DRAMATYCZNY APEL MARKA PALCZEWSKIEGO W IMIENIU ODDZIAŁU ŁÓDZKIEGO SDP: Nie róbcie kolejnej redukcji w telewizjach lokalnych!
Bo – dodam – i tak jest już o krok od całkowitej likwidacji terenowych anten TVP. Ustawa i logika, zapotrzebowanie społeczne i ustawy prawne wagi państwowej nakazują, by poza Warszawą także Kraków, Wrocław, Gdańsk i pozostałe z 16 stacji nadawały ważny, codzienny program lokalny. Nieudolność zarządzania, obojętność na wszystko co z poza Woronicza – doprowadziły ośrodki TVP do ruiny! Zminimalizowano im czas antenowy, co w praktyce oznacza powolną śmierć telewizyjną.
Nie wyrzucajcie ludzi z pracy, szczególnie fachowców kształconych latami. A jeśli już mają być redukcje to zacznijcie od tego, co psuje się najpierw – od dyrektorów. Ci – partyjni nominaci – nie tylko otrzymują horrendalne odprawy, ale jeszcze całymi latami, już po zaprzestaniu pracy, dostają kontraktowe pensje. Tak się dzieje, bo przed kilku laty dorwała się do władzy w telewizji grupa bezczelnych młokosów – zwanych pieszczotliwie pampersami – i oni to rozpoczęli destrukcję wyprowadzając produkcję telewizyjną poza firmę, podpisując niebotyczne kontrakty ze swoimi kuplami. Zakończyli wprawdzie szybko, ale za to z gigantycznymi odprawami w kieszeniach.
- To „se ne wrati”! Na pewno! Ale i odkręcić całe zło, które spętało telewizję publiczną na lata – to jak się okazuje – zadanie przekraczające możliwości nowych, coraz bardziej rotacyjnych, prezesów.
Kolejne ekipy spod politycznego palca partyjnych prezesów pozostawiają po sobie watahy kumotrów i protegowanych. Pęcznieje więc „Woronicza”, a wyrzuca się z ośrodków zwykłych „wyrobników”, których nie chronią legitymacje partyjne i związkowe. A to przecież rdzeń firmy i ludzie pracujący w telewizji naprawdę. Dla nich ważne jest, by doczekali cyfryzacji, a to ponoć wraz z nową technologią ma przyjść już niedługo, może nawet za rok lub dwa. Jeśli jednak telewizja pozbędzie się tych ludzi to poza tym, że zostaną strasznie skrzywdzeni, na pewno już nie powrócą. A przecież szkolenie wysokiej klasy fachowców to nie jest sprawa miesięcy a lat.
Władza nie dopuszcza do otwartych, prawdziwych konkursów kontrolowanych przez widzów na antenie – bo zwyczajnie boi się takiej uczciwej weryfikacji.
- Konkursy nikogo by nie zainteresowały – mówią na Woronicza i w KRRiTv. Rzecz ma się jednak całkiem odwrotnie. Transmitowane na żywo konkursy byłyby równie popularne jak sprawa Rywina.
Podobnie gdyby dopuszczono do rywalizacji przedwyborczej – właśnie w terenowych ośrodkach telewizyjnych – kandydatów na członków Parlamentu. Po prostu przedstawiając tam ich w czasie długich rozmów lub wyczerpujących reportaży o ich pracy i zainteresowaniach. Mamy już dość oglądania tych samych ludzi, ale niestety ci właśnie ludzie nie dopuszczają do zmiany zasad, bo właśnie te zmiany im bezpośrednio zagrażają. Chcą mieć pewną reelekcję, zresztą po kolejnej reelekcji. Wolą nie eksperymentować. „Wielkie novum” jednomandatowe wybory do Senatu – to już ma być wszystko na co się zgodzono. Rzeczywiście „łaska pańska” jest wielka.
W październiku społeczeństwo znowu pójdzie odwalić obywatelski obowiązek byle jak. Jeden czy dwa dni na głosowanie – to całkiem zbędna dyskusja zastępcza. To takie puste gadanie, by zająć czas i uwagę ludziom. Jeszcze wpadnie im do głowy, że znowu będą głosować na kandydatów zupełnie sobie nieznanych, albo też, że faworyzowane na listach jedynki przejdą tak, czy owak właśnie ze względu na głosy obojętnych i nieinteresujących się wyborem, a jedynie drepczących do urn z rozpędu.
Nie ma pieniędzy - klepią jak mantrę dyrektorzy z zupełnie „niebożej” łaski.
Nie ma – bo właśnie ci dyrektorzy nie potrafią tych pieniędzy dla telewizji zarobić. Nie potrafią , nie mają pomysłów – a jednak pchają się na stołki - bo wiadomo, że lądowanie będzie miękkie. Licznik bije szczodrze. Kontrakty!
Kilka tygodni temu słyszałem osobiście na konferencji prasowej prezydenta Rzeszowa TADEUSZA FERENCA: miasto może dofinansować miejscową publiczną telewizję. Takich prężnie rozwijających się, coraz bogatszych ośrodków mamy więcej.
Oczywiście z całą mocą tu należy podkreślić, że takie dofinansowanie lokalne nie mogłoby mieć absolutnie wpływu na program. O użyciu tych pieniędzy decydowałaby wyłącznie dyrekcja telewizji. I proszę nie mówić, że jest to niemożliwe. Mądra władza da pieniądze, bo one służyć będą miejscowemu społeczeństwu, a nie podlizywaniu się tejże władzy. Odpowiednie umowy muszą to jednoznacznie określić, a ich egzekwowanie zależeć będzie od tego czy miejscowy dyrektor telewizji zasługuje rzeczywiście na to, by nim być.
GÓRO Z KOŚĆI SŁONIOWEJ, WŁADZO! Nie zapowiadaj rozmów i radzenia się organizacji pozarządowych – bo tych narad, dobrych rad i pustego w gruncie rzeczy gadania - już dosyć. Zwróć się WŁADZO do tych, którzy mają pieniądze i chcą nimi się dzielić. Przestańcie oszczędzać. Zacznijcie zarabiać! A jeśli nie wiecie jak – lub mówicie, że „się nie da” – ustąpcie miejsca tym, którzy potrafią i chcą!
Stefan Truszczyński
15.08.2011 r.
