Znani Dziennikarze Mainstreamowi dają często wyraz obawom związanym z demonstracjami. Nie dość że marsz, to jeszcze z pochodniami. Pochodnie w marszu to bowiem – ich zdaniem – straszna rzecz, całkowicie dezawuuje idee ludzi, którzy te pochodnie niosą. Znicze też im się nie podobały, też kojarzą się paskudnie. Okropne są świeczki albo co gorsza latarnie.
Straszną rzeczą są w ogóle same marsze, bo się paskudnie kojarzą. Duże zgromadzenia, skandujące swoje hasła, kojarzą się wyjątkowo paskudnie. Małe zgromadzenia jeszcze gorzej, bo jeszcze mogą się okazać bojówkami.
Straszne są flagi i transparenty. Rozwijanie flag – jednoznaczne. Zwijanie flag – jeszcze bardziej jednoznaczne. Transparenty to agresywna propaganda. (Największa agresja, jak pamiętamy z telewizji, to napis Bóg, Honor, Ojczyzna).
Nie ma jednak nic gorszego, niż wzniesione podczas okrzyków ręce. Prawa ręka - całkiem jednoznaczna. Lewa ręka – jednoznaczna, bo przecież to tylko kamuflaż wzniesionej prawej. Pięść – straszna. Ale jeszcze gorsza – otwarta dłoń, ta to się dopiero kojarzy. Rozczapierzone palce – chęć zagrabienia. Zwinięta dłoń – chęć utrzymania zagrabionego.
Marszowy krok, równaj, równaj! Tupanie, wyrzucanie nóg wprzód – straszne, agresywne, wojenna ścieżka.
Tak właśnie piszą i ostrzegają nas trzęsący portkami Znani Dziennikarze. Paskudnie się im one kojarzą z czymś, czego notabene nikt prócz nich samych nie wie i nie pamięta.
Ale ja pamiętam. To są wszystko gesty z pochodów pierwszomajowych. Marsze, flagi, pięści, marszowy krok, transparenty, skandowanie, wieczorami pochodnie. Pamiętam to od 1954 roku, gdy jako małe dziecko widziałam to na Pl. Konstytucji w Warszawie, aż po 1981 rok, gdy po raz pierwszy pochód był dobrowolny. Mam zdjęcie ze szturmówką z 1 maja 1976. Szliśmy z mężem. Nie mieliśmy pracy, małe dziecko, staraliśmy się o przyjęcie, warunkiem było uczestnictwo w pochodzie. Poszliśmy, staraliśmy się nie skandować.
Od 1981 byłam już wolnym człowiekiem i nigdy więcej nie byłam na pochodzie pierwszomajowym. Paskudnie mi się kojarzy.
