Gdy 1990 roku przyszedłem do pracy w TVP – ośrodki regionalne w większości nadawały jeden serwis informacyjny, jakiś magazyn kulturalny w soboty i od czasu do czasu jakiś reportaż czy dokument na anteny ogólnopolskie. Pasma, pieniądze dla regionów i w miarę przyzwoite, wielogodzinne ramówki pojawiły się po 1993 roku – 20 lat temu. Ale też zaraz potem zaczęto budować dzisiejsze INFO – wtedy jako tzw. „pasmo wspólne” ośrodków regionalnych czyli wprowadzany kuchennym wejściem ogólnopolski kanał informacyjny.
To duuużo kosztuje. Wtedy dla regionów zaczęła się równia pochyła – z roku na rok mniejsze budżety. Nawoływania polityków sprzed 2-3 lat, że abonament to jakaś paskudna danina dokonały reszty i historia zatoczyła koło. Dziś tzw. środków abonamentowych starcza w regionalnych ośrodkach TVP tylko na serwisy informacyjne. Pozostały niemal wyłącznie produkcje sponsorowane – przez urzędy miast, urzędy marszałkowskie i od czasu do czasu firmy, które bardzo chcą pokazać swoje liczne zalety. Większość magazynów, relacji, filmików, felietonów i całych programów powstaje z medialnych „odprysków” przeróżnych projektów unijnych, w których zapisany jest obowiązek promowania projektu, upowszechniania wiedzy o nim.
Wszelka władza samorządowa, fundacje, agencje, miasteczka, starostwa wiedzą co usłyszą w terenowych ośrodkach TVP – „mamy problemy budżetowe – zapłacicie to przyjedziemy, zarejestrujemy, pokażemy problem, wyemitujemy. Trzeba ustalić kosztorys i podpisać umowę”. Kto płaci ten wymaga. Na pewno nie wymaga spojrzenia krytycznego ale różowego – wszak na tym polega promocja.
Można więc bez przejaskrawiania powiedzieć, że powstają w ten sposób różne laurki pokazujące świetne projekty z cyklu „kapitał ludzki”, wspaniałe działania proekologiczne, fantastyczne wsparcie dla kultury ludowej, genialne inwestycje turystyczne. Członkowie rad programowych TVP słyszą złośliwe komentarze telewidzów, że za dużo na antenie powtórek i „lokowania produktu” w każdym niemal programie czyli - prezydenta miasta, wojewody, marszałka województwa, burmistrza czy starosty. A ci przecież nie po to sponsorują /czytaj: płacą/, żeby dziennikarz zadawał im pytania kłopotliwe, na które nie ma optymistycznej odpowiedzi.
Telewidz zaczyna mieć poważny problem zdrowotny – co innego widzi a co innego słyszy. Wyroby „dziennikarskopodobne” weszły do lokalnych telewizyjnych ramówek na stałe, podobnie jak liczne powtórki , powtórki powtórek i zapowiedzi powtórek.
Jeżeli cała instytucja czyli regionalny ośrodek TVP zależny jest budżetowo i programowo od wyżebranych samorządowych pieniędzy, o które biją się również co większe i aktywniejsze miejskie kablówki, rozgłośnie radiowe i gazety to jak tu w serwisach informacyjnych telewizji publicznej krytykować sponsora? Też będzie niemiły i wyda swe promocyjne pieniądze tam gdzie polubią go bez zastrzeżeń – w mediach prywatnych, które są czystym biznesem.
Jeżeli oddziały terenowe TVP nie zostaną w najbliższym czasie wsparte z abonamentu, czy budżetu centralnego to nowe, wstępujące do zawodu pokolenie dziennikarzy wszelkie spisane zasady i kodeksy etyki promowane przez SDP, TVP będzie traktować jak dokumenty archeologiczne z epoki, która była, minęła i której nie dane im było doświadczyć. A do zrobienia krytycznego newsa w Łodzi, Rzeszowie czy Kielcach przyjeżdżać będą dziennikarze z Warszawy – niezależni od miejscowej władzy. Tak już było... za Gierka.
Niewidzialna ręka rynku czyli wszechobecna łapa presji ekonomicznej skuteczniej niż niegdyś cenzura dusi niezależność, obiektywizm i wszelką dziennikarską przyzwoitość. Nieliczni dziennikarze skończą w nielicznych internetowych rezerwatach - pozostaną jedynie pracownicy mediów z zasadami etycznymi obowiązującymi PR-owców.
Zbliża się czas powszechnego wejścia regionalnych programów telewizji publicznej na multipleksy – 24 godziny do dyspozycji i strach pomyśleć co będzie działo się wtedy. Jak tu szaleć programowo, jak zainteresować widza gdy własnych, niezależnych pieniędzy starcza jedynie na serwis informacyjny? Piłkarze mówią: – „nie ma sianka – nie ma granka”. A w telewizji regionalnej ? „Sianka” nie ma a trenerzy mówią – grać. W butach pożyczonych od szwagra i w majtkach, które kupił sponsor ?
Decydencie – obudź się !
Waldemar Wiśniewski
