W czwartek Paweł Lisicki ujawnił tytuł nowego tygodnika, którym będzie kierował: „Do Rzeczy”. Od razu pomyślałem, że tytuł sugerujący pochwałę przyszłej zawartości tygodnika , zadowoli również przeciwników Lisickiego, którzy zapewne przerobią go na: „Od Rzeczy”.

Piszę zwolennicy i przeciwnicy, bo w Polsce czytelników ma już chyba jedynie „Tele Tydzień” (nawet jest rekordzistą). Reszta polskich mediów nie ma czytelników, widzów czy słuchaczy, lecz fanów i antyfanów. Ludzie nie chcą czytać suchej informacji, lecz zapoznawać się z jej interpretacją, a my dziennikarze bardzo chętnie tę słabość zaspokajamy. Mamy więc fanów „Wyborczej”, którzy oczywiście są antyfanami „Gazety Polskiej Codziennie” i na odwrót. (Anty)Fanów (już byłych) „Uważam Rze” i (anty)fanów „Newsweeka”. To samo z radiem TOK FM i Radiem Maryja itd.

Potwierdzeniem tej diagnozy stał się medialny przebój tygodnia, czyli artykuł Cezarego Gmyza w TygodnikuLisickiego.pl, ujawniający, że matka sędziego Igora Tuleyi była pracownikiem MO i SB. Tekst spowodował, że fankluby stanęły pod bronią, gotowe do wojny, a jak wojna to wiadomo: więcej propagandy niż namysłu. Nie znalazłem tekstu z analizą w jakich przypadkach sędzia powinien być wyłączony z orzekania w konkretnej sprawie i czy ma się to w jakikolwiek sposób do przypadku sędziego. Znalazłem natomiast dużo tekstów, w których media jednego obozu recenzują dla swoich fanów teksty drugiego obozu, czyli poglądy antyfanów. Nie trzeba chyba dodawać, że owe „recenzje” są bardzo stronniczym, a nawet złośliwym przedstawieniem zawartości „tekstów źródłowych”. Nie służy to wyrobieniu sobie własnej opinii, lecz budowaniu plemiennej więzi. „Mainstreamowcy” kontra „niezależni”. Zwolennicy lustracji kontra przeciwnicy. Zwolennicy wyroku w sprawie doktora G, i jego przeciwnicy. Itd. Fani coraz bardziej upodabniają się do kiboli, a dziennikarze do bywalców „żylety”. Nie stać nas nawet na karnawałowe zawieszenie broni. Podczas gdy w Warszawie odbędzie się „Bal Dziennikarzy”, w Krakowie trwać będzie „Bal Niepokornych”.

W cieniu tej plemiennej wojny przemknęła środowa informacja, że białoruscy opozycjoniści zaapelowali do premiera Tuska w sprawie TV Biełsat. Z powodu coraz mniejszych rocznych budżetów sytuacja stacji od kilku lat staje się coraz gorsza. Pod koniec roku Biełsat musiał nawet zrezygnować z programów informacyjnych na żywo i to samo może powtórzyć się w roku 2013 tyle, że wcześniej. Dane nam jest bogactwo wolnych mediów, ale zamiast wykorzystać je do pomocy tym, którzy nie mają w tej sferze właściwie nic, okładamy się po głowach nie tylko z przekonaniem, że to nam nie zaszkodzi, ale wręcz, że uleczy. Śmiejemy się wspominając wiarę dawnych medyków w uzdrawiającą moc pijawek, a sami zachowujemy się jakby najlepszym sposobem na wyleczenie kogoś z niesłusznych naszym zdaniem poglądów było poszczucie go rottweilerem.

 

Andrzej Kaczmarczyk

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl