„Here you go again”, jak mówią w podobnych sytuacjach Anglicy. „I znowu to samo!” Prowokacja dziennikarska, która w Wielkiej Brytanii jest uprawnionym sposobem walki z korupcją, zakończyła się kompromitacją posła konserwatystów Patricka Mercera. Okazało się, że zgodził się – i to wcale nie za darmo, bo inkasując 4 tys. funtów – na lobbowanie na rzecz Fidżi. Przygotowania do „sting operations” trwały kilka tygodni. Dziennikarz, pracujący dla programu śledczego BBC Panorama, podając się za przedstawiciela nieistniejącej firmy Alistair Andrews Communications, poprosił Mercera o pomoc w lobbingu na rzecz ponownego przyjęcia Fidżi do Commonwealthu, z którego została relegowana po próbie zamachu wojskowego w 2006 roku. Wszystko odbyło się bardzo profesjonalnie, parlamentarzysta podpisał kontrakt na 4 tys. funtów w zamian obiecał zadać w Izbie Gmin 5 pytań, związanych z sytuacją tej małej republiki na Pacyfiku. Był łatwym celem; w przeszłości wielokrotnie twierdził na różnych forach, że „ nie było racjonalnego usprawiedliwienia do wyrzucenia Fidżi ze Wspólnoty Narodów”, i nie ukrywał, że będzie się nadal upominał za jej ponownym przyjęciem. I słowo wyjaśnienia na temat tła sporu. Oczywiście, wiadomo dlaczego Panorama liberalnej BBC zapolowała na torysa, a nie na laburzystę. Ale wiadomo także, dlaczego Patrick Mercer rozpoczął akcję na rzecz Fidżi – ten „wojskowy zamach stanu” był w istocie próbą przywrócenia tam rządów prawicowych po lewicowym coup d’etat – więc jego zainteresowanie tematem nie było w istocie niczym dziwnym.
Jednak zbożny cel – zbożnym celem, a korupcja – korupcją. W Wielkiej Brytanii – że przypomnę tylko Jonathana Aitkena, pisarza i posła Jeffreya Archera, Normana Lamonta i Petera Mandelsona - dla „przekrętów” panuje tu jedna opcja, „zero tolerancji”. Toteż Patrick Mercer już zrzekł się bardzo prestiżowej funkcji partyjnego whipa / whip to jednoosobowa komisja etyki partyjnej/, i zameldował się do Parlamentarnej Komisji ds. Standardów. Złożył także oświadczenie, że w 2015 roku nie stanie do reelekcji. Brak tolerancji dla skorumpowanych polityków jest tutaj tak duże, że nawet część kolegów partyjnych, m.in. Zac Goldsmith, oraz wszystkie media chórem, nawołują do natychmiastowej rezygnacji z partii oraz Izby Gmin. Dla premiera Camerona jest to sytuacja ambiwalentna, bo z jednej strony Mercer należy do „jastrzębi” Partii Konserwatywnej i znany jest z ostrego języka, że przypomnę gdy na pytanie, co uważa za największy błąd Davida Camerona odpowiedział „to, że się w ogóle urodził”. Z drugiej strony Mercer jest w swoim okręgu Newark bardzo popularny, a po piętach depce mu tam UKIP, Niezależna Partia Zjednoczonego Królestwa.
Jak się już okazało, przypadek Patricka Mercera nie jest odosobniony. Wczoraj BBC poinformowała, że posiada kompromitujące materiały na co najmniej 20 innych parlamentarzystów, z trzech ugrupowań, z Izby Gmin i Lordów. Głównie z załatwianiem przez nich, zapewne nie za darmo, stałych wejściówek do Westminsteru dla prominentnych przedstawicieli biznesu – w tym przemysłu naftowego, zbrojeniowego i elektronicznego – związków zawodowych i organizacji obrony praw człowieka i ochrony środowiska naturalnego. W sumie takich wejściówek wydano ok. 200 sztuk. Więc nie bez racji lord Oakeshott bije na alarm, że „Westminster zamienia się w >a lobbyists’ bazaar<”. Teraz trwa publiczna debata jak zminimalizować szanse korumpowania brytyjskich parlamentarzystów przez lobbystów. Po pierwsze, proponuje się ograniczenie „przemysłu lobbingowego” czyli rejestrację lobbystów, którzy mają kontakty z pracownikami obu Izb w ramach tzw. ponadpartyjnych grup zainteresowań. „Daily Telegraph” pisał w komentarzu odredakcyjnym kilka dni temu: ”Nie ma nic złego w samym lobbingu. Parlament produkuje ustawy i biznes ma prawo interesować się tym i wyjaśniać konsekwencje proponowanych ustaw. Problem powstaje wtedy, gdy jest to robione w sekrecie i nie za darmo. A w parlamencie musi obowiązywać pełna transparentność”. Przy okazji media, bez względu na barwy partyjne, przypominają, że Cameron już 3 lata temu obiecał zająć się „lobbying industry”. I co? I nic.
Ten ostatni paragraf pozwolę sobie zadedykować polskiej partii rządzącej oraz mediom głównego nurtu. Otóż ta „sting operation” została wprawdzie zaaranżowana przez liberalną BBC i jej program Panorama, ale w akcje włączył się także konserwatywny „ Daily Telegraph”, a także „Sunday Times”. Wicepremier, liberalny demokrata, Nick Clegg nawet publicznie pogratulował „DT” owocnej współpracy z BBC w likwidacji korupcji w Westminsterze. Bo w przypadkach, gdy chodzi o pryncypia, taka współpraca jest na Wyspach bardzo częsta. Wystarczy spojrzeć na aferę „cash-for-guestions” z lat 90., w którą uwikłany był Jonathan Aitken i pisarz - poseł Jeffrey Archer. Obaj ostatecznie wylądowali na półtora roku w więzieniu i już nie wrócili do życia politycznego. Podobnie było z niedawnym skandalem sprzed niemal 4 lat dotyczącym wydatków poselskich. Wszyscy parlamentarzyści, a było ich 36, z koalicji rządzącej i opozycji, na mocy dżentelmeńskiej umowy z szefami partii, dokończyli kadencję i w pół roku póżniej nie stanęli do kolejnych wyborów. W grę wchodzi bowiem wizerunek Westminsteru i transparentność demokratycznych procedur, które są wartością wspólną.
I tu docieramy do sedna sprawy. Nigdy nie będziemy mieli w Polsce uczciwych parlamentarzystów, ani przejrzystych procedur, jeśli wszyscy – politycy, dziennikarze, społeczeństwo – nie zaakceptujemy wspólnej bazy wartości. Niezależnej od zapatrywań partyjnych, niejako ponad nimi. Odpowiedzialność, uczciwość, interes społeczny – to linia startowa, bez tego nie ruszymy z miejsca. Stąd konieczność lustracji, deubekizacji i dekomunizacji. Ze posłużę się hasłem wyborczym Camerona sprzed 3 lat: „musimy z powrotem postawić państwo, zniszczone rządami labourzystów – w naszym przypadku komunistów - „z głowy na nogi”. Wiejska, to bajoro z gnojówką, która rozlała się na kraj, i w której Polacy tkwią dziś po uszy. Czują smród, widzą, że nie mogą się ruszyć, ale jeszcze nie wiedzą, jak się z tej gnojówki wydostać. A obecne władze robią wszystko, żeby się nie dowiedzieli. I tu upatruję naszą, konserwatystów, wielką rolę. Cytując Kennedy’ego w sposób, który nie bardzo by mu się podobał: najpierw wartości, głupcy!
Elżbieta Królikowska-Avis. Londyn, 17 czerwca 2013.
