Jan Dworak w specjalnym oświadczeniu wywołał do tablicy „stowarzyszenia i organizacje zawodowe dziennikarzy”. Zaapelował do nas o „jednoznaczne potępienie agresji wobec dziennikarzy i obronę podstawowych zasad demokratycznego systemu opartego na wolności mediów i wolności słowa”. Asumptem do oświadczenia jest atak na Grzegorza Miecugowa podczas Przystanku Woodstock.
Oświadczenie może wprawić w pewną konsternację. Przede wszystkim skąd przewodniczącemu KRRiT przyszło do głowy, że dziennikarze mogą akceptować agresję wobec dziennikarzy? Nikt przy zdrowych zmysłach w naszym kręgu kulturowym nie godzi się, by jakiekolwiek różnice zdań rozwiązywać przy pomocy pięści. I dotyczy to wszystkich grup zawodowych, nikogo nie wyróżniając. (Chwilowo nie mamy zamiaru dopisywać dziennikarzy do listy funkcjonariuszy publicznych chronionych przed agresją w sposób szczególny.)
Jeszcze większe zdziwienie wzbudza połączenie godnego pożałowania incydentu z „obroną podstawowych zasad demokratycznego systemu”. Czyżby Jan Dworak uważał, że wolność mediów i wolność słowa jest dziś w Polsce zagrożona przez pana Wądołowskiego ? A może przewodniczący KRRiT posiada konkretną wiedzę na temat jakiejś zbliżającej się fali ataków na dziennikarzy? Prosimy zatem o zawiadomienie odpowiednich organów, które mogłyby nam zapewnić bezpieczeństwo.
Ironizuję, ale oczywiście wiem, o co chodzi. Bo czytam gazety i przeglądam Internet, więc zostałem uświadomiony, że nadchodzi nad Polskę brunatna fala. Ale gdybym zgodnie z kalendarzem wypoczywał pod gruszą, pewnie nie miałbym o tym zielonego pojęcia, podobnie jak większość kompletnie nieświadomych grozy sytuacji rodaków. Przykro to pisać, ale prawda jest taka, że przewodniczący Dworak używa kierowanej przez siebie instytucji, by wciągnąć stowarzyszenia dziennikarzy w powstający Front Antyfaszystowski. Lub – jeśli nie staną w obronie demokracji wydając stosowne oświadczenie – wciągnąć je na listę współodpowiedzialnych za odradzający się faszyzm. Nieładnie, panie Janie!
Nie dajmy się zwariować. Powtarzam: nikt z nas nie akceptuje przemocy. Wystarczy prześledzić PIERWSZE komentarze w sieci po incydencie na Przystanku Woodstock. WSZYSCY, którzy uznali za stosowne zabrać głos, ponad podziałami i poza wszelką dyskusją, wyrazili swoje zgorszenie i niesmak wobec zwykłego chamstwa. I kropka. Wszystko co ponad to – już było klasyczną plemienną młócką, dorabianiem ideologii i tropieniem wroga klasowego. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść oraz inne oświadczenia. Kto zaczął? Kto się do czego posunął? Kto, kogo lżył i z jakiego paragrafu? Łatwo sprawdzić. Internet ma dobrą pamięć.
A propos… do ciekawych wniosków doszła (przeglądając zasoby) Kataryna. Otóż pierwszym, który ze sceny Przystanku Woodstock szczuł publiczność na dziennikarzy TVN był… Jurek Owsiak. Dokładnie dziesięć lat temu.
Piotr Legutko
