Wielką porażką polskiej wersji komunizmu zakończyły się próby wytrzebienia z mediów problematyki Kościoła Katolickiego. Zamierzenie to nie udało się, mimo wieloletnich wysiłków partii i Urzędu do Spraw Wyznań, wysuniętej placówki Służby Bezpieczeństwa, która to szczytne zadanie wzięła na swe barki, obok walki ze zbrojnym podziemiem antykomunistycznym, a w latach 80 „solidarnościowym”, już nie zbrojnym, a odwrotnie, nasyconym chrześcijańską miłością. Najlepszym dowodem trwania Katolicyzmu w mediach jest od wielu lat „Gazeta Wyborcza”, która ma nawet specjalny weekendowy kącik religijny „Arka Noego”.  Rubryka „Arki” nie paraliżuje „Gazety”, gdyż naczelnym hasłem, przepraszam, gdyż naczelny dziennika głosi hasło: - Bez religii, a więc Kościoła, ani rusz. 

 

Jeśli więc nadarzy się okazja pisze się o Kościele także w wydaniach codziennych. Ostatnio, dział śledczy „Gazety”, specjalizujący się w sprawach Kościoła, wykrył, że budowniczowie świątyń już w dawnych wiekach przewidzieli rozwój telefonii komórkowej, której podstawą rozwoju są wieże przekaźnikowe o dalekim zasięgu. Dlatego kościoły stawiano na wzgórzach i budowano bardzo wysokie wieże, szczególnie w okresie królowania gotyku.  Ale później też wieże kościelne wyróżniały się w sztuce architektury swoją wysokością. Ich przyszłe przeznaczenie znali tylko architekci i wysocy hierarchowie kościelni.

Jednakże w końcu wyszło szydło z worka.  Stało się to w roku pańskim  2013, a ściślej zaraz na jego początku. Wieże kościelne obsiadają (słowo to ma wywoływać skojarzenie ze wstrętnym, ohydnym ptactwem, np. WRONą – dop. J.J.) nadajniki telefonii komórkowej.  A przecież, wywodzi „Gazeta”, to nie telefony, a symbolika ukrzyżowanego Chrystusa, jest związana z kościołem i jego elementami. Wieża była łącznikiem miedzy ziemią a niebem, miała wskazywać Boga. A co wskazuje? Gdzie rozchodzą się drogi fal radiowych. Z kolei księża rozchodzą się z powołaniem, bo przekaźniki to złoty interes. Nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych wpada wprost – sugeruje „Gazeta” - do kieszonki, dajmy na to proboszcza, ukrytej pod komżą. Rozpasanie materialne zaczyna się plenić w Kościele. Trzeba je wyplenić. Trzeba – po to właśnie piszę – donieść do Michała Boniego, głównego rachmistrza kościelnych dochodów. Niech coś zrobi pożytecznego. Niech ukróci. Zaraz, zaraz, stop. Zapędziłem się. O Bonim ma dopiero „Gazeta” napisać. Nie wyprzedzajmy faktów.

Przepisy są fatalne, zauważa dziennik Michnika.  Kościół może szpecić okolicę dowolnie, bo miejski plan zagospodarowania nie stawia parafii żadnych wymogów. I tak już od wieków. Dopóki nie było komórek dało się wytrzymać. Teraz kościoły przypominają Pentagon. Najokropniej jest w Toruniu. Dworak uruchomił tam czerwoną linię komórkową z jakimś miejscowym duchownym. Ma się konsultować w sprawie koncesji. Ciągle jednak jest fatalna łączność ze względu na usytuowanie telewizji na Woronicza, która znajduje się w dołku. Na szczęście „Gazeta”, zgłosiła się na ochotnika, by pomóc Dworakowi. Bo bez Kościoła ani rusz.    

Jerzy Jachowicz

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl