Stefan Truszczyński
Bezradność
Rad było i jest wiele. Rada Rad w kraju Rad chciała zmienić świat. Zostawiła miliony grobów. Teraz zbędnych praktycznie „rad” nie brak. Są nimi również stanowiące wygodny parawan dla Zarządu TVP SA rady programowe tejże firmy.
W oddziałach Telewizji Polskiej nie ma rad nadzorczych, bo centrala w Warszawie i terenowe telewizje to jedna spółka. Są natomiast w oddziałach – ośrodkach Rady Programowe. Mają one pomagać – kontrolować. Zawsze przy wyborze władz na nowe kadencje odbywa się pieczołowicie przeprowadzony według telewizyjnych uregulowań „cyrk” wyboru tych rad: zorganizowana akcja poszukiwania wybrańców, ocena kandydatów wreszcie celebra nominacji. Zaszczyceni, namaszczeni, gdy trafiają wreszcie na salę posiedzeń często chcą nawet zrobić „coś”. Nie bardzo jednak wiedzą CO! Bo to ludzie na ogół szlachetni i wykształceni, którzy jednak o samej telewizji – z tamtej strony ekranu – nie mają zielonego pojęcia. Ale nie to jest powodem, że wkrótce członkowie rad programowych orientują się, że są kwiatkiem do kożucha i tak naprawdę ich „rady” są nikomu niepotrzebne, nawet nie „psu na budę”. Słyszą wprawdzie zachęty do współdziałania, dostają (nędzne zresztą) diety za posiedzenia, a nawet są nagradzani. Ale w molochu jakim jest TVP SA są po prostu piątym kołem u wozu. Od lat wszyscy wiedzą o tym doskonale, ale gra pozorów trwa. Przychodzą nowi, znowu wierzą, mają nadzieje, coś tam na początku deklarują, obiecują sobie i innym. Potem następuje kilka coraz bardziej rutynowych i nudnych narad – „posiedzeń”. I tak posiedzą sobie trochę wspólnie w jakiejś ładnej sali, wypiją kawkę lub dwie i umówią na następne spotkanie. Entuzjazm początkowy mija i tylko wizytówki dumnie głoszą: członek rady programowej telewizji. Gdy taką wizytówkę daje się komuś – na ogół budzi respekt.
Ostatnia grupa takich „wierzących” to spotykający się pod przewodnictwem red. Jadwigi Chmielowskiej, przewodniczącej Rady Programowej z OTV Katowice. Pani Jadwiga, której bardzo pomaga dr Piotr Bielawski z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, uparcie walczy o reanimację lokalnych mediów publicznych – przede wszystkim o telewizje regionalne- oddziałowe, wszystko jedno jak je tam zwał. Chodzi – wiadomo – o niegdyś znaczące telewizje w Gdańsku, Szczecinie, Wrocławiu, Poznaniu, Krakowie i Katowicach (w sumie w 16 miastach), które były ważnym źródłem wiedzy, narzędziem kształcenia i nawet tubą rozrywki społeczeństw lokalnych – kilku milionowych widowni telewizyjnych – tak samo licznych jak cała ludność niektórych europejskich krajów. Te ważne ośrodki kulturowe zostały dziś zdekatyzowane. Mają na antenie trzeciej TVP zaledwie po 3-4 godziny dziennie własnego programu. Nie mogą więc zarobić – bo nie mają czasu antenowego. Łaszą się z konieczności do sponsorów i tracą wiarygodność dziennikarską. Centrala ogranicza systematycznie środki – nie zamyka (skądże!) ale i pożyć nie daje. Po raz 6-ty w okresie ostatnich lat zebrały się programowe rady, wystosowały kolejną petycję argumentując pryncypialnie i mądrze jakie to ważne są ośrodki w terenie. Na spotkaniu obecni byli nawet przedstawiciele władzy – KRRiT, TVP SA. Usłyszeliśmy, że realna poprawa ściągalności abonamentu – to 3 lata. Do tego czasu pacjent zamieni się w denata. Zmienić się może gabinet niekompetentnych na jeszcze bardziej niekompetentnych. Zresztą ulubiona zabawa rodaków w dociekanie Kto Winien i tak już nie będzie miała znaczenia i sensu.
