Jestem zaniepokojona pewnym zjawiskiem dotyczącym kultury w przestrzeni publicznej, które być może rozwija się zgodnie z duchem czasu, ale brak refleksji nad tym strumieniem, budzi mój odruch protestu. Nie rozumiem na przykład, dlaczego radia publiczne znacznie częściej promują muzyczną  produkcję zachodnią niż rodzimą. Rozumiem, że światu bliższy jest język angielski (nie wszędzie jednak) niż polski, ale skoro mieszkamy w Polsce, to dlaczego ma go być w muzyce tak odczuwalnie mniej? Na zarzut, że polska twórczość muzyczna jest nudna lub nie tak doskonała jak ta zachodnia odpowiem następująco: polska twórczość byłaby lepsza, gdyby była pokazywana trochę częściej, bo miałaby okazję się rozwinąć przy tych lepszych. Myślę też, że w wielu przypadkach jest twórczością równie dobrą, a być może i oryginalną, jeśli sięgnie się do ofert niszowych, a nie tych mierzonych jedynie liczbą wejść w Internecie.
 
Dlaczego media publiczne, wzmacnianiem takich a nie innych trendów utrzymują w odbiorcach przekonanie, że tylko obce jest lepsze? Doprowadzają tym do sytuacji, gdy artyści na siłę tworzą teksty w języku angielskim - i w Polsce dla Polaków śpiewają po angielsku - grupy przybierają nazwy w języku angielskim, upodobniają się do gwiazd już wykreowanych w innym kraju i wierzą, że tylko to daje gwarancję na sukces za granicą, że przez to stają się lepsi automatycznie.
Dlaczego media publiczne ograniczają się do szablonu, nie poszerzając jednocześnie zakresu wiedzy o innych odbiorcach i artystach, nie wspierając twórczości alternatywnych i eksperymentalnych? Dlaczego musimy dreptać w kółko w mainstreamie, słysząc ciągle to samo? Dlaczego w telewizyjnych konkursach oglądamy talenty, które prezentują wielokrotnie lepszy poziom od tych lansowanych w mediach na co dzień, na czas konkursu zyskują uznanie  w mediach, a potem niczego to w mediach nie zmienia? Zostaje  mainstream, poczucie światowości i mur. Czy w ten sposób nie krzywdzi się ludzi o wrażliwości większej od przeciętnej?
 
Utrzymuję kontakty z Polakami, którzy od dawna mieszkają za granicami kraju. Pytają mnie, dlaczego w czasie wizyty w Polsce, w polskim radiu usłyszeli więcej amerykańskich piosenek, niż w polskim radiu w USA? Pytają, czy w polskich mediach publicznych propagowana jest twórczość lokalnych artystów w równym stopniu jak innych krajów? Jedno z pytań brzmiało tak: „Jeśli media nie chcą mówić o kulturze i sztuce za darmo, to dlaczego tak dużo mówią o sporcie? Czy za każdy news czy codzienne debaty kluby sportowe, a przecież to są duże biznesy, płacą?”.
 
Nie zamierzam nikogo pouczać czy cokolwiek nakazywać, nie zamierzam rewolucjonizować programów, które zapewne poprzedzają jakieś badania. Nie mogę jednak pogodzić się z tym, że audycje np. o naszym święcie narodowym przecinane są w radiu piosenkami  zachodnimi, lub polskim repertuarem, ale tak przypadkowo wstawionym, że niekiedy wydaje się to niewiarygodne. Podobny brak konsekwencji funkcjonuje w rozmowach o tradycjach polskich świąt Bożego Narodzenia, gdy przecina się je amerykańskimi piosenkami z sieci handlowych, a o polską kolędę trzeba prosić specjalnie telefonując do radia. Nie chcę zamieniać Polski w skansen narodowy, ale stawiam pewne wymagania mediom, prosząc o wyważenie proporcji, prosząc o zwyczajne wyczucie, prosząc też o nie uszczuplanie miejsca dla polskich artystów w polskich mediach.
Moje spostrzeżenia mogę zatem ograniczyć do apelu: Stwórzmy mechanizm  szanowania lokalnego potencjału twórczego i prezentacji w przestrzeni publicznej. Dlaczego tylko przez przypadek na scenie niedużego miasta można ze zdumieniem obejrzeć festiwal muzyki, jakiej nie słyszy się właściwie nigdy w mediach elektronicznych i nie przeczyta o tym recenzji w gazetach?
 
Proszę o przyjęcie mojej opinii, jako głosu sprzeciwu wobec bezrefleksyjnej machiny wiecznego show i strategicznej komercji, bez dozy widocznej troski o to, kim i czym jesteśmy. Proszę o przyjęcie moich skromnych wątpliwości bez względu na mój wiek, płeć, doświadczenie, pochodzenie i poglądy polityczne, po prostu bez uprzedzeń, że napisał to ktoś spoza modnego formatu, ponieważ nie jestem w tych sądach samotna i ponieważ umęczają mnie namnażane na siłę kanapowe gwiazdy talk show, dające przepisy na modne życie tak dalece, że nawet prowadzący poważne wywiady telewizyjne zaczynają się zmieniać w gwiazdy serialu „Dynastia”.
 
Nie ma wyjścia z tego boxu? 
 
Elżbieta Mierzyńska
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl