Nie da sie ukryć, mają władze SDP kłopot z Hienami Roku. I nie chodzi tu bynajmniej o brak kandydatów - o nie! Na tej działce mamy do czynienia z prawdziwa klęska urodzaju - możnaby przynawac Hieny Miesiąca, a nawet Tygodnia - tyle jest dookoła nierzetelnosci, łamania zawodowych standardów, złej woli, slużalczości wobec rządzących, czy chamstwa zwyczajnego chamstwa, że kapituła powinna obradować permanentnie.
Nie jest też powodem kłopotów lęk przed sądami powszechnymi. Co prawda, w cywilizowanym świecie antynagroda, np. amerykańskie „maliny", przyjmowana jest z pokorą, i nikomu do głowy nie przyszłoby się sądzić, ale nawet nasz sąd miałby spore trudności z orzeczeniem. Skazanie jury za przynanie komuś „Hieny" otworzyłoby precedens dla pieniactwa i kontestowania wszelkich nagrod, odznaczeń. Skoro można się sądzić za otrzymanie nagrody, czemu nie wystąpić z powodu jej nieotrzymania?
Problemem z hienami polega też na proporcjach - jak można zestawiać jednorazową, choć haniebną wpadkę, z całymi latami permanentnego szkodnictwa? Największy jednak kłopot, moim zdaniem, może pojawić się ze strony miłośników zwierząt.
Dlaczego Hiena? Owszem specjalnie sympatycza nie jest, żywi sie padliną, ale sama żywych istot nie atakuje. Są zwierzęta o gorszej reputacji, a także osobniki z naszej profesji, dla których miano hieny byłoby nobilitacją (choćby duecik Wojewódzki - Figurski) Im raczej zdałby się „bursztynowy skunks" i statutetka przedstawiająca odchody tegoż z wętknięta w nie tęczową flagą.
Także dla uhonorowania uczestniczących w odgórnie sterowanych nagonkach właściwsze byłoby inne zwierzę (ogar w tym kontekście brzmi zbyt dobrze), więc może „plastikowy kundel"? Przez moment przyszla mi do głowy „złota świnia", ale odrzuciłem koncept niestosowny wobec niektórych redakcji ze wględów religijnych. Z podziwu dla umiejętności przeskakiwania przez barykady potrzebny jest też „brylantowy kameleon" stworzony wrecz dla takich mistrzów jak Tomasz Wołek czy Cezary Michalski. Widzę również parę zacnych kandydatek na „srebrne kwoki". Gdaczą bez sensu na każdy temat, z dziobem pełnym ziaren nienawiści. Dla redaktorów naczelnych wymarzonym trofeum mógłby być „SuperLis", przynawany między innymi za mistrzostwo w doborze okładek.
A co z dyspozycyjnymi wydawcami działającymi na szkodę własnej firmy. Czyż wolno nam o nich zapomnieć?
Jedyny pomysł to „papierowy struś" z zapałem chowający głowę w piasek, choć już po chwili okazuje się, że rzekomy piasek, to szybko schnący beton!
Marcin Wolski - dyrektor Polskiego ZOO w stanie spoczynku.
6 grudnia 2012
