Niektórym polskim dziennikarzom z dobrobytu poprzewracało się w głowie. Rząd zgodził się, żeby trochę sobie popracowali, podreperowali nadwątlone domowe budżety, a oni żadnej wdzięczności. Tylko krytykowali. A na końcu jeszcze zastrajkowali. Nie umiem tego wytłumaczyć. Chyba, że do buntowniczej  postawy nastroiły ich zimowe miesiące, a szczególnie grudzień, wpisany w nasze najnowsze dzieje strajkami i najróżniejszymi protestami przeciwko posunięciom władzy państwowej.

Nikt mi nie powie, że władza chciała źle. Zawsze chce dobrze. Głównie dla siebie, ale przy niej korzystało wielu innych. Mówiąc to, myślę oczywiście o starej, komunistycznej władzy. Ta, za panowania której w roku 1970 miały miejsce protesty robotników na Wybrzeżu, brutalnie i krwawo stłumione, która wprowadziła stan wojenny i dokonała  masakry w kopalni „Wujek” 16  grudnia 1981 r. Niektórzy ze sprawców wielu tragicznych dni z tamtych lat mają się jeszcze całkiem nieźle, choć bywają i ciężko schorowani, którym należy teraz już tylko współczuć.

Tamci dawni władcy, od których zależał los polskiego społeczeństwa, wśród wielu obecnie działających dziennikarzy, mają swoich nie tylko obrońców, ale nawet wielbicieli. Tak, serca wielu dziennikarzy są niepomiernie wielkie. Są w stanie przytulić i ogrzać ciepłem swej wspaniałomyślności zbrodniarzy własnego narodu. Chwała tym dziennikarzom. Większość z nich ma po prostu takie usposobienie, że kocha i szanuje każdą władzę. Tę dawną i obecną, od 22 lat pochodzącą z demokratycznego wyboru. Nie wyobrażają sobie życia bez oddania swych talentów na usługi władzy. Niektórych z nich znam i podziwiam ich oddanie. Czasami zazdrosnym okiem spoglądam na ich umiejętność wkupienia się w łaski władzy. Niekiedy cierpię z tego powodu, bo zdaję sobie sprawę, ile dobrego mógłbym, a nie potrafię. Muszę się pogodzić z brakiem niektórych talentów i jakoś z tym żyć.

Nie wypada mi za wiele narzekać. Przecież dość liczna grupa dziennikarzy, która nie umie popierać władzy (jest nas wielokrotnie mniej od tej drugiej, utalentowanej), dzięki łaskawości ekipy panującej obecnie w kraju, może uprawiać swój zawód. W nisko nakładowych pismach, niszowych portalach, prywatnych stacyjkach radiowych. Nie ma żadnej dyskryminacji. Mogą jedni, mogą drudzy. Czasami uda się stworzyć gazetę, która cieszy się dużym wzięciem. Co z tego, jeśli jest nieprzychylna władzy. Na szczęście, rządzący politycy są w dobrych układach z właścicielem tej gazety. Tak naprawdę, żeby sprawa była jasna, chodzi o tygodnik. Chcąc zmienić nieco nastawienie tygodnika, sprofilowanie go w odpowiednim kierunku i pod odpowiednim nachyleniem, nadanie mu atmosfery życzliwości, właściciel zmienia jego redaktora naczelnego. Bo jak długo można ziać nienawiścią z łam? Ja się nie dziwię. W tej sytuacji każdy by zwolnił. Jak dawniej – władza zasugerowała  właścicielowi konkretne rozwiązanie, bo chciała dobrze. Dla siebie. Dla swojego komfortu i spokoju. Dziennikarze, piszący do tygodnika uważali jednak, że ich szefa zwolniono bez żadnego uzasadnienia. Że zrobiono to z powodów przede wszystkim politycznych. Pytają siebie: -Jak to? Dlaczego? I nie znajdują rozsądnej odpowiedzi. Myślą, co robić? Aż tu uświadamiają sobie, że jest grudzień. Całkiem inny niż tamte dawne. Czasy też całkiem inne, ale przecież grudzień. Jakąś wspólnotę nagle poczuli. Trzasnęli  drzwiami i też odeszli z gazety.

Troskliwy rząd, któremu na sercu leży dobro wszystkich obywateli pyta: - Czy od tego dziennikarzom będzie się lepiej żyło?

Jerzy Jachowicz

16 grudnia 2012

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl