31 lat po wprowadzeniu stanu wojennego żyjemy w kraju, w którym każdy zdeterminowany i pewny swych racji redaktor może założyć telewizję w internecie i gazetę w realu. Tak, nie przesadzam, a potwierdzeniem moich słów jest wczorajsza konferencja prasowa w Domu Dziennikarza, na której Paweł Lisicki ogłosił tworzenie nowego tygodnika.

 

Pamiętam okres pierwszej w życiu obywatelskiej wolności od września 80 do 13 grudnia 81. Krążyły bibuły, biuletyny, samizdaty, pojawiały się gazety drugiego obiegu, bo pierwszy był zamknięty. Dziś tzw. drugi obieg ani nie jest zwalczany przez demokratyczną władzę, ani nie jest represjonowany, a każdy z poparciem kapitału (lepiej) lub bez niego (gorzej) może założyć własne pismo. Dwa tygodnie temu pojawił się konserwatywno-prawicowy dwutygodnik „W Sieci”, już wkrótce będzie następny w tej konstelacji konserwatywno-liberalny „Tygodnik Lisickiego”.  A oprócz nich są jeszcze „nowe” „Uważam Rze” o prawicowym obliczu, „Gazeta Polska” i wiele innych pism, które przyznają się do swojej prawicowości, nie licząc niezliczonych portali o tej orientacji, dominującej nad lewicowo-liberalnymi.

Cieszy mnie to, co powiedzieli wczoraj Paweł Lisicki i Rafał Ziemkiewicz w czasie prezentacji nowego tygodnika na Foksal: że tygodnik będzie niezależny od grup politycznych i partii, które ideowo mogą być mu bliskie (Lisicki) oraz, że będzie zdystansowany wobec partii politycznych, a jego autorzy nie będą zastanawiali się komu służy to, co piszą, bo „prawda jest ciekawa sama z siebie” (Ziemkiewicz). Jeśli będą konsekwentni, to może uda się niektórym autorom dawnego „Uważam Rze” pozbyć się łatki dziennikarzy pro-pisowskich, niezależnie od tego, czy była ona słuszna czy nie.

Kiedy pojawiło się „Uważam Rze” wróżyłem mu sukces, i nie pomyliłem się w przewidywaniach do początku grudnia br. Teraz nie umiem ocenić tej sytuacji tak samo jasno, jak tamtej. Tworzone obecnie, co najmniej dwa pisma skierowane są do tego samego odbiorcy. Dodatkowo treści jednego z pism wcześniej ukazują się na portalach. Jeśli dodamy do tego aktywność tego samego czytelnika w internecie, to okaże się, że kilkakrotnie może on czytać to samo na różnych stronach. Ja, mimo, że czytam teksty często jako analityk mediów, nie mam czasu na dotarcie do wszystkich interesujących mnie treści. A przeciętny czytelnik? Będzie miał jeszcze mniej czasu. To gazety będą musiały się o niego bić, konkurować podobnym kontentem, i to poprzez tych samych lub podobnie piszących autorów. Czy będzie miejsce dla czwórki: Urze, GP, WSieci, TL? Nie sądzę. Dlatego będą musiały się różnicować, skrajne przyciągną najmniej czytelników. Te, którym uda się pozyskać umiarkowanego, a nawet liberalnego czytelnika, z pewnością przeżyją.

Tako rzeczę, ale Zaratustrą nie jestem.

 

Marek Palczewski

13 grudnia 2012

ps. To, że ktoś zmieni redaktora naczelnego nie oznacza, że może zakneblować autorów. Dzisiaj już niczego zakazać nie można.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl