2 miliony – albo i więcej - młodych ludzi za granicą. W samej Anglii 800 tysięcy. W kraju szans na zmniejszenie bezrobocia nie widać. Zasypano kopalnie - by importować teraz węgiel. Sprzedano już nawet teren po stoczniach. Odlatuje LOT, podzielone PKP łudzi mirażem 200-kilometrowych na godzinę szybkości, a nie wiadomo czy w tym roku dojechać będzie można pociągiem na Hel.

 

 Życie i miraże. Obiecanki cacanki i twarde lądowanie w realu. Tu muzeum, tam muzeum, pomniki i schody (np. na centralnym dworcu w stolicy - unieruchomione). Emigracji nie potrafimy powstrzymać, coś bredzimy o budowie muzeum emigracji w Gdyni (by upamiętnić!). Groby przodków są ważne, ale iść trzeba naprzód z żywymi.

 W Gdańsku nie ma pochylni, kadra wyszkolona warta więcej niż wszystkie budowle i urządzenia stoczniowe - rozproszona za chlebem po świecie. I jak niemy wyrzut sumienia sterczą nad miastem dźwigi. Obietnica Rakowskiego spełniona: orka stoczni trwa. Tysiące ludzi straciło pracę! Podstawę egzystencji. I teraz kolejny pusty dyskurs podejmują elity: zachować dźwigi dawnej gdańskiej stoczni, czy sprzedać na złom.

            - To symbol! - krzyczą jedni.

            - To złom, którego pozostawienie będzie kosztować miliony.

Zemsta nad bezczelnymi stoczniowcami, którzy ośmielili się porwać na ludową władzę - właśnie się dopełniła. Czytam w prasie wybrzeżowej list otwarty rzecznika miasta, którego ta władza wystawia jako chłopca do bicia. Rzecznik wylicza setki tysięcy złotych, które trzeba by było teraz wydawać by dzierżawić grunt zresztą dopiero co sprzedanych przez państwo byłych terenów stoczniowych. Dlaczego Gdańsk  nie dostał tej ziemi za darmo? Mówią że sugerowali takie rozwiązanie, ale jak widać ich sugestie nie mają praktycznie żadnego znaczenia. Rzecznik Prezydenta Gdańska wylicza też horendalne koszty utrzymania, zabezpieczenia wysokich dźwigów i sprawę dozoru. To wszystko są naprawdę ogromne sumy.

Pięknie jest opowiadać o konieczności utrzymania symbolu stoczni ale to naprawdę mrzonki. To również cierń przypominający, że bezpowrotnie zmarnowano dorobek wielu pokoleń. Kłótnie ludzi z ludźmi – tak przecież było. Ekonomicznymi niemożnościami sprawy się nie wytłumaczy. W tejże Europie, która nam zakazała budowy statków, są one konstruowane i nadal budowane. Wszystko teraz jedno czy winni są ludzie naprawdę zasłużeni, którzy dobrze chcieli, czy też stocznię utopiła głupota i brak profesjonalizmu. Całą polską rządzili wtedy obywatele z Gdańska i żaden z nich nie walnie się dziś w pierś: mea (również) culpa. Przeciwnie wypina je po ordery.

Już raz była taka sytuacja przed laty, gdy z wycofanego z eksploatacji transatlantyka „Batory” chciano zrobić hotel przycumowany do nabrzeża. Statek jeśli nie pływa ginie szybko. Szczególnie w naszym zimnym klimacie. Pomysł był po prostu głupi. Po krótkim okresie drogiej deficytowej eksploatacji „hotel” ciupasem wysłano na żyletki do Hongkongu czy też do Singapuru.

Podobnie w pewnym sensie jest z „Darem Pomorza”. Było coś pięknego. Żeglował ze wspaniałymi przygodami, pod różnymi banderami, tu i tam. I mógł żeglować dalej wzbudzając podziw, bo to najpiękniejsza fregata świata. Takiej linii nie ma nawet mniejszy nieco od „Daru” „Denmark”. Wystarczyło zainstalować odpowiednie urządzenia sanitarne. I podobnie jak „Siedow” , czy „Kruzenstern” mógłby żaglowiec nadal szkolić oficerów marynarki – polskich czy nawet obcych państw. Może zresztą bardziej nawet tych z innych krajów, bo przecież floty handlowej również już nie mamy.

Kasta muzealników się rozrasta. Zamiast stoczni gdańskich mamy tylko „Sołdka” na Motławie. Jest jak wyrzut sumienia. A teraz bredzimy, zamulamy ludziom w głowach w sprawie dźwigów. Nic z tego nie będzie. Dobrze byłoby gdyby przepiękny Gdańsk zajął się wreszcie skutecznie Wyspą Spichrzów. Jej ruina odstrasza. Nie wiadomo, czy płakać czy śmiać się.

To samo dotyczy byłego ośrodka Telewizji Polskiej w Gdańsku-Wrzeszczu przy ul. Sobótki. Ta rozpadająca się telewizyjna stacja – zabytkowy pałacyk i studia gniją na oczach od kilkunastu lat. To wprawdzie własność centrali w Warszawie, ale jak mogą miejscowe władze znosić to  skandaliczne marnotrawstwo na swoim terenie. Co to za gospodarze? Co to za niedołęgi? Obrażają się na krytykę ale w tej sprawie nic się nie dzieje. Mija kolejny rok i tylko łańcuchowy pies wyje tam żałośnie.

                                   06.05.2013       Stefan Truszczyński

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Onegdaj był to wspaniały ośrodek Telewizji Polskiej w Gdańsku

Fot. S. Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl