To zdumiewające, że dwie niezwykle ważne książki, które niedawno ukazały się na rynku są przemilczane przez najbardziej wpływowe media. „Długie ramię Moskwy” i „Osobista historia IPN”. Jakby tych książek w ogóle nigdy nie było.

Jakby nie istniały. Nie zostały napisane. Jaki jest powód zakopania do grobu obydwu tych pozycji, zanim zdążyły w mediach choćby przez chwilę żyć? Odpowiedź jest nieskomplikowana: wredni, wyklęci autorzy. Autor pierwszej – Sławomir Cenckiewicz, drugiej – Antoni Dudek.  

W czasach PRL listę nazwisk autorów zakazanych sporządzał Komitet Centralny partii. Ani o tych autorach, ani o ich książkach, nie wolno było pisać. Dziś mamy pełną wolność, dlatego taką listę tworzą same media. Na szczęście nie można, jak to się działo w epoce rządów proletariackiej partii, wydać zakazu druku książek konkretnych autorów. Pozostaje jednak potężne narzędzie cennej tradycji – świadome utajnianie przez media.

Gdyby chodziło o książki błahe, jedne z wielu, nie zwróciłbym na akt ich dyskryminacji uwagi. Jednakże obydwie są pozycjami wyjątkowymi. Nie zauważyć ich nie sposób. Książka Antoniego Dudka przedstawia obraz działania IPN przez pierwsze 10 lat jego istnienia. Mówi o wielu wątkach życia wewnętrznego Instytutu do tej pory całkowicie nieznanych nie tylko szerokiej opinii publicznej, ale i dziennikarzom zajmującymi się na co dzień sprawami IPN.  Na „Osobistą historię IPN” można zapewne spojrzeć z różnych punktów widzenie. Pewnie też będą tacy, którzy wnieść mogą zastrzeżenia do niektórych ocen Antoniego Dudka, a być może i jakichś faktów, podawanych przez niego niekiedy w oparciu o pamięć. Nie można wykluczyć, że są i tacy, którzy chcieliby z różnych powodów wysunąć pod adresem autora różne żale i pretensje. Jednakże cisza sprawia, że  autor i czytelnicy książki nie mają szans ich poznać. Dwie krótkie notki, jakie w ciągu niemal pół roku od momentu ukazania się książki zostały pomieszczone w dwóch tygodnikach, potwierdzają moją obserwację o zignorowaniu tej pozycji przez gazety najbardziej powołane do wydania własnej opinii, włącznie do ewentualnej „druzgocącej krytyki”.

Jeszcze większe zdziwienie budzi milczenie wokół książki Sławomira Cenckiewicza „Długie ramię Moskwy”. Z pewnością jest to jedna z najważniejszych pozycji ostatniej dekady pośród dzieł polskich historyków. Otwiera szeroko, jeśli nie bramy, to z pewnością drzwi,  do nieznanych do tej pory tajemnic wojskowego wywiadu z okresu PRL. Pokazuje jego ubezwłasnowolnienie od tajnych służb komunistycznej Rosji w momencie powstawania i pierwszych latach działania,  a następnie ograniczające autonomię uzależnienie trwające niemal do końca lat 80. Wyjawia też inne słabości i patologie wywiadu naszej peerelowskiej armii. To pierwsza, wielka synteza tajnych wojskowych służb, która jest jednym z kluczy do zrozumienia charakteru i przebiegu przemian w latach 80 i 90 w naszym kraju. Okazuje się, że i taką pozycję można przemilczeć.

Zrozumiałe, że prezentacja tych dwóch i podobnych pozycji nie jest rolą pism w rodzaju  „Vivy”, „Gali” czy w niczym im nie uwłaczając – kolorowych pism kobiecych. Czym innym są pisma z założenia aspirujące do rzetelnego informowania opinii publicznej o ważnych wydarzeniach politycznych, społecznych i szeroko rozumianych zjawisk z zakresu kultury.

W szeregu „Wielkich Milczków” wymienię choćby trzy centralne tygodniki „Newsweek”, ”Politykę” i „Wprost”, mówiące w podtytułach o tym, że są gazetami społeczno- politycznymi. Można odnieść wrażenie jakby powstała zmowa milczenia  wokół wymienionych tu książek.

A może dziś rolę Komitetu Centralnego partii odgrywa Adam Michnik, który w marcu tego roku na łamach „Gazety Wyborczej” podał swoją prywatną listę proskrypcyjną, zawierającą kilkadziesiąt nazwisk, wśród nich dwóch wymienionych tu autorów?  Jak widać prywatna lista ma powszechną moc obowiązującą. I płynie z niej ważny morał. Niech ci, którzy widnieją na tej liście poznają smak prawdziwej klątwy. A do tych, którzy mogą się na niej znaleźć, powinno dotrzeć, czym to grozi.   

 

 

 

Jerzy Jachowicz

21 października 2011


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl