Politycy często, a ostatnio również niektórzy dziennikarze (co się wyjaśni poniżej), stosują w wywiadach metodę, którą nazwę „następny zestaw pytań proszę”. Kiedyś obowiązywała zasada Jeremy’ego Paxmana, dziennikarza BBC: jeśli twój rozmówca nie odpowiada, to zadaj mu to samo pytanie nawet 12 razy. Tyle razy Paxman zadał pytanie „Did you threaten to overrule him?” ministrowi spraw wewnętrznych, Michaelowi Howardowi. Ale musiał je w końcu porzucić, bo Howard nie chciał konkretnie odpowiedzieć.

 
Dziś takie metody w ogóle nie są użyteczne, bo politycy, a coraz częściej również dziennikarze, nie chcą odpowiadać na pytania, których nie akceptują. I nie kryją się z tym. Nieraz w telewizji czy w radiu słyszymy: „to źle postawione pytanie”, „ja bym to pytanie zadał inaczej”, „niech Pan/Pani się zastanowi nad swoim pytaniem” albo wręcz radykalnie – „nie odpowiem na to pytanie”.
 
Powinniśmy się uczyć od polityków! I cieszyć, kiedy zareagują na nasze pytania pochwałami typu „doskonałe pytanie”, „dobre pytanie”, „trafił Pan/trafiła Pani tym pytaniem w samo sedno”. A jeśli nas nie chwalą, to znaczy, że posługujemy się nie tym, co trzeba, zestawem pytań.
 
Ale i dziennikarze biorą przykład z polityków. I na źle sformułowane pytanie nie odpowiedzą. W najlepszym razie zgodzą się na rozmowę, by po trzydziestu minutach powiedzieć, że nie tego się spodziewali, że myśleli, że pytania będą inne, że już nie mają czasu, a w ogóle, to – choć nie wypowiedzą tego z wrodzonej grzeczności – najchętniej poprosiliby o następny zestaw pytań.
 
Osobiście ucieszyłem się, kiedy kolega dziennikarz powiedział  wprost, że nie może udzielić wywiadu portalowi, bo nie chce wpływać na wyniki wyborów, które jeszcze w SDP przed nami. To rozumiem, żadnego wykrętu, udawania czy tłumaczenia, że pytania nie te. Zdarzyło mi się jednak kilka razy umówić na wywiad i zadać pytania, i odpowiedzi nie dostać. Z wywiadu nici.
 
Signum temporis, brak czasu czy nowa metoda uniku? Parę lat temu od prezydenta dużego miasta w centrum Polski usłyszałem: „oj, panie redaktorze, z tej rozmowy nic nie będzie, a tego programu na antenie też więcej nie będzie”. Nomen omen – sprawdziło się. Czekam więc, żeby to samo usłyszeć od koleżanek czy kolegów dziennikarzy. Przynajmniej wiadomo będzie o co chodzi.
 
Ewentualnie: „następny zestaw pytań, proszę”.
 
 
 
Marek Palczewski
 
19 października 2011

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl