Zdaje się, że w „Gazecie” i okolicach wciąż trwa fiesta z okazji wykończenia przez pana Hajdarowicza tygodnika „Uważam Rze”. Trwa także przekonywanie Polaków, że eliminacja w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego ideowych przeciwników podwładnych Adama Michnika było czystym objawem działania wolnego rynku i najlepszą rzeczą, jaka mogła spotkać Polskę.

Ostatnio pojawił się choćby cenny komentarz pana profesora Piotra Winczorka. Do czasu jego opublikowania nieco niepokoiłem się o stan wolności słowa w naszym kraju, a także generalnie - demokracji. Swój niepokój opierałem na licznych przypadkach naruszeń tej wolności, które obserwujemy w CMWP na co dzień. Na szczęście pan profesor mi wyjaśnił - wolność słowa w Polsce jest niezagrożona. Dlaczego jest niezagrożona? Bo ci, którzy twierdzą, że jest zagrożona, mogą publicznie wyrażać tę opinię.

Cóż za imponujący wywód. To trzeba profesorskiej głowy. Skoro ktoś krzyczy, ze go biją to znaczy, że aż tak mocno go nie biją. Skoro zbliżając się do niebezpiecznego zakrętu widzimy go i rozmawiamy o tym, że jest niebezpieczny, to znaczy, że nie jest on aż tak niebezpieczny. Stwierdzić, że jest niebezpieczny możemy dopiero wtedy, kiedy z niego wylecimy i nie będziemy w stanie już nic stwierdzić.

Rozwijając myśl pana profesora - dobrych wiadomości to nie koniec. Wolność słowa „trzyma się dobrze” i w Rosji. Przecież jest tam sporo opozycyjnych gazet i, jak komuś się władza nie podoba, to może sobie w nich pisać i ponarzekać. Co prawda, te gazety mają nikły wpływ na życie publiczne i zablokowana jest możliwość dostępu do ogólnokrajowych pasm telewizyjnych przez siły niechętne władzy, ale co z tego - jest Internet, prasa, poczta pantoflowa. Na Białorusi też zresztą nie jest najgorzej. Są dwa tytuły opozycyjne, wiele portali, na których ludzie, którzy krytykują władzę mogą pisać. Jest więc naprawdę świetnie i tylko malkontenci oraz oszołomy narzekają.

A na końcu mam już całkiem dobrą wiadomość. Czeskie „Lidowe Nowiny” napisały, że „polska rzeczywistość po raz kolejny wyszczerzyła białoruskie kły”. Skoro pisać, że wolność słowa jest w Polsce zagrożona, można nie tylko u nas, ale i za granicami, to chyba znaczy, że tym bardziej jest ona u nas niezagrożona? A kiedy będzie zagrożona? Nie wiadomo, bo wtedy nikt nam o tym nie powie, bo przecież jakby powiedział, to by nie była zagrożona.

 

Wiktor Świetlik

8 grudnia 2012

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl