Tysiące absolwentów studiów o kierunku dziennikarskim szuka pracy w wyuczonym zawodzie. Odyseusz zmierzający do Itaki jest przy tych poszukiwaczach gościem skazanym na sukces. Tu o happy end o wiele trudniej. Zresztą jakie to szczęśliwe zakończenie dostać etat w redakcji?
Wojciech Staszewski narzeka, że mało zarabia a Michał Olszewski, jak na Tygodnik Powszechny przystało, moralizuje że dobrze już było a teraz dziennikarze powinni brać przykład z Judyma. Działać w imię misji społecznej, poświęcać życie osobiste i nie narzekać, bo inni mają gorzej. Sytuacja, w której dziennikarze stawiani są przed takim wyborem jest szkodliwa dla mediów. A może po prostu powinniśmy normalnie pracować. Lekarzom i górnikom płaci sie za ich pracę (nie będę rozstrzygał czy wystarczająco) a dziennikarzom i fotoreporterom niekoniecznie. Nie szanuje się tego co robimy - zdjęcia i teksty wykorzystuje się za darmo i nikt nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia.
Dopóki będzie się traktowało pracę dziennikarzy jako wyłącznie misyjną i służebną, kwestia finansowa staje się delikatna. Wszak misjonarzom sie nie płaci, to oni rozdają koraliki i perkal a w końcu mogą trafić do kotła. Kondycję zawodu dziennikarza łatwo odczytamy z treści ogłoszeń, wymagań i oczekiwań stawianych przed kandydatami. Gdy w ogłoszeniu dla dziennikarzy obok możliwości zdalnej pracy i zdobycia ciekawego doświadczenia zawodowego (?) - znajduję jako bonus wynagrodzenie, to oczy przecieram ze zdumienia. Czyżby wynagrodzenie nie było czymś oczywistym? Pewnie nie, skoro staje się dodatkiem zachęcającym do podjęcia pracy.
Jestem wdzięczny Staszewskiemu za poruszenie tego problemu. Gdy robi to dziennikarz uznany, nagradzany, pracujący w dużej medialnej firmie i w dodatku z Warszawy to rzeczywiście mamy problem. Nikt nie powie, że mało zarabia bo jest pismakiem z regionalnego pisemka o małym budżecie.
Model biznesowy mediów (wzięty z sukcesów internetu) opiera się na niskich stawkach za treści lub wykorzystaniu darmowych tekstów. Dla jednych jest to jedyna szansa przetrwania na rynku, dla innych zwiększenie przychodów. Jest błąd w systemie. Z jednej strony istnieje przekonanie o sile mediów - IV władza, z drugiej zaś nie przekłada się na uznanie zawodu. IV władzą są wydawcy i właściciele mediów a nie dziennikarze. Wyrobników można dowolnie wymieniać, zastępować pół amatorami za niskie stawki, przecież czytelnik się w tym i tak nie połapie.
Pauperyzacja zawodu postępuje. Z przeprowadzonych przez SDP w 2010 roku badań wynikało, że ponad 70 proc. dziennikarzy, którzy odpowiedzieli na ankietę zarabiało w przedziale 2 - 4 tys. zł i większość z nich miała pracę etatową. Obecnie o etat trudno a te stawki nie są oszałamiające, zwłaszcza uwzględniając koszty utrzymania w dużych miastach.
To nie jest dyskusja wywołana przez pazernego dziennikarza, któremu zabrakło na zachciankę. Zamiast wieszać psy na Staszewskim poszukajmy odpowiedzi na pytanie co zrobić by to zmienić. W interesie wszystkich dziennikarzy. Skupieni na obronie miejsc pracy i zapewnieniu bytu swoim rodzinom jesteśmy łatwym celem. Są interesy zawodowe, o które powinniśmy walczyć wspólnie - bez względu na rodzaj mediów i sympatie (raczej antypatie).
Andrzej Stawiarski
