoici klienci wdadzą się w pyskówkę – a wtedy muszą, żeby być zrozumiałym, przyjąć jego poziom komunikowania emocji lub po prostu opuścić lokal.
Chamstwu i agresji w sieci sprzyja anonimowość. Z jednej strony stanowi jeden z wyznaczników Internetu, z drugiej zaś jest jego poważnym zagrożeniem. Właściciele portali różnie podchodzą do tego problemu. Ostatnio Arianna Huffington założycielka Huffington Post zapowiedziała, że jej strona nie będzie pozwalała na anonimowe komentarze. Źródłem decyzji były groźby, kierowane na Twitterze, do Caroline Criado-Perez, niezależnej dziennikarki i działaczki feministycznej.
"Trolle stają się po prostu coraz bardziej agresywne i brzydsze" – twierdzi Arianna. „Wolność słowa jest dana osobom, które biorą odpowiedzialność za to, co mówią i nie kryją się za anonimowością” – wyjaśnia radykalną decyzję. Internauci powinni mieć odwagę stanąć w obronie swoich wypowiedzi.
Alan Rusbridger, redaktor naczelny The Guardian nie ma złudzeń: "Musisz być na to przygotowany, bo cyfrowy świat to, w zakresie ekspresji, otwarta platforma". Na wszelki wypadek The Guardian wdrożył program, który filtruje komentarze, które mogą być obraźliwe lub absurdalne.
"Anonimowość ma swoją wartość i zrezygnowanie z niej nie rozwiąże problemu komentarzy" - przekonuje bloger Mathew Ingram. Tym samym stawia pytanie czy anonimowość jest atrybutem wolności? Rzecz jasna ukrycie swoich danych nie musi wiązać się z chęcią obrażania innych czy kierowaniem gróźb, pozwala na wypowiedź osobom, które mogą obawiać się grożących konsekwencji – chociaż działają w interesie publicznym. Ma to swoje uzasadnienie, zwłaszcza teraz po ujawnieniu inwigilacji Internetu na ogromną skalę w USA. Gdzie indziej też pewnie nie jest lepiej…
Ujawnianie danych w dyskusji na forach, z pewnością eliminuje wiele chamstwa – trudniej kogoś obrażać pod własnym nazwiskiem. Tym bardziej, że znając adwersarza można go pozwać. I tu pojawia się kolejny problem – czym są dobra osobiste i kiedy są naruszane. W polskim prawie oskarżonym nie musi być wcale autor wpisu, za nie usunięcie obraźliwego komentarza odpowiada „usługodawca” czyli administrator forum. W tym gorszej jest sytuacji gdy wprowadził ostrzeżenie o moderacji i usuwaniu treści, które nie spełniają określonych reguł i zatrudnił do tego celu pracownika. To administrator ponosi wtedy odpowiedzialność za nieusunięcie wpisu bez zbędnej zwłoki. Nie jest jasne czy wpis narusza dobra osobiste, bowiem jest to często oceną subiektywną.
Przy takiej interpretacji prawa prowadzący fora internetowe, rezygnują z ich moderowania, by uniknąć odpowiedzialności albo po prostu blokują możliwość dyskusji. I koło się zamyka… Nadużywanie wolności, czemu sprzyja anonimowość, prowadzi w końcu do ograniczenia wolności wypowiedzi. A przecież wystarczyłoby pamiętać, że wolność wypowiedzi to także odpowiedzialność za swoje słowa.
Andrzej Stawiarski
