W rozmowie w najświeższym numerze „W Sieci” Jarosław Kaczyński przecina wszelkie spekulacje o odejściu z polityki – senne marzenie liberalnej lewicy. „Po smutnych osobistych wydarzeniach wracam do pełnej działalności. Zrobimy wszystko, aby przejąć władzę”. To dobra wiadomość dla konserwatystów, dla demokracji, a więc i dla Polski. Przecież PiS, choć jaki jest, każdy widzi, to jedyne poważne ugrupowanie opozycyjne w kraju, z programem, którego nie ma mają ani kanapowe partie prawicowe, ani SLD – jeśli na Zachodzie partie lewicowe po upadku ZSRR nie bardzo wiedzą, co z sobą robić, to co dopiero prowincjonalni polscy postkomuniści – że nie wspomnę o „gorzelniku z Biłgoraja”, który jest karykaturą nowoczesnego lidera politycznego, trochę jak generał Amin, który liznął Oksfordu, a potem już w Ugandzie, obwołał się „królem Szkocji”.
Kaczyński wspomniał o grupie zagadnień, którymi będzie się PiS zajmował: „od dążenia do wyświetlenia prawdy o tragedii smoleńskiej po obronę zagrożonej przez obecny monopol władzy demokracji, po walkę z ateizmem”. David Cameron formułował swój program przez 5 lat, poczym po 13 latach w opozycji Partia Konserwatywna wygrała elekcję. Dobrze byłoby aby PiS już przystąpił do formułowania programu. Bo w całym tym galimatiasie, po zmianach społecznych spowodowanych rewolucją kontrkulturową, która przesunęła myślenie o państwie czy rodzinie „na lewo”, oraz po manewrze wykonanym przez Tony Blaira, nazywanym „programme snatching”, „porywanie elementów programowych”, europejscy konserwatyści wcale nie są tacy pewni, co jest czym? I warto byłoby, znając wszystkie te zachodnie „trzecie drogi”, wsłuchać się w potrzeby naszego społeczeństwa, znacznie bardziej tradycyjnego niż np. brytyjskie, wysondować czego chce i dopiero wtedy wytyczyć programowe priorytety.
Bo nieprawda jest, że czas wielkich ideologii minął. A czymże innym, jak zwycięstwem ideologii, jak nazwał to kiedyś premier Gladstone, „polityki moralnej”, jest przejęcie władzy przez konserwatystów w Wielkiej Brytanii, na Węgrzech czy w Hiszpanii. I formuła brytyjskiego konserwatyzmu, zwanego „modern compassionate conservatism”, jakby wyznacza ten nowy trend. Jasne, ze nie musimy jej do końca ufać. Spójrzmy jednak na hasło „Polska solidarna” – państwo, cieszące się wprawdzie liberalną gospodarką, ale z elementami solidaryzmu społecznego. Zakorzenione mniej w myśleniu społecznym „na lewo”, a bardziej w socjalizmie, o jakim marzył Zeromski, czy w postulatach związku zawodowego Solidarność… Prawo i Sprawiedliwość będzie się musiało napocić nad programem, ale już nie nad systemem wartości. Bo po pierwsze jest jedynym w Polsce ugrupowaniem, które je ma, nie miota się jak choćby PJN „od ściany do ściany”, a po drugie – są one wciąż takie same. I tu nie ma co kombinować, bo rozejrzawszy się po Europie dobrze widać, co dzieje się ze społeczeństwami, gdzie Dekalog został zastąpiony polityczną poprawnością, zwaną „biblią naszych czasów”. We środę mam w SDP prelekcje nt. „Jak PP zabija europejską kulturę?” Podobne spustoszenia poczyniła ona w ludzkiej moralności, polityce, zdeformowała funkcjonowanie grup społecznych w państwie. Akurat Prawo i Sprawiedliwość traktuje wartości poważnie.
Potem, sformułowanie samego programu, gdzie powinno znaleźć się miejsce dla sprawiedliwie oraz sprawnie działającego państwa, wspieranie rodziny, systemu edukacyjnego, który wychowuje świadomego obywatela i Polaka, niezawisły wymiar sprawiedliwości, gdzie alfą i omegą nie jest kryminalista, lecz jego ofiara, zapewnienie bezpieczeństwa publicznego. Oczywiście, pilnowanie jak oka w głowie procedur demokratycznych w taki sposób, aby każda grupa obywateli – tak to jest mądrze pomyślane – miała swoją reprezentację i w parlamencie, i w pluralistycznych mediach. No i polityka zagraniczna, której jedynym i ostatecznym celem winien być interes kraju. Zawsze pozostaje cała masa zagadnień jak np. bezrobocie ludzi młodych. Bo jak rozwiązać problem braku pracy – w tej grupie wiekowej wysoki w całej Europie – albo jak ściągnąć ich z powrotem do Polski? To nie będzie łatwe. Tylko w Wielkiej Brytanii mamy ok. 500 tys. młodych, którzy nie założyli rodzin, bo te ostatnie z uwagi na świetną pomoc socjalną, na pewno już tu zostaną.
Ale to jeszcze nie wszystko. Potem będzie trzeba wszystkie te segmenty programowe „przetłumaczyć” na język życia. Struktur państwa, instytucji i urzędów. Przede wszystkim, odzyskać wszystkie instytucje kontroli państwa, a potem powoli je odpolityczniać. Taka kumulacja władzy jak teraz, w rękach jednej partii, jest niebezpieczna dla demokracji, dla obywateli i kraju. Dalej, w ramach tych instytucji pracują ludzie, którzy interpretują przepisy prawne, podejmują ważne decyzje, urzędnicy państwowi. Cała armia civil servants, kompetentnych, doświadczonych, bo urzędnik państwowy w Wielkiej Brytanii czy Francji, to zawód na całe życie. Toteż po wymianie partii rządzącej nie mogą podlegać masowym zwolnieniom. U nas taka służba publiczna nie istnieje. A co z odbudową społeczeństwa obywatelskiego, które już 2500 lat temu Arystoteles określił: ”takie, które charakteryzuje się aktywnością i zdolnością do samoorganizacji, umiejętnością do wyznaczania i realizowania swoich celów”. Trzeba przyznać, że tym sektorze od niemal trzech lat wiele dobrego się dzieje. Albo przywracanie świadomości obywatelskiej - „obywatel rolnik”, „obywatel dziennikarz” - która w tej chwili jest w Polsce bardzo niska. Jednak co tu się dziwić, kiedy aktualna władza cały czas śle do ludzi taki oto przekaz:” bądż grzeczny i posłuszny, bo inaczej…”. No właśnie. W polskim życiu publicznym czuje się fatalną atmosferę moralną, warunkową, mającą w sobie coś z szantażu, „uważaj, bo…” Nic dziwnego, pytania moralne przestały być politykom zadawane 67 lat temu, i tak już zostało.
Nasza Rzeczpospolita przypomina dziś stajnię Augiasza, którą oczyścić może jedynie jakiś współczesny Herkules. Niekoniecznie przypominający go posturą – chodzi o uczciwość, siłę i męstwo. Który byłby w stanie, z pomocą „obywateli polityków”, „obywateli dziennikarzy”, sędziów i urzędników podołać temu nieprawdopodobnemu zadaniu. Ale jeśli się taki znajdzie, wtedy, choć nie bezwarunkowo, trzeba mu będzie pomóc.
Elżbieta Królikowska-Avis. 3 lutego 2013.
