Na co dzień oglądam holenderską telewizję, słucham holenderskiego radia. Ale czasem chcę pooglądać, czy posłuchać polskich kolegów. Jednak po raz kolejny stwierdzam, że oglądać może ich i można, ale nie sposób ich słuchać. Od TVP i TVN24 po wszystkie programy Polskiego Radia, od Olejnik po Lisa, wszyscy przepytujący swoich gości gwiazdorzą, jak to już ktoś kiedyś publicznie zauważył. Potwierdzam. Mam wrażenie, że nie zależy im na tym, co gość powie, ale sami chcą zabłysnąć. Wpadają gościom w słowo, przeszkadzają, nie pozwalają, aby zaproszony gość dokończył zdanie.
Tak było w TVN24 wczoraj, a więc w dniu, w którym na Uralu spadły meteoryty, a nad ziemią miała przelecieć asteroida. Do rozmowy na ten temat zaproszono naprawdę świetnych ekspertów, mówili gładko, ciekawie, ale dziennikarze co chwilę wchodzili im w słowo, przerywali, dopytywali bez sensu, sami się chwalili swoją wiedzą, a raczej niewiedzą, a na koniec jeden z nich powiedział, że “pogania” eksperta, bo nie ma czasu. Dla mnie to zachowanie było skandaliczne. I irytujące. Przełączyłam telewizor na holenderskie stacje.
Przy okazji przypomniałam sobie sytuację sprzed laty, kiedy w pierwszym programie Polskiego Radia miałam na żywo opowiedzieć z Hagi o holenderskich królewiczach do wzięcia. Koleżanka ze studia w Warszawie, zanim dopuściła mnie do głosu, przez kilka minut chwaliła się swoją znajomością rzeczy. Po drodze pomyliła nazwiska książęcych braci, o jednym zapomniała. Widać źle wyczytała w Wikipedii. Trochę żałuję, że ją nie skompromitowałam na antenie za ten brak skromności, ale zwyciężyła we mnie koleżeńskie miłosierdzie. Jednak pytanie nasuwa się samo: po co zaprasza się na antenę ekspertów, jeśli nie umie się ich pytać, a potem wysłuchać?
Kompletnie odmienny sposób przepytywania swoich gości mają moi holenderscy ulubieńcy: dziennikarze Jeroen Pauw i Paul Witteman z programu publicystycznego „Pauw en Witteman” w holenderskiej telewizji publicznej. Z przyjemnością codziennie późno wieczór zasiadam przed telewizorem i słucham ich rozmowy z zaproszonymi gośćmi. Dyskutują o wydarzeniach z dnia z pozycji inteligentnych, wścibskich, zdziwionych światem dzieci, które nie rozumieją co się stało, dlaczego, po co, etc. Zadają proste, krótkie pytania, nie popisują się swoją wiedzą, wyciągają ją od osób, które są w studiu. Bo przecież po to tu przyszły.
Ta ich pokora wobec osoby, która zna problem od podszewki, bo albo jest ekspertem, albo była w środku omawianych wydarzeń, jest fantastyczna. Dzięki temu nigdy nie zostawiają mnie z dodatkowymi pytaniami, z uczuciem niedosytu, że o coś zapomnieli zapytać. A na dodatek mogę być pewna, że złośliwie inteligentny, a do tego jeszcze przystojny Jeroen Pauw nie przepuści żadnej okazji, by się delikatnie wtrącić, stukając teatralnie ołówkiem o blat stołu, jeśli tylko wychwyci nieścisłości, czy niekonsekwencje w wypowiedzi odpowiadającego. No i ta swoboda poruszania się, gestów, rozmowy, jaka towarzyszy wszystkim w studiu w Hilversum. Takiej postawy życzę moim polskim kolegom. Wtedy ani nie przełączę telewizora na inną stację, ani przed nim nie zasnę.
Jolanta van Grieken-Barylanka
