Francuskie władze czytają wpisy na Twitterze i nie zamierzają pozostawić tzw. mowy nienawiści bez reakcji. Zwłaszcza, że –zdaniem rządu znad Sekwany – wpisów nieprzyjaznych gejom, Żydom czy Murzynom przybywa.
Jak wynika z informacji podanych na stronie European Journalism Center z siedzibą w Holandii, w 2012 roku rosła wśród francuskich „ćwierkaczy” popularność takich hashtagów, jak: unbonjuif (dobry Żyd) czy unjuifmort (martwy Żyd), simonfilsestgay (jeśli mój syn jest gejem) czy SimafilleRameneUnNoir (jeśli moja córka przyprowadzi Czarnego do domu). Hashtagi to proste słowa kluczowe, które na Twitterze łatwo odnaleźć i połączyć się z linkiem, jaki zapowiadają. Popularne hashtagi są pokazywane na głównej stronie Twittera – widzą je dzięki temu miliony użytkowników tego serwisu.
Ćwierkający, którzy klikają w te linki, „bawią się”, dopisując komentarze, często paskudne rasistowskie dowcipy. I na takie Twitterowe poczucie humoru oficjalnie zareagowała 28 grudnia francuska minister ds. praw kobiet i rzeczniczka rządu - Najat Belkacem-Vallaud, sama pochodzenia marokańskiego. Opublikowała w dzienniku „Le Monde” artykuł, ostrzegając, iż tego rodzaju wpisy są nie tylko niemoralne, ale – w myśl francuskiego prawa – nielegalne. „Twitter musi respektować wartości Republiki Francuskiej” – napisała.
Ta wypowiedź wywołała liczne reakcje zarówno obrońców wolności słowa, jak i zwolenników opinii pani minister. W Stanach Zjednoczonych takie zachowanie przedstawicielki rządu jest nie do pomyślenia, ale we Francji nie wywołuje szczególnego zdziwienia – twierdzi prawniczka Marie-Andre Weiss, która o interwencji pani minister napisała.
Francuskie prawo prasowe pochodzi z roku 1881, a od nowelizacji z roku 1972 głosi, iż niedozwolone jest nawoływanie do nienawiści lub przemocy przeciwko osobie lub grupie osób z powodu ich płci, orientacji seksualnej czy niepełnosprawności.
Przepisy tego prawa zezwalają też organizacjom pozarządowym, które walczą przeciwko dyskryminacji na pozywanie do sądu autorów ksenofobicznych czy rasistowskich twittów. Francuska minister zapowiedziała w swym artykule, iż razem z Twitterem i organizacjami obywatelskimi postara się walczyć z atakami słownymi w sieci i sprawić, by takie wpisy się więcej nie pokazywały.
Francja ratyfikowała Konwencję Rady Europy o Cyperprzestępczości, która zabrania wypowiedzi rasistowskich i homofobicznych w sieci i zezwala krajom na przyjmowanie odpowiednich przepisów, które umożliwią karanie autorów podobnych obraźliwych wypowiedzi.
Czy jednak to rząd powinien ingerować w to, jakie wpisy znajdują się na Twitterze – pytają internauci. I przypominają, że Francja przyjęła także Europejską Konwencję Praw Człowieka, której art. 10 broni swobody wypowiedzi. Także w przypadku stwierdzeń kontrowersyjnych czy obraźliwych. Wprawdzie w Konwencji przeczytamy też, iż wolność wypowiedzi nie oznacza całkowitej swobody i może podlegać pewnym prawnym ograniczeniom, ale tylko wtedy, jeśli jest to „konieczne w demokratycznym społeczeństwie”.
Z wielu orzeczeń Trybunału w Strasburgu, który wydaje wyroki właśnie w oparciu o tę konwencję wynika, że wolność słowa jest tak istotną wartością, iż nawet wypowiedzi mocno kontrowersyjne czy skandaliczne trzeba chronić. Twitty francuskich internautów prawdopodobnie zostałyby przed Trybunałem obronione. Czy zatem da się pogodzić zamiary francuskiego rządu z dbałością o wolność wypowiedzi, tak cenną dla zdrowia demokratycznego społeczeństwa?
Zarówno francuski Sąd Kasacyjny, jak i Trybunał w Strasburgu, zezwalając na pewne ograniczenia swobody wypowiedzi wskazują na „pilną społeczną potrzebę”. Francuska minister w swym artykule pisze jednak o moralności jako podstawie do reakcji na skandaliczne twitty. Tyle że moralność to nieostre i ryzykowne kryterium ingerencji w delikatną sferę wolności słowa – wskazują prawnicy.
Minister ds. kobiet powołała się też w swym artykule na ideały rewolucji – wolność, równość i braterstwo. Stwierdziła ponadto, że dostępne na Twitterze obraźliwe wpisy stanowią zagrożenie np. dla młodych homoseksualistów i przytoczyła „homofobiczną przemoc” jako jeden z głównych powodów samobójstw wśród francuskich nastolatków.
Według Marie-Andree Weiss, adwokat praktykującej w Nowym Jorku, francuski rząd – zamiast cenzurować treści na Twitterze – powinien jednak raczej zająć się edukowaniem opinii publicznej, szczególnie młodych ludzi i uczeniem ich, jaką wartość ma tolerancja dla odmienności. Artykuł pani minister w poczytnym dzienniku, który oburzył wielu młodych internautów, niespecjalnie zaś temu służy. Wezwanie: „Twitter musi respektować wartości Republiki” dotąd ich nie przekonało.
Ewa Łosińska
