Niedawno Paweł Wroński pytał na łamach „Gazety Wyborczej” kto zajmie się prawdą?

Jak się okazało z wywiadu przeprowadzonego dla naszego portalu to tytułowe pytanie ( bez znaku zapytania w oryginalnym tytule) nie było jego autorstwa. Pod szyldem komentarza ukrył się tytuł, który został dodany przez osoby trzecie. Jaka jest zatem prawda, o którą pytał Paweł Wroński i czy pytał o prawdę czy nie?

Prawdy o tytule z prawdą dowiedzieliśmy się przypadkiem dzięki rozmowie Pawła Lutego. Ale to w sumie drobiazg. Jak często jednak nic nie wiemy o kulisach powstawania artykułów, tworzenia programów telewizyjnych, interesach ukrytych za publikacjami?

Tomasz Sakiewicz domaga się, żeby szefowie największych mediów ujawnili swoje kandydatury, to znaczy na kogo chcą głosować w wyborach. Sam będzie głosował – czego nie ukrywa – na PiS. To wiedział każdy, kto śledzi artykuły w „Gazecie Polskiej”. Nie słychać jednak chóru poruszonych tym apelem. Bo jeśli szefowie redakcji pójdą w ślady Sakiewicza, to wkrótce nic tylko będziemy czytać kto kogo popiera, będziemy słyszeć „Tusku musisz”, albo „Kaczyński na premiera”, a gazety i telewizje zamienią się w tuby propagandowe partii politycznych. Ja wolałbym jednak, żeby partie same budowały swój wizerunek bez pomocy usłużnych dziennikarzy.

A interesy mediów? Jaki interes ma naczelny „Newsweeka” kiedy pisze o Krzysztofie Czabańskim, który startuje do Sejmu z listy PiS? I drwi z jego chęci zaangażowania się w politykę, „bo mu się nagle odmieniło”. A jakie interesy ma „Rzeczpospolita”, że z kolei pisze o WikiLeaks, a Assange’a nazywa „przyjacielem dyktatorów i terrorystów” albo „Gazeta Wyborcza” kiedy piórem Wrońskiego pisze, że „dziennikarze często nienawidzą się bardziej niż politycy”?

Apel Sakiewicza ma wymiar etyczny, bo stwierdza on, że „udawanie bezstronności przy jednoczesnym silnym zaangażowaniu jest ciężkim złamaniem zasad etycznych”. Udawanie jest z pewnością hipokryzją i mija się z prawdą. Ale czy kredytowanie polityków swoim zaufaniem na wyrost nie jest objawem nieuczciwości wobec czytelników czy telewidzów? Czy media powinny być tubą partii politycznych, maszynką zwabiającą wyborczą klientelę? Daleki jestem od takiego pojmowania dziennikarstwa.

Ale dajmy temu spokój, bo sądzę, że przekonanych już nie przekonam, a nieprzekonani muszą sami się do tego przekonać. Co więcej, obserwuję, że to, co się rozgrywa na pierwszych stronach tygodników i gazet codziennych jest często o wiele mniej interesujące od bebechów, wnętrzności mediów. Tam ukrywają się prawdziwe perły. Tam warto zajrzeć.

W „Rzeczpospolitej” Jacek Przybylski pisze z Waszyngtonu , że ujawnione ostatnio przez portal Wiki Leaks surowe materiały wywiadowcze zagrażają życiu dziennikarzy, obrońców praw człowieka i agentów wywiadu. Portal podał do publicznej wiadomości nazwiska i namiary na agentów kontrwywiadu, informatorów CIA i osób współpracujących z terrorystami. W ten sposób spalił wiele działań operacyjnych i ludzkich tożsamości.

Chałupnicze dziennikarstwo śledcze może przynieść więcej szkody niż pożytku. Kiedy w 1971 roku Daniel Ellsberg przekazał materiały Pentagonu (Pentagon Papers) dziennikarzom „New York Times”, to ci siedzieli przez wiele miesięcy w ukrytym mieszkaniu i opracowywali otrzymane dokumenty zanim podali do publicznej wiadomości. Surowych materiałów nie publikowali, bo przeciętny Smith czy Kowalski nie byłby w stanie z nich niczego wyczytać. To jak kazać ślepemu oglądać telewizję, w dodatku bez dźwięku.

Aby zbadać wartość decyzji moralnej w kwestii przecieku, apelu, postępowania pro- czy anty – partyjnego warto odwołać się do metody dr Ralpha Pottera z Uniwersytetu Harvarda, zwanej Potter Box. To pożyteczne narzędzie pozwala ocenić zasadność etyczną podejmowanych przez dziennikarzy działań. W uproszczeniu, musisz: zdefiniować sytuację, rozważyć wartości za i przeciw (np. wartości zawodowe), wskazać na zasady moralne, do których chcesz się odwołać, określić wobec kogo zachowasz lojalność.

WikI Leaks dochowało wierności przede wszystkim sobie publikując materiały, które mogą zaszkodzić wielu ludziom na świecie, a politykę bezpieczeństwa przekształciło w ukrytą kamerę, do której wszyscy możemy zajrzeć. A jak to ma się do poszukiwania prawdy, weryfikowania faktów? Ano tak, że żadne apele o jawność poglądów i ujawnienie preferencji wyborczych (o ile są) nie zastąpią uczciwego i rzetelnego dziennikarstwa. Takiego dziennikarstwa, które pozostaje wolne również od wpływów politycznych i potrafi w miarę obiektywnie zestawić fakty i poglądy. Wiem, że to brzmi prawie jak bajka, ale czyż nie sprawdziło się hasło studentów Sorbony: „Bądźcie realistami: żądajcie niemożliwego”? Właśnie zaczyna się rok szkolny, a na naukę nigdy nie jest za późno, zwłaszcza, że już za miesiąc wyborcza matura.

 

Marek Palczewski

1 września 2011


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl