„Rzeczpospolita” przyjmuje dobre tony. Czuje się pewną stabilizację w „Rzepie”. Nowy naczelny już nie wzbudza niepokoju. Najprawdopodobniej będzie jeszcze „odcinał po plasterku”, ale to nieuniknione i już buntu nie wywoła. Ci, którzy uważani są, lub uważali siebie, za bezkompromisowych lub zadziornych z obowiązku – odeszli.

No, może jeszcze wrócą. Uważam, że powinni. Może był to i szlachetny protest, ale jak wiele podobnych – prawie niezauważony. Tak to jest. Jeśli się krew nie leje, a tylko ktoś komuś podbił oko – przechodzimy szybko do porządku nad faktem takiej niesprawiedliwości. Zanim więc trzaśniemy drzwiami w szczerym i słusznym obrażeniu – zastanówmy się jaki będzie skutek.

„Wyborcza” będzie się starać, by być – albo robić wrażenie – gazety krytycznej wobec rządu. To samo – „Rzeczpospolita”. Skorzystać na tym może „prezydencki pałac”, którego wpływy osłabły nieco w telewizji publicznej. Ciekawe zresztą jak poradzi sobie nowy dyrektor 1-ki („człowiek rządowy”), na którego błędy dybie teraz jego własny zastępca („człowiek prezydencki”), w dodatku odpowiedzialny w 1-ce za publicystykę. Nie rokuję długiego żywota temu małżeństwu, skojarzonemu na siłę, politycznie.

A tak naprawdę to jest temat dla NIK-u. Niech ktoś w końcu policzy ile kosztowały w ostatnich latach tzw. KONKURSY – na prezesów, dyrektorów i członków rozmaitych rad w telewizji publicznej. Toