Tajwańska firma Foxconn chce zastąpić robotników milionem robotów. Roboty będą malować, spawać i składać urządzenia. Czy media zastąpią wkrótce dziennikarzy robotami? Cóż za pytanie - roboty już w wielu redakcjach wyparły dziennikarzy. Są prostsze w obsłudze, wydajniejsze i tańsze. Ale czy mogą być prostytutkami?

Ksiądz Stanisław Małkowski, legendarny kapelan „Solidarności” nazwał napaść na dziennikarkę Ewę Żarską z Polsatu i uderzenie jej w twarz nieszkodliwą reakcją dla prowokatorów. Dalej w swojej wypowiedzi na portalu Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy stwierdził, że dziennikarze łatwo dają się kierować redaktorom naczelnym, a to jest prostytucja. „Takich prostytutek jest w mediach bardzo dużo” – powiedział, a w kolejnych zdaniach dodał, parafrazując pieśń konfederatów barskich: „Nigdy z k… nie będę w aliansach”, zamieniając królów z oryginału na k…..

Nie potrzeba wielkiej bystrości umysłu, by domyślić się do kogo „pił” ks. Małkowski. Deprecjacja drugiego to normalna technika znana z erystyki Schopenhauera. Gdy poniży sie przeciwnika, to wtedy łatwiej przychodzi usprawiedliwienie czynów, które trudno usprawiedliwić. Nie widzę żadnego powodu, by inaczej traktować poturbowanie dziennikarza przed pałacem prezydenckim w Warszawie i dziennikarki w Częstochowie. Równa miara dla wszystkich i nie dzielmy pobitych dziennikarzy na tych, którzy na to zasługują i na pobitych niesprawiedliwie.

Ale powrócę do wcześniej postawionego pytania: czy robot może być prostytutką damską lub męską? Czy nie jest tak, że dziennikarze upodabniają się do wykonawczyń najstarszego zawodu świata? Czy na pewno wszyscy jesteśmy bez winy i skazy?

W fabryce newsów coraz częściej pracują roboty – „media workers” odarci z indywidualności, osobowości, oryginalności, sprowadzeni przez redaktorów naczelnych do „zdobywców” zapowiedzianych newsów, producentów łatwej rozrywki, dostarczycieli informacji od zaprzyjaźnionych polityków, czy agencji PR. Kwity, wrzutki małe i duże, próbne balony, przecieki kontrolowane, haki i zakupy newsów – to wszystko jest chlebem powszednim, którym żyją media, a wraz z nimi czytelnicy, słuchacze, widzowie i internauci. Dziennikarz jest tu potrzebny do obróbki, zespawania, złożenia i pomalowania newsa. Ale kościec jest już przygotowany. Ktoś inny już zaprojektował czym, a często też i o kim ma być news. Dziennikarz staje się wykonawcą woli redaktora naczelnego, a redaktor naczelny wykonawcą woli właściciela. A z tym dogadują się reklamodawcy i politycy.

Kto więc, trzymając się „metafory” ks. Małkowskiego jest prostytutką, a kto klientem? Kto zaś tym demiurgiem (sutenerem?), który uruchamia całą tę karuzelę i czerpie z niej zyski?

Nie ma dymu bez ognia, jak nie ma prostytucji bez klienta. Według w/w schematu prostytutki to dziennikarze usługujący redaktorom naczelnym. Korzystają na tym ci, którzy wpływają na naczelnych. Czy to jednak roboty się sprostytuowały, czy prostytutki zrobotyzowały?

Nakręciliśmy sprężyny tego medialnego świata i ten świat tak się kręci: jedni służą drugim jako trybiki medialnej machiny. Odbiorcy oczekują nowego towaru, właściciele zysku, redaktorzy naczelni dyspozycyjności, dziennikarze zarobku, a informatorzy uznania. A nad całością sprawuje władzę nieobliczalny, bo bez rozpoznawalnego oblicza, duch współczesnych mediów.

W tej machinie – medialnym perpetuum mobile – kręcą się trybiki, złożone z tysięcy, setek tysięcy robotów. Jednak roboty, to nie prostytutki. Bo prostytutki mają wolną wolę, i jak pokazuje tradycja Pisma Świętego mogą mocą tej woli odmienić swoje poglądy i zajęcie, a zautomatyzowane roboty podległe prawom zdygitalizowanego, zrutynizowanego świata mediów takiej szansy od swoich „twórców” nie dostaną.

I choć może się wydawać, że lepiej być prostytutką niż robotem, to jednak najlepiej jest po prostu powiedzieć czasem NIE, i stracić nawet pracę, bądź popaść w niełaskę. Bo wtedy wiemy przynajmniej, że nie jesteśmy ani robotami, ani prostytutkami, tylko dysponującymi wolną wolą panami własnego losu. Choć ten jeden raz w życiu warto więc zasmakować wolności sprzeciwu i odmowy. Raz, dla którego warto żyć. Ten słodko-gorzki smak poznało już wielu dziennikarzy i działaczy związków dziennikarskich. I wystarczy!

Klauzula sumienia (albo etyczna), jeśli będzie wreszcie wprowadzona, spowoduje, że będziemy mogli korzystać z prawa odmowy wykonania polecenia niezgodnego z naszym sumieniem bez obawy, że stracimy pracę.

Dziennikarz ma brzmieć dumnie! Również dla księdza Małkowskiego.

 

 

Marek Palczewski

4 sierpnia 2011

 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl