Nie wiem jaka będzie „Rzeczpospolita” pod rządami Tomasza Wróblewskiego, ale wiem jedno: znowu kilka osób dało modelowy pokaz braku już nawet nie solidarności zawodowej, a jakiejś minimalnej wstrzemięźliwości w kopaniu konkurentów ideowych i rynkowych kiedy popadają w kłopoty.
Na stronach konkurencyjnej gazety kwitną komentarze, których autorzy przejawiają złośliwą schadenfreude, czy nawet sugerują, że w „Rzeczpospolitej” dojdzie teraz do czystek personalnych. Na waszym miejscu Panowie, nie cieszyłbym się tak bardzo.
Pamiętam szacunek jakim darzono Romana Graczyka, faceta uczciwego i odważnego, którzy kiedyś porzucił „Gazetę” ze względu na jej antylustracyjną linię. Po prostu stwierdził, że się nie zgadza i rzucił się w nieznane. Pamiętam jak kilka lat temu zwalniano z „Gazety Wyborczej” dobrego dziennikarza Wojciecha Załuskę. Wszystkim było go po prostu wyjątkowo żal, bo wiadomo było, że spędził w „Gazecie” lata i był do niej bardzo przywiązany. Później korporacja o nazwie Agora wypluwała w ramach redukcji kolejnych dziennikarzy. Niedawno sporo kolejnych osób zwolniono, a ponoć jeszcze kolejne mają zostać zwolnione. Jakoś nigdy nie widziałem nadmiernej satysfakcji ze strony, na przykład: „Rzeczpospolitej”. Wiadomo, a przynajmniej normalny człowiek wie, że jak kogoś zwalniają to oznacza to dla niego kłopoty materialne, ale dla publicysty oznacza też konieczność znalezienia sobie nowego miejsca, środowiska, forum. Trzeba być człowiekiem o specyficznej umysłowości, żeby w takiej sytuacji publicznie dawać wyraz swojej satysfakcji.
Redakcje dziś zwalniają i będą zwalniać, bo taka jest tendencja. Ludzie, których tak bardzo już by nie chcieli czytać komentatorzy z „Gazety”, jakby coś, to sobie poradzą. To przede wszystkim czołowi publicyści tego dziennika. Mają swoich wiernych czytelników, przeprowadzą ich gdzie indziej, albo będą dla nich pisać książki. Pewność utraty tych czytelników musi rozważyć też w swoich planach nowy właściciel i redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” zanim wykona jakieś ruchy.
A co będzie, jak zwolnią tych, którzy tak wesoło kibicowali zwolnieniu Pawła Lisickiemu - drugo, trzecioplanowych publicystów? Kiedy ich zredukują, nie ze względu na ich poglądy, które mają zawsze takie jak naczelny, a z przyczyn biznesowych, ze względu na „optymalizację struktury zatrudnienia”? Tu nikt nie będzie się cieszył, ale też żaden czytelnik nie zapłacze, konkurenci nie zauważą, a dawni koledzy będą udawali, że nic się nie stało i jeszcze bardziej uwiarygodniali w swych zgodnych z linią redakcji poglądach, by nie podzielić losu tych, którzy wcześniej robili dokładnie to samo.
Wiktor Świetlik
29 października 2011
