Czy zbrodnia wołyńska była ludobójstwem, czy tylko zbrodnią o znamionach ludobójstwa? Oczywiście była ludobójstwem Polaków. Miała na celu wymordowanie 120 tysięcy ludzi, czyli całej grupy etnicznej na terenie, który chcieli mieć dla siebie wyłącznie Ukraińcy.

To jeszcze nie znaczy, że Sejm powinien w uchwale oskarżyć Ukraińców wprost o ludobójstwo. Obrady parlamentu nie mogą zamienić się w akademickie seminarium z histori, czy etyki, ani w kazalnicę albo w konfesjonał. Piszmy w książkach, gazetach, mówmy w telewizji, co wiemy o Wołyniu. Niech ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski głośno żąda całej prawdy o tej zbrodni. Niechaj odbywają się demonstracje na ulicach, gdzie słowo „ludobójstwo” rzuca się w oczy na transparentach, jak niezagojona rana. Lecz w parlamencie robi się politykę, zaś polityka wymaga lawirowania między sprzecznymi interesami a nawet ich godzenia przez kompromis.

Moim zdaniem rząd PO a w konsekwencji Sejm znalazł salomonowe wyjście z trudnej sytuacji. Słowa „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa” nazywają rzecz po imieniu ale stwarzają pozór osłabienia sensu, co pozwala politykom ukraińskim zachować resztki twarzy wobec swoich wyborców. Dzięki temu mogą z nieco większą dozą dobrej woli uprawiać politykę zagraniczną z Polakami.

Niezależność Ukrainy od Rosji jest konieczna dla zachowania niepodległości Polski. Na Wschodzie nie ma dla nas sprawy ważniejszej, niż odciąganie Kijowa od Moskwy a przeciąganie na stronę Zachodu. To jest stanowisko nie tylko PO, ale także i przede wszystkim PiS. Jednak największa partia opozycyjna w Polsce jest oburzona na rząd. Prezes PiS Jarosław Kaczyński mówi wprost o „ludobójstwie”. Takie jest zbójeckie prawo opozycji, żeby przy każdej okazji gnębić obóz władzy. Jednak mam nadzieję, a nawet prawie pewność, że jeśli Jarosław Kaczyński zostanie premierem, to będzie bardziej pragmatyczny. Na razie Donald Tusk odpowiada za politykę zagraniczną państwa i on ponosi konsekwencje sejmowych uchwał w bieżącej polityce. To rzeczy oczywiste, a wspominam je tylko dla porządku.

Jak w takiej sytuacji powinny postępować opozycyjne media? Czy robić partyjną propagandę waląc w rząd, czy może silić się na wyważanie racji? Odpowiedź jest – niestety – smutna. Zależy od tego, w czyjej kieszeni siedzą redaktorzy. Jeśli siedzą w kieszeni partyjnej, to trudno im będzie podważać linię partii. A jeśli siedzą w kieszeni czytelników, bardziej zależni od wielkości sprzedaży? Czy mają wtedy schlebiać ich emocjom, czy raczej otwierać oczy? To z kolei zależy od ambicji redaktorów naczelnych. Kto chce zostać na prawdę wielkim redaktorem – ten powinien ciągle wychowywać odbiorców. Prowadzić czytelników i widzów, a nie włóczyć się za emocjami tłumu.

No dobrze, a co ma robić publicysta nie decydujący o linii redakcyjnej? Powinien myśleć samodzielnie, jeżeli potrafi. Jest wtedy nadzieja, że będzie mądrzejszy i przyzwoitszy od swoich redaktorów. Są rzeczy, pod którymi nigdy nie podpisze się publicysta rozumny, który się szanuje. Zawsze może milczeć lub pisać o czymś innym.

 

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl