Wywiad jest ciągle trudną sztuką. Nie tylko szpiegowski. Dziennikarski również. Obydwa wymagają nie tylko inteligencji, ale też kultury. Wywiad dziennikarski jest tych cech mieszanką, czy jak ktoś woli – stopem. Rzeczy wrodzonych i nabytych.
Zwróciłem na to uwagę, przy okazji wywiadu, jaki przeprowadził niedawno ktoś z jednej z gazet z Danielem Passentem.
- To, co mnie zniechęca do rozmowy z panem, to fakt, że pyta pan mnie o rzeczy, których się najbardziej wstydzę, zamiast mnie na początek otworzyć - taką miej więcej myśl w tej rozmowie wypowiedział Passent. Doświadczenie dziennikarskie i życiowe wieloletniego dziennikarza „Polityki” uprawnia go do tego, aby „na żywo”, w sytuacji, kiedy sam jest bohaterem wywiadu, poradzić dziennikarzowi prowadzącemu z nim rozmowę, jaką winien wybrać drogę, aby uzyskać najlepszy rezultat. Tłumaczy mu więc życzliwie, aby w pierwszym fragmencie spotkania starał się skłonić rozmówcę do otwarcia się. Nie zaś odwrotnie, jak to miało miejsce w tej rozmowie. Rzekomo dociekliwymi pytaniami powodował zamknięcie się Passenta w skorupie, przez którą nie udało się już przebić do jego wnętrza. I spróbować rzeczy najatrakcyjniejszej - oświetlić te zakamarki duszy, do których jeszcze nikt nie znalazł drogi.
Zawsze fascynujące jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jak to się dzieje, co o tym decyduje, że wybitnie utalentowani ludzie, do których bez wątpienia zalicza się Passent, ludzie o ogromnej inteligencji, posiadający dar przenikliwego widzenia rzeczywistości, dali się uwieść obłędnej ideologii. I to nie w latach 50, ale w czasach stanu wojennego, kiedy już podstawowe patologie systemu sprawowania władzy widoczne były dla milionów przeciętnych obywateli. Nad tą kluczową dla zrozumienia Passenta i jego osobowości kwestią, jako jednego z najwybitniejszych powojennych felietonistów, prowadzący rozmowę ledwo się prześlizguje.
Dziś sztampowe są dwie formy rozmowy. Żadna nie wnosi niczego interesującego. Obydwie są porażką dziennikarstwa. Jedna, to rozmowa na kolanach. Pilnowanie się, aby przypadkiem nie postawić rozmówcy w kłopotliwej sytuacji. Nie podważać jego wątpliwych opinii bądź informacji. Ten typ wywiadu jest formą promocji bohatera rozmowy. Udzielający wywiadu mówi, co jest dla niego samego bądź jego grupy interesu (np. politycznego) najbardziej korzystne, a dziennikarz biernie się temu przysłuchuje.
I druga forma - przesłuchanie prokuratorskie. Taki charakter miał wywiad z Passentem.
Jest oczywiste, że prowadzący wywiad nie może zrezygnować z ostrych, kłopotliwych pytań. Rzecz w tym, że zanim się przystąpi do trudnych pytań, rozmówcę należy rozluźnić, a najlepiej zdobyć jego sympatię. Wprowadzić atmosferę, w której będzie przekonany, że naprzeciwko niego siedzi człowiek mu życzliwy, który zjawił się tylko po to, aby pomóc mu w rozwikłaniu jego najważniejszych problemów. Przy czym nie chodzi o manipulację. O mistyfikację. O mydlenie oczu – jak to mają wpisane w metodę działania oficerowie wywiadu. Nie o podstęp chodzi, ani pułapkę. To musi być szczere. Prawdziwe. Wtedy jest szansa, że o bohaterze wywiadu dowiemy się czegoś nowego. I raz na sto rozmów – rewelacyjnego.
Jerzy Jachowicz
2 września 2011
