Wielki światowy dziennik chwali Polskę. Czytają Francuzi, a Polacy nic o tym nie wiedzą. Nikt im bowiem nie melduje, że „Le Monde” w dniu 3 bm. na pierwszej stronie drukuje wypełniające całą powierzchnię kolorowe zdjęcie „Manufaktury” i tytuł „Podróż do Łodzi, odbicia polskiej odnowy”.
Poniżej czytamy: „Spektakularne postawienie na nogi dawnego przemysłowego miasta ilustruje metamorfozę Polski, w której odbędą się 9 października wybory parlamentarne”. I dalej: „Metamorfoza przemysłowego miasta. Dawny bastion tekstylny „Polski Manchester” gości teraz wiele firm informatycznych. Ta nadzwyczajna przemiana jest odzwierciedleniem całego kraju dwadzieścia lat po upadku komunizmu”.
Artykuł zaczyna się od porównania starych budynków z przed ponad stu lat z ciemnoczerwonej, poczernionej pyłem i zużytej cegły z jasno – czerwonymi budynkami zaadoptowanymi do nowych funkcji. Najbardziej spektakularnym przykładem jest „Manufakrura”, największe centrum handlowe w Europie wschodniej. Doszło tam do zdumiewającego połączenia największych światowych firm i czerwonych cegieł, symbolu przemysłu z przeszłości. Utrwala ona nową renomę Łodzi.
Następnie czytamy o zaczynającej się przebudowie rejonu dworca Łódź Fabryczna, o wizjonerskiej idei Andrzeja Walczaka, który zaprojektował nowe centrum Łodzi.
* * *
Zastanawiam się, co zrobić, by dorwać na starość synekurę korespondenta zagranicznego. Siedzi sobie taki w Londynie lub Paryżu. Moczy giczoły w miednicy. Popija whisky lub winko. Wystarczy, że kupi lub gdzieś dostanie za darmo poranne gazetki i już nadaje korespondencje.
Ale okazuje się, że i tego mu się nie chce. Oto „Le Monde” chwali nas niesłychanie. W wielkiej, ważnej gazecie, która sprzedawana jest na całym świcie francuski korespondent informuje setki tysięcy ludzi o Polsce, która wreszcie nie jest już krajem głupków z wrednych kawałów (polish jokes), nie jest siermiężną krainą, cepeliadą ani wieczną traumą po bohaterskich acz tragicznych czynach.
Francuz dostrzegł: oto Polakom coś się udało! Owszem, z tym, że głównych animatorów tego chwalonego dziś przedsięwzięcia najpierw próbowano zgnoić, zamknąć w uwięzieniu i co prawda szybko wypuszczono i nawet wypłacono solidne „sorry” w brzęczącej monecie, ale pomysłodawców tego niespodziewanego niczym nieuzasadnionego ataku – do dzisiaj nie znamy. No dobrze: koniec wieńczy dzieło! Ale niezupełnie tak się dzieje, bo znowu inni nas chwalą – a my zapluwamy się i dzielimy w zapiekłej nienawiści, zazdrości o wszystko bez umiaru i wstydu.
Drodzy Koledzy Dziennikarze! Porzućcie służbę na tych, czy innych dworach. WYBIJCIE SIĘ NA NIEPODLEGŁOŚĆ. Kiedyś korespondent pisał nie tylko do macierzystej gazety, ale musiał również odwalać pańszczyznę „służbową”. Inaczej długo na placówce nie posiedział. Wierzę, że dziś jest już inaczej. Tak czy owak to co „on” robi – co pisze, co filmuje – oglądane jest krytycznie. Szerokie spektrum setek kanałów telewizyjnych i Internetu pozwala robić porównania.
Jest łatwiej – bo wszystko wolno, jest trudniej – bo konkurencja. Ale warto ryzykować. Widz, czytelnik nie jest głupi. Będzie kupował tylko tę gazetkę, oglądał tylko tę telewizję, która nie da się przerobić na partyjną lub państwową tubę. Owszem trzeba odwagi i samozaparcia by nie ulec pokusom i nie iść na łatwiznę. Ta walka o wolne słowo odbywa się tu i teraz, wraz z każdym ważnym programem i tekstem.
Już za kilka tygodni nagradzać będziemy najlepszych w naszych SDP-owskich, dorocznych konkursach. Dostaliśmy rekordową liczbę zgłoszeń. Właśnie nasze jury biedzi się nad wyborem. 14 grudnia ogłosimy wyniki. Jest w czym wybierać. To cieszy. Chodzi o to, by za tymi najlepszymi podążali wszyscy. Również ci za rubieżą. Oni w końcu najwięcej kosztują.
Mądrali publicystów mamy nadmiar. Moszczą się na studyjnych kanapach i dzielą włos na czworo. Najczęściej występujący - i siłą rzeczy najbardziej znani - zapominają, że są tylko dziennikarzami i niestety przyjmują postawy nauczycieli lub nawet mędrców. Mędrzec taki wprawdzie niewiele jeszcze w życiu widział, ostatnie łagodne lata oszczędziły mu stresów – ale poucza i wydaje wyroki. Spoko. Przyjdzie na to czas. Albo też, kolego, podejmij decyzję: porzuć redakcję, wstąp do partii. Jednego z drugim łączyć nie można. Od „przekonywania” jest public relations albo płatne ogłoszenia partyjne. Radzono już kiedyś w czasie przełomu: zostawcie legitymacje partyjne w szatni. Może je wam ukradną?!
Stefan Truszczyński
25 października 2011
Poniżej zdjęcia z Le Monde: „Manufaktura” i ulica Piotrkowska w Łodzi.


