Tabloidy mają się czego bać – pisze w „Polityce” z 13 lipca Adam Szostkiewicz.

Czy rzeczywiście? Czy tabloidy powinny się bać, czy to tak zwana prasa poważna powinna się bać? Myślę, że bardziej ta druga.

Afera „News of the World” obnażyła metody działania drugiej co do nakładu w Europie bulwarówki. Nielegalne podsłuchy, nieetyczna inwigilacja, ingerencja w prywatność. Zbójeckie procedury trwające od lat i już raz osądzone. Ale i dziś przetrwałyby, gdyby nie uwikłanie w aferę premiera Davida Camerona. Gdy w sprawy etyczne i prawne wmieszana została polityka, dopiero wtedy odezwały się nożyce i zaczęły ciąć. Przy okazji odezwały się anty-australijskie resentymenty i angielski patriotyzm: nie oddamy telewizji BSkyB i nie pozwolimy Rupertowi Murdochowi zdominować brytyjskiego rynku medialnego. Oprócz etyki, polityki i prawa mamy do czynienia w tym przypadku z czystą grą rynkową.

Ale czy tabloidy mają się czego bać?

Brytyjskie „The Sun”, „Daily Mirror” czy „Daily Mail”, niemiecki „Bild”, polskie „Fakt” i „Super Express” mają się dobrze i nie zanosi się, żeby nagle miały stracić czytelników.

Tytułem z pierwszej strony w „Fakcie” z 13 lipca: „Alarm! Frank już po 3,51 zł. Premierze Ratuj Nasz Kredyt” zajmowały się wszystkie poranne media, a TOK FM aż do południa. To znaczy, że był opiniotwórczy. Wprawdzie niektórzy eksperci szydzili, że jak to, premier miałby ratować od wysokiego kursu franka? Przecież on nie ma takich możliwości – wziąłeś kredyt, to ratuj się sam! Ale naprawdę, to tabloid miał rację: bo ludzie wierzą, że państwo może im przyjść z pomocą, bo państwo przecież do tego ma służyć, żeby w trudnych chwilach ulżyć i pomóc obywatelom. W tym kontekście tabloid bardziej rozumie potrzeby społeczne niż eksperci od ekonomii. Wiara ważniejsza jest niż wiedza, uczucie góruje nad rozumem. „Pani w banku ukradła mi pół miliona” – krzyczy tytuł w „Fakcie” i tytuł ten więcej mówi mi niż „mędrca szkiełko i oko”.

„Super Express” z tego samego dnia przynosi komentarze dotyczące pogarszającej się kondycji „Gazety Wyborczej” , której sprzedaż spadła w latach 1994 – 2011 z 418 tysięcy do 268 tysięcy.  Profesor Wiesław Godzic analizując to zjawisko wskazuje , że nawet tej gazety nie omijają procesy tabloidyzacji i radzi, żeby nie pluć na tabloidy i uczyć się od nich w jaki sposób tworzyć silny związek emocjonalny gazety z czytelnikami. Dwa tytuły z SE z 13 lipca pokazują jak to robić: „Ten ćpun zabił autem 5 osób”, a w środku wstrząsający opis rodzinnej tragedii. I drugi tytuł: „Drastyczna dieta Kwaśniewskiego” wykorzystujący zbieżność nazwisk byłego prezydenta i popularnej jeszcze niedawno diety. Tabloid tworzy więź emocjonalną poprzez wspólnotę i solidarność; wspólnotę odchudzających się, solidarność z ofiarami znarkotyzowanego kierowcy.

Stara formuła „New York Times” all the news that’s fit to print sama się stabloidyzowała. Dziś bez żadnych moralnych konsekwencji można pokazać śmierć na ekranie - samobójstwo, zabójstwo i spalenie na krześle elektrycznym. Dziś zdjęcie zabitego Waldemara Milewicza wywołałoby co najwyżej wzruszenie ramion, bo próg wrażliwości znacznie się obniżył. Nie ma jednak sensu załamywanie rąk nad tabloidyzowaniem się mediów. Rynek zadecydował. A jednak można co nieco obronić ze starej szkoły.

S. Elizabeth Bird w „The Changing Faces of Journalism” pisze, iż trywialne, naładowane emocjami historie o celebrytach zawsze były częścią newsów i spełniały ważną kulturową rolę. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynają one eliminować inne ważne wymiary dziennikarstwa.

Ale nie obrażajmy się na tabloidy, o ile wyraźnie nie łamią zasad etycznych i nie tworzą fikcyjnych opowieści o nieistniejących bytach. Medioznawcy brytyjscy już dawno stwierdzili, że tak zwany lament nad tabloidami bierze się stąd, że elity nie rozpoznały, iż poważne gazety, w przeciwieństwie właśnie do tabloidów, oferują newsy zbyt odległe i oderwane od doświadczenia życiowego przeciętnego członka społeczeństwa. Nacisk na prywatność i spersonalizowanie newsa zgodny jest z oczekiwaniami masowego odbiorcy.

Co to oznacza? Tabloidy nie mają się czego bać. Afera „News of the World” nie dotyczy treści, które są zamieszczane w tabloidach, lecz metod pozyskiwania informacji dla mediów i uwikłania w skandal klasy politycznej. Gdyby przyjrzeć się bliżej naszym mediom, to okazałoby się, że niektóre tzw. poważne gazety i telewizje też mają co nieco za uszami. I dopóki im tego tabloidy nie wyciągną na światło dzienne, to mogą spać spokojnie.

 

Marek Palczewski

autor jest dziennikarzem i medioznawcą

wykłada w SWPS w Warszawie
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl