Już ponad tydzień trwa zamieszanie wokół decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która nałożyła na TVN karę w wysokości prawie 1,5 mln zł, bo „stacja relacjonując wydarzenia w Sejmie i pod Sejmem w dniach 16-18 grudnia ub.r. naruszyła ustawę o RTV poprzez propagowanie działań sprzecznych z prawem i sprzyjanie zachowaniom zagrażającym bezpieczeństwu”....
W tym tygodniu otrzymaliśmy dwie bardzo ciekawe wypowiedzi na temat mediów. Jarosław Kaczyński wypowiedział się w sprawie słuszności prorządowego przekazu mediów publicznych, a Krzysztof Czabański znowu nas ubawił kolejną zapowiedzią ustawowej zmiany sposobu finansowania tychże mediów....
Gdzie według polityków jest odpowiednie miejsce dla mediów? Sądząc z wydarzeń tego tygodnia odpowiednie miejsce znajduje się w sądzie!
Tydzień zaczął się od komentowania pozwu Sławomira Nowaka, ministra transportu, przeciwko redakcji „Wprost”. Tygodnik napisał o słabości ministra do drogich (i to jak) zegarków oraz spotkaniach w równie drogich klubach. W odpowiedzi reprezentujący ministra były minister Roman Giertych zażądał przeprosin wycenionych na 30 milionów złotych.
Zanim przetarliśmy oczy ze zdumienia premier, czyli przełożony ministra stwierdził, że ów pozew jest… dowodem przemawiającym na korzyść Nowaka. Środowisko dziennikarskie, tak z prawa z lewa jak i ze środka, uznało natomiast, że wycena przeprosin jest dowodem na to, że władza chce „przemówić” do rozumu wydawców, aby ci powstrzymali swoich dziennikarzy przed patrzeniem na ozegarkowane przeguby władzy (Nota bene dziwię się nieco, że żaden z tygodników nie dał na okładkę fotomontażu ministra jako czerwonoarmiejca z zegarkami od przegubu, aż do łokcia – już się boję myśleć, na ile może wycenić mój pomysł minister transportu jako osoba prywatna i jego minister mecenas).
Oczywiście my dziennikarzy oraz Izba Wydawców Prasy jesteśmy tu sędziami we własnej sprawie, ale w sukurs nadciągnęła Helsińska Fundacja Praw Człowieka, którą trudno oskarżać o stronniczość, stwierdzając, że „w procesach sądowych związanych z prawem mediów do swobody wypowiedzi konieczne jest poszanowanie zasady proporcjonalności i adekwatności sankcji o charakterze finansowym. Jak wskazuje Europejski Trybunał Praw Człowieka w niektórych swoich wyrokach, zarówno zbyt wysokie sumy zadośćuczynienia, jak i obowiązek poniesienia przez media innych nadmiernych kosztów, np. związanych z publikacją przeprosin, mogą wywołać tzw. efekt mrożący oraz stanowić niedopuszczalną ingerencję w wolność słowa - napisano w stanowisku opublikowanym wczoraj przez HFPC.”
Nie minął nawet jeden dzień jak odezwała się opozycja, która oczywiście nie może patrzeć spokojnie jak rząd przejmuje inicjatywę. Musi pokazać, że może to samo zrobić równie…. niemądrze. Prawo i Sprawiedliwość zagroziło więc pozwem przeciw „Newsweekowi”, bo ten napisał, że mec. Rogalski był opłacany przez klub PiS z pieniędzy pochodzących z Kancelarii Sejmu. Zdaniem PiS to nieprawda, bo klub zapłacił mecenasowi z pieniędzy pochodzących ze składek poselskich. Może to i racja, ale fundusze klubu pochodzą z Kancelarii Sejmu i ze składek posłów. Ciekawe jak klub rozróżnia, które są które? Na dokładkę te ze składek pochodzą z poselskich pensji wypłacanych chyba właśnie przez Kancelarię.
Jak zwał tak zwał, może sąd będzie miał okazję ustalić kto ma rację, ale najciekawsze jest co innego. Politycy PiS nie uznali za nieprawdę, ani za nic dziwnego, że klub poselski wynajmuje adwokata, by ten reprezentował prezesa bynajmniej nie w klubowo-sejmowej sprawie.
No ale nie ma czasu zbyt długo roztrząsać tego problemu, bo oto z pomocą opozycji… nadciąga premier. Rozpoczął się proces Donald Tusk contra Jerzy Urban i tygodnik „Nie”. Przedmiotem jest grubiański primaaprilisowy żart, czyli publikacja zapisu fikcyjnych rozmów z udziałem m.in. premiera, które miały być podsłuchane na meczu Polska-Ukraina. Proces jeszcze się na dobre nie zaczął, a już znamy wynik. Wygrał były rzecznik Jaruzelskiego, bo swoim pozwem premier wyciągnął go z niebytu, a jego prawie zapomniany tygodnik będzie mieć teraz serię darmowych reklam w programach informacyjnych i na informacyjnych stronach gazet.
Jednak być może najciekawszy spór władzy, tym razem sądowniczej, z mediami miał miejsce w Poznaniu. Tamtejszy Sąd Okręgowy uznał, że dwaj dziennikarze „Wiadomości Wrzesińskich”, są winni upublicznienia informacji z procesu z wyłączeniem jawności. Rzecz w tym, że mogli wejść w posiadanie tych niejawnych informacji ponieważ na wgląd do akt uzyskali zgodę… sądu. Wyrok jest prawomocny.