TVP – tonie! Ośrodki, które kosztowały miliony zostaną rozgrabione. Przedstawiciele partii jeszcze na zgliszczach będą się obrzucać wyzwiskami i wzajemnie obwiniać.
To niestety jest bardzo realna wizja WIZJI! Sami sobie narzuciliśmy pajęczynę biurokracji i ta hydra stopniowo zżera własny ogon. Pasożyt jak huba na drzewie przyssana doń wysysa i niszczy. Dziwią się liczni – dlaczego są aż takie przerosty zatrudnienia. Właśnie z tej radosnej twórczości rozwojowej, gdzie liczba dyrektorów idzie w setki. Żyć nie umierać. Kto tam by przejmował się, że największy przekaźnik myśli, wiedzy i rozrywki ginie! Zanim zdechnie – wyciągnijmy mu ostatnia poduszkę spod łba.
Nie chciałbym zniechęcać entuzjastów. Niech dobijają się w słusznej sprawie. Niech walczą dalej. Krew jednak zalewa człowieka, który kilkadziesiąt lat pracował w firmie – gdy patrzy jak ją teraz niszczą.
Zaczęło się to od rozwydrzonych pampersów, który z niewinnymi różowymi buźkami zamienili redakcje na „produkcję zewnętrzną”, a kolesiom nawiedzającym i niszczącym telewizję na Woronicza dawali po zaledwie kilku miesiącach pracy wielosettysięczne odprawy. Nikt tych marnotrawców publicznego mienia nie ukarał. Mają się dobrze. I śmieją w kułak z takich jak Jadwiga Chmielowska i jej podobni, z ludzi prawdziwie patriotycznych i poczuwających się do odpowiedzialności za to co wspólne, państwowe.
Może jest jednak sprawiedliwość na świecie. I dojdzie np. do powstania spontanicznego ruchu obrońców prawa (mówił o tym w czasie narady rad programowych w SDP red. Krzysztof Kłopotowski, jeden z tych, którzy jeszcze nie godzą się na grabież i zawłaszczani). Bowiem właśnie to nieprzestrzeganie prawa leży u podstaw obecnej sytuacji. To centrala prawem siły (a nie rozumu) zawłaszczyła przynależny ustawowo czas antenowy telewizji lokalnych i zrobiła sobie trzeci program ogólnopolski TVP-Info kosztem regionów. Ustawa wyraźnie przydzieliła tylko dwa pełne pasma ogólnokrajowe „1-kę”, „2-kę”; „trójkę” – dając ośrodkom. Jednak w swoim czasie wymuszono na dyrektorach oddziałów zgodę na oddanie czasu antenowego centrali. Ten, kto się nie zgodził – wylatywał z pracy (tak jak dyrektor ośrodka w Katowicach). Wymuszono to na ludziach, naruszając ustawę medialną. A Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji to złodziejstwo zaakceptowała. Choć to ona właśnie powinna pilnować porządku prawnego w eterze
PREZYDENCI MIAST, MARSZAŁKOWIE, PODAJCIE DO SĄDU KRRIT! ONI SĄ ODPOWIEDZIALNI BO NIE WYKONALI NAŁOŻONEGO NAŃ OBOWIĄZKU STRÓŻA ETERU. NAJWYRAŹNIEJ BEZ SĄDU SIĘ NIE OBEJDZIE. TRZEBA SIĘ SKRZYKNĄĆ, WYŁOŻYĆ NA ADWOKATA I ZBIOROWO (JEST AŻ 16-TU POKRZYWDZONYCH) DOCHODZIĆ SWEGO. WARTO! I NA PEWNO WYGRACIE. BO TO BYŁ ROZBÓJ W BIAŁY DZIEŃ.
Może jednak zamiast wokandy usiądźcie najpierw do „okrągłego stołu” z przedstawicielami waszych własnych rad programowych. To ostatni sprawiedliwi, choć biedni i pozbawieni wpływu na telewizyjną rzeczywistość.
Stefan Truszczyński
21.06.2011 r.
