Nie sposób dziś schować pod dywan jakiejkolwiek informacji. Jeśli ktoś znany zapomni dać kelnerce napiwku, w ciągu kwadransa wie już o tym cała Polska. A przynajmniej ta część, która jest podłączona do Twittera lub Facebooka. Pozostali potrzebują kilku godzin. Chyba, że redaktor zarządzający portalem (stroną gazety) uzna informację z jakichś powodów za nieistotną. Czasem te powody są prozaiczne, a czasem nie. Warto porównywać, co w sieci i gdzie, nie pokazuje się w ogóle, znika lub pojawia się z dużym poślizgiem. Na tej podstawie łatwo można określić politykę redakcji danego medium.
Wiadomo, portale mają swoje profile, a gazety obszary zainteresowań i każdy, kto tam wchodzi wie czego szuka, a czego na pewno nie znajdzie. Wiadomo też, że redagowanie jest sztuką selekcji, choć z drugiej strony stare dziennikarskie przysłowie „gazeta nie z gumy” w czasach internetu jest słabym argumentem.
Przykład pro domo sua. Wyrok jaki w piątek, 28 czerwca, zapadł w sprawie Cezary Łazarewicz vs SDP znany był użytkownikom Twittera (czyli wszystkim wydawcom) już po kilku minutach, a wkrótce także czytelnikom portalu SDP. Tymczasem by się tą wiadomością podzielić z czytelnikami jeden branżowy portal z dziedziny mediów potrzebował pięciu dni, drugi nie zrobił tego do dziś.
Nie żebym się czepiał. W końcu to wolny kraj, nie ma obowiązku podawania każdej wiadomości. I nie ma co się oburzać, jeśli ktoś uznał, że to spam, a nie news. Jego prawo. Po prostu stwierdzam fakt. Uważam, że jest ciekawy i warto się nim podzielić, bo na pewno daje do myślenia.
Dlaczego? Otóż o pozwaniu SDP przez dziennikarza „Newsweeka” poinformowali natychmiast wszyscy, solidarnie i solidnie. Może zatem newsem jest jedynie samo wytoczenie procesu, a wyrok już spamem? No nie do końca, bo orzeczenie sądu w podobnej sprawie (Orcholski vs SDP) spotkało się z dużym zainteresowaniem tych samych portali.
Oczywiście każdy uprawia swoje dziennikarskie poletko, jak uważa za stosowne. Ale tak medioznawczo intryguje mnie, co stoi za takim a nie innym wyborem? Bo przecież nie małostkowa stronniczość (ten wyrok nam się podoba, a ten nie), albo chęć ukrycia informacji. Portale branżowe są z zasady bezstronne, a wiadomość i tak jest w domenie publicznej dostępna. Pomijając ją musimy się liczyć, że wyjdzie na to, iż dajemy wszystkie ważne informacje z branży… z wyjątkiem tych, które świadomie pomijamy. A nie chodzi tu o natłok newsów, bo to już sezon ogórkowy i każdy widzi jakie „newsy” otwierają portale poświęcone mediom (a niechby i „Seks na balkonie”).
Więc o co chodzi?
