Specjaliści od wytyczania linii frontów w wojnie polsko-polskiej wymyślili ostatnio nowa linię podziałów. Już nie na lud anty i pro smoleński, nie na wyznawców Nieomylnej Anodiny a zwolenników Nieustraszonego Antoniego.
Ten podział robił się coraz bardziej kłopotliwy, zwolennikom „pancernej brzozy” coraz bardziej brakuje argumentów, wizja Zielonej Wyspy za oknem przemienia się w widmo pełzającego kryzysu. Młodzi i wykształceni, którzy podobno uciekli przed PiS-em jakoś nie wracają do Królestwa Miłości. Wieją kolejne roczniki! Podobnie w sporze między III i IV RP widać coraz wyraźniej, w której z nich ścigano przestępców, a w której się ich wypuszcza, w której media krytykowały władzę, a w której jej bezwstydnie kadzą.
Stad potrzeba nowej definicji stron. Łatwej, lekkiej i przyjemnej. Na fajnych i niefajnych. Fajni zażerają się orłem z czekolady, biegają jak pan premier (w peletonie ochroniarzy), flagę zastępuje im balon (w którego zostali zrobieni) a refleksję - radość nie wiedzieć z czego.
Niefajni to ponuracy, pogrążeni w wiekuistej żałobie, pozbawieni poczucia humoru, wyzuci z optymizmu. W mediach wygląda to nieźle . A jak jest naprawdę?
Człowiek zatroskany, który bez okazji nie wydaje z siebie rechotu kretyna, nie musi wcale być ponurakiem. Szacunek do przeszłości nie oznacza cierpiętnictwa. Gdybyż jeszcze nasza polityka historyczna potrafiła dyskontować sukcesy. Ale jakoś nasza władza nie świętowała 400 lecia wiktorii pod Kłuszynem, po której władcy Rosji bili łbami przed Zygmuntem III na Zamku Królewskim.
Bitwa warszawska 1920 nie ma dotąd w Warszawie skromnego choćby monumentu (Powinien być Łuk Triumfalny!) a pomnik sowieckich zniewolicieli ma wrócić na róg Targowej i Solidarności (bardziej targowej) . Cicho o przedmurzu, które jak pięknie przypominał prezydent Kaczyński na kilkaset lat zahamowało niemiecki Drang nach Osten, skutecznie chroniło przed inwazją Cywilizacji Wielkiego Stepu w wydaniu mongolskim i moskiewskim, powstrzymało ekspansje islamu na Europe. A rocznica Pierwszej Europejskiej Konstytucji ma być sprowadzona do czekoladowego ptaka i różowego balona.
Obaliliśmy komunę ale symbolem tego triumfu w oczach świata jest mur berliński a nie zlikwidowania w interesie stoczni niemieckich Stocznia Gdańska .
Jak się beztrosko cieszyć, kiedy obecna wielka emigracja kosztuje nas więcej krwi niż wszystkie powstania łącznie. Jak świętować w państwie, które na żadnym polu nie zdaje egzaminu – czy chodzi o budowę autostrad, edukacje, zdrowie, kolejnictwo, politykę zagraniczną, wymiar sprawiedliwości. Chyba że pomysł na życie to zamknąć oczy zawołać „fajnie jest” i skoczyć w przód, nie zastanawiając się czy są tam schody, mur, przepaść czy woda. Jak leming.
