„Nie składamy broni. Nie zamierzamy rezygnować z ponownego wydania takiego tygodnika, który byłby prawdziwą kontynuacją „Uważam Rze” – zadeklarował Paweł Lisicki, otwierając kilka dni temu konferencję prasową. Na tym spotkaniu na Foksal, wraz z trzonem dziennikarskim dawnego „Uważam Rze”, Rafałem Ziemkiewiczem, Piotrem Gabrielem, Cezarym Gmyzem i licznie zgromadzoną resztą, „która nie zmieściła się przy prezydialnym stole”, ogłosił powstanie nowego pisma konserwatywnego pod tymczasowym tytułem „Tygodnik Lisickiego”. Od czwartku na Facebooku obejrzeć można pierwsze przymiarki do wydania internetowego nowego tytułu. I tak, w ciągu zaledwie kilku tygodni od ukazania się pierwszego numeru konserwatywnego tygodnika braci Karnowskich „wSieci”, jesteśmy świadkami narodzin kolejnego pisma centro - prawicowego „Tygodnika Lisieckiego”.
Podczas konferencji Lisicki opowiadał o rozmowach, jakie toczą się z kilkoma poważnymi kontrahentami, a kilku dziennikarzy wspomniało z entuzjazmem, że nowy tygodnik, który wykorzystuje lukę w rynku medialnym, jak dwa lata temu „Uważam Rze”, „skazany jest na sukces”. Po kilku wypowiedziach well wishers, kolegów dziennikarzy nie należących do Ojców Założycieli, lecz wspierających projekt, odezwała się dziennikarka bodaj radia Tok FM, która z prawdziwą troską zapytała „czy po pojawieniu się na prawej stronie sceny medialnej tygodnika „wSieci” Karnowskich, jest jeszcze miejsce dla drugiego tygodnika konserwatywnego”? Jeśli dodam, że w ostatniej „Polityce” w artykule Mariusza Janickiego i Grzegorza Rzeczkowskiego dostrzec można było podobne wątpliwości, a medioznawca Wiesław Godzic w swojej wypowiedzi dla „naTemat” także boleje, iż na ostatnim wysypie pism konserwatywnych „cierpi >sprawa>, którą jest niewątpliwie istnienie silnego prawicowego tygodnika, jakim było >Uważam Rze<”, chciałoby się zapytać dlaczego „sprawa” nie cierpi z powodu zaistnienia jednego tygodnika, a może ucierpieć jeśli powstaną dwa dobre pisma? Oba ze świetnym zespołem i 2-letnimi doświadczeniami wydawniczymi? Przecież nie można wykluczyć, że oba staną się „historią pewnego sukcesu”? Jak wykazali Janicki i Rzeczkowski w swej generalnie trzymającej się faktów analizie przyczyn podziału politycznego? światopoglądowego?, w grupie publicystów dawnego „Uważam Rze” wyłoniły się istotne różnice. Ale, jeśli już na starcie obu tygodników widać tę polaryzację, to przecież dobra wróżba, bo ta dyferencjacja profilów znaczy, że każde z pism ma szansę na nieco inny segment czytelników. A przecież potem, kiedy się już „umoszczą” na rynku, te różnice – jest to tendencja generalna – będą się jeszcze pogłębiały.
I teraz chciałabym zadać kolegom z „Polityki”, radia Tok FM oraz popularnemu medioznawcy następujące pytanie: dlaczego nie przygotowali się do lekcji i przed obwieszczeniem swych kasandrycznych przepowiedni, nie sprawdzili struktury rynków medialnych w starych, ustabilizowanych demokracjach? Bowiem uzyskane informacje mogłyby uspokoić ich skołatane nerwy. Owszem, gdybym chciała założyć w Polsce nowy tygodnik lewicowo – liberalny, miałabym wiele wątpliwości. Po prostu polski rynek od centrum do lewicowej ekstremy jest już kompletnie zapakowany, panuje tam ścisk i tłok i takie przedsięwzięcie wiązałoby się z dużym ryzykiem. Ale w segmencie konserwatywnym – wolnego miejsca jest pod dostatkiem! Najpierw 45 lat komunistycznego monopolu, potem 23 lata gospodarczej wolnoamerykanki, kiedy krok po kroku, tytuł po tytule, redakcję po redakcji przejmowała liberalna lewica, pozostawiając „na prawo” mnóstwo nie zagospodarowanej przestrzeni, które to dzieło zakończyło się wyrzuceniem z „Rzepy” Wróblewskiego i innych, a z „Uważam Rze” – Lisickiego, przy czym ci inni sami wymaszerowali z redakcji. W Wielkiej Brytanii, gdzie rynek prasowy jest ustabilizowany od co najmniej wieku, mamy pięć dzienników konserwatywnych. W grupie nationals, poważnych gazet codziennych, „The Times”, „Daily Telegraph” i „Evening Standard”, plus dwa tabloidy: „The Daily Mail” i „Sun”. I wszystkie one mają swoją grupę stałych czytelników! Jeśli dodamy jeszcze, że nakład „Timesa” wynosi 400 tys. egzemplarzy, „Daily Telegrapha” 634, a „Evening Standard” – prawie 700 tys., widać, że ani Karnowscy, ani Lisicki nie są pozbawieni szans. A muszą być między tymi dziennikami spore różnice, skoro „Times” uchodzi za gazetę kręgów polityczno-rządowych, stałą czytelniczką „Daily Telegrapha” jest Elżbieta II, która zaczyna dzień od lektury biuletynu newsów BBC i właśnie „Telegrapha”, a popołudniowy „Evening Standard” to gazeta londyńczyków, powracających z pracy do domu. A nie wspomniałam jeszcze o tygodniku „Spectator” oraz niedzielnych wydaniach dzienników, które na Wyspach pełnią rolę tygodników, „Sunday Times”, „Sunday Telegraph” i „Mail On Sunday”.
Myślę więc, że zarówno koledzy dziennikarze z „Polityki”, Tok FM oraz medioznawczy mogą spać spokojnie, bo dla obu tygodników jest miejsce na rynku. Teraz wszystko będzie zależało od obu zespołów, „wSieci” i „Tygodnika Lisieckiego”. Jak szybko swój profil dookreślą, formuła graficzna, układ numeru oraz siły działu zagranicznego, bo publicystów krajowych mają najlepszych w Polsce. Ile razy jestem w Polsce, widzę dwie partie oraz ich media w morderczym clashu, który coraz bardziej się zacieśnia. Otwierając szerzej okno na świat, analizując podobne przypadki w różnych miejscach globu, można zyskać dystans, znaleźć dla konfliktu nieco inną perspektywę. Tak więc dla obu tygodników najważniejsze jest, aby promując standardy demokracji, określając formułę polskiego konserwatyzmu, a zwłaszcza analizując zdarzenia i proponując jakieś rozwiązania, próbowały przenieść przedmiot sporu w nieco inne miejsce. Takie, skąd widać jakieś jutro.
Elżbieta Królikowska-Avis
15 grudnia 2012
