Często się powtarza, że Polska jeszcze do końca nie została odkryta przez zachodnich turystów i nie wykorzystuje pod tym względem swojego potencjału. To prawda. Choćby Warszawa, mogłaby o krocie zwiększyć swoje dochody, gdyby urządziła kolejne muzeum, o które miasto aż się prosi. Muzeum administracji rosyjskiej z czasów carskich - prystawów, strapczych, policmajstów i innych. Byłaby to atrakcja na skalę światową, bo zamiast figur woskowych można by pokazywać żywych ludzi.

Choćby takie coś, co skromnie nazywa się Władzą Wdrażającą Programy Europejskie, a co podlega Michałowi Boniemu. Już sama nazwa świadczy, że do czynienia mamy z władzą, a w dodatku przez wielką literę. Władza z wielkiej litery zachowuje się tak jak na taką przystało. Dlatego, by mieć poczucie własnej wartości, a także by proste chamstwo przymierające głodem majestat Władzy szanowało, przyznała ona sobie sama ponad dwa miliony złotych premii, przy czym zdarzyły się takie kwiatki jak młodsi specjaliści dostający po 30 tysięcy złotych. Szczególnie uhonorowano oczywiście dyrektorów departamentów.  To zrozumiałe, bo prawdziwa Władza zawsze stawiała na Departamenty. 

Ale wróg nie śpi. Wokoło sprawy zaczęli krążyć zawistnicy ze związków zawodowych (OPZZ), którzy Władzę zapytali o ilość i wysokość nagród. Władza coś tam im nawet odpowiedziała, a następnie pouczyła, że jak się następnym razem związki będą się o coś jej pytać, to mają wyjaśnić na co im ta wiedza. Władza wtedy rozpatrzy czy im odpowiedzieć, czy nie. Co prawda w Polsce obowiązuje ustawa, w której napisano, że gdy zwracamy się do urzędu po informacje, to nie tylko my nie musimy tłumaczyć po co nam one, ale urzędowi nie wolno nawet o to pytać. Ale ustawa ustawą, a władza Władzą. Na tym w końcu polegała zasada samodzierżawia, że władca stał ponad stanowionymi przez siebie prawami. A urzędnik dla podwładnych i petentów jest niższą, nieco mniej doskonałą, ale jednak zawsze, emanacją cara. I jak taki urzędnik chce, to bez względu na ustawy, może związkowca nie tylko pognać, ale i po pysku wytrzaskać, a sobie przyznać za to kolejną premię. Dlatego panowie związkowcy powinni się cieszyć, że wszystko się dla nich w gruncie rzeczy dobrze skończyło. A jak chcą praw, to niech sobie wyjadą, bo eksponatom muzealnym one nie przysługują. 

Witkor Świetlik   

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl