W  ostatnim, ciekawym zresztą, przeglądzie „NowychMediów” Marek Palczewski pisze: ”…W  kolejnym artykule Tomasz Sekielski odsłania kulisy programów telewizyjnych, w których organizuje się  tzw. „walki kogutów”. „Koguty”, to oczywiście politycy, przyciągający widownię, gwarantujący spektakl, ludzie na ogół nie przebierający w słowach, ale z dużą wiedzą na temat marketingu politycznego i show, które robią swoimi występami…” Tekst Sekielskiego dowodzi także  dużej wiedzy na temat marketingu politycznego dziennikarzy, którzy te „walki kogutów” organizowali. Przypomniała mi się moja własna przygoda z programem Teraz my, który Sekielski - Morozowski przez kilka lat  prowadzili, przyczyniając się do szybkiego rozwoju broadcasterki typu „ring wolny, pierwsze starcie!” w Polsce. Pewnie stąd wzięła się ta głęboka wiedza Sekielskiego o walkach bokserskich w studiu, w których jednak nie obwiązywały żadne zasady sportowego fair play. Oto  jeden z  przykładów – wynik był wprawdzie inny niż sobie gospodarze zamierzyli – ale chodzi o mechanizm.   

 

    Kiedy parę lat temu w Sejmie premier Kaczyński przypomniał Stefanowi Niesiołowskiemu jego zachowanie się w śledztwie RUCHU, w moim domu w Warszawie rozdzwoniły się telefony. Stacje radiowe i telewizyjne, od TV Trwam do TVN24 prosiły o  komentarze świadka zdarzeń sprzed lat. W piątek – ważne dla dalszego ciągu akcji - zatelefonował producent Teraz my, aby zaprosić do poniedziałkowego programu. Zapytałam, kto będzie moim rozmówcą, odparł „nie wiem”. Miałam wątpliwości, więc obiecałam dać odpowiedż w poniedziałek. W międzyczasie rozmawiałam z kolegami-dziennikarzami, którzy jak jeden mąż, radzili: ”Nie chodż, program jest tendencyjny, a autorzy stronniczy”. A jeden z nich  rozwinął wątek: „Będzie ich razem z Niesiołowskim trzech, nie dadzą ci nawet szansy, żeby pokazać dokumenty z IPN. Najpierw padnie pytanie, dlaczego zdefraudowałaś fundusze Solidarności, albo porzuciłaś w Nairobi dziecko, które masz z Kenijczykiem, zanim zdążysz coś powiedzieć, zakrzyczą Cię i do końca życia będziesz się z tego tłumaczyć”.  Poniedziałek, telefon z Teraz my, pytam kto będzie moim rozmówcą, znowu pada odpowiedż „nie wiem”. Odpowiedziałam, że nie wyrażam zgody na udział w programie, dziękuję i do widzenia. Wieczorem zasiedliśmy gromadką przed telewizorem, i co widzimy? Trzech nabuzowanych facetów w ciemnych garniturach, w tym Niesiołowski, kompensujący swój zły  humor atakując zdumionego Leppera, jedynego, którego w ciągu kilku godzin udało im się  złapać w mieście.

     Zabawa była niezła, ale zaraz potem przyszła refleksja. Co to za rodzaj dziennikarstwa, które Morozowski i Sekielski uprawiają w "Teraz my"? Jaką rolę w polskim życiu politycznym pełni stacja telewizyjna, która ich zatrudnia, a program firmuje? Co to są za gremia, które przyznają takim dziennikarzom nagrody, i za co? Za odkrywanie prawdy i rzetelność zawodową? A może za grę fair play? W "Teraz my" było tyle samo  rzetelności zawodowej, co w  autorskim programie Juliana Assange’a  na kanale Russia Today! I jak nazwać dziennikarza, który robi ustawkę, aby  pomóc politykowi w opałach ukryć prawdę sprzed 40 lat, a ukarać człowieka, który tę prawdę przypomina? W starych demokracjach - mówię o poważnej broadcasterce, Jonathan Dimbleby czy  Michael Aspel, a nie o cyrku Jerry Springera - gospodarz programu jedynie moderuje rozmowę. Próbują to robić nawet lewicowo-liberalne Today BBC Radio 4 i Channel 4 . Aranżowany przez duet Morozowski-Sekielski „mecz bokserski” nie tylko nie dawał jednemu z rozmówców żadnych szans, ale miał stać się jego publiczną egzekucją. I Sekielski dobrze wiedział co i po co to robi. Więc niech teraz nie udaje ….eksperta ds.  mediów. On programy, które teraz krytykuje, współtworzył.

    Jeszcze raz  Marek Palczewski: ”Sekielski pisze: >Zamiast wymiany nawet głupich poglądów jest krzyk i okładanie się po głowach, bo to się dobrze sprzedaje… Dzisiejsze media są jak maszynka do mielenia mięsa. By funkcjonować, potrzebuje non stop świeżego mięsa<”. I on sam przynajmniej przez kilka lat istnienia Teraz my, tego „świeżego mięsa” dostarczał.  Jasne więc, że dobrze zna zagadnienie - ale czy powinien się na ten temat wypowiadać jako medioznawca? Urban ma wiedzę o stanie wojennym w małym palcu, ale co by Sekielski powiedział, gdyby zaczął  nagle teoretyzować i kreować się na specjalistę ds. stanu wojennego? Może nazwałby to cynizmem?

    Marek Palczewski, dość prostodusznie, dodaje: ”Sekielski jest szczery do bólu, nie owija w bawełnę, nie wybiela siebie:> Sam nie jestem bez winy….dobieraliśmy gości tak, jakbyśmy ustawiali walkę na ringu. Awantury – zauważa – dobrze się sprzedają: Dziś w telewizji warto rozmawiać, ale tylko wtedy, gdy słupki telemetrii się zgadzają…” Z tekstu Sekielskiego wynika, że nie jest  greenhornem, lecz weteranem dziennikarstwa politycznego komercyjnej stacji, która ma swoje cele, polityczne preferencje i bierze udział  nie tylko w  „wyścigu słupków”, ale organizowaniu polskiej opinii publicznej.  Przez całe lata tą „maszynką do mielenia mięsa” kręcił, aż go ręka bolała, i nie za darmo, dopiero gdy w kwietniu ub. roku pożegnał się z TVN, zaczął bić się w piersi. Ja bym się  tym jego  manifestom szczerości  nie ekscytowała i  słowom skruchy zanadto nie ufała. Być może Tomasz Sekielski będzie mógł liczyć na wyrozumiałość swoich lewicowo-liberalnych kolegów, którzy „nie osądzają”.  Gorzej mu pójdzie z konserwatystami. U nas sprawa jest prosta.  Nie grzesz, to nie będziesz się musiał  spowiadać.   

Elżbieta Królikowska-Avis. 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl