Obejrzałem film pt; „Życie Roja” w reżyserii Jerzego Zalewskiego. Wróć! Obejrzałem „pułkownika” pt; Życie Roja, bo tak należałoby ten film przedstawiać. I przyznać muszę, iż wpadłem w bezbrzeżne zdumienie. Po prawie ćwierć wieku egzystencji wolnej i niepodległej Polski chadzam znów do improwizowanych sal kinowych, na filmy, które do oficjalnej, czyli zwyczajnej dystrybucji trafić nie mogą.
Podobnie chadzałem w latach mej młodości – chmurnej, lecz nie durnej. Atoli, wtedy wszystko było jasne. Była cenzura, był czerwony, nie było wolnej i niepodległej Polski. A dzisiaj dlaczego „Życia Roja” nie mogą oglądać telewidzowie, czy kinomani? Przyczyny tego stanu rzeczy, przed seansem, przedstawił Jerzy Zalewski. A właściwie zrelacjonował, kilkuletnią już historię swej walki o prezentację tego filmu. Bo przyczyny dlaczego „Życie Roja” jest pułkownikiem nadal są dla mnie niejasne i szalenie skomplikowane. Jednym słowy; biez wodki nie rozbieriosz.
Jednak, intuicyjnie, przypuszczam, że główną przyczyną odesłania filmu na półkę jest – strach decydentów telewizyjnych, przed prezentowaniem apoteozy życia i walki Żołnierzy Niezłomnych. Tak ich z kolegami nazywałem, gdy spędzałem z nielicznymi, którzy przeżyli, letnie miesiące mej młodości, gdzieś w Górach Świętokrzyskich. Rządziciele telewizji boją się, że ten film widzowie odbiorą jako zachętę do walki o inną Polskę niż dzisiejsza, czyli już nie przez nich zarządzaną Rzeczpospolitą. I ten lęk jest realny i uzasadniony, co udowadniła reakcja publiczności, licznie w SDP-ie zgromadzonej na seansie. Szczególnie młodzieży skandującej po projekcji; Tu jest Polska!. Rządzicielom telewizyjnym polecam lekturę jednego z wierszy Zbigniewa Herberta; Pochwaleni niech będą ornamentatorzy. Może zrozumieją, że cenzorzy skazani są na życie w rynsztoku i w rynsztoku życie kończą. Rzeki wolności nie da się zatrzymać urzędniczym ukazem. Ona przerwie wszelkie tamy. Jeśli będzie trzeba żywiołową i piękną robotą podziemną.
Odmłodziłem się podczas seansu filmowego w improwizowanym kinie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Ale wcale nie jest mi wesoło.
Konrad Zbrożek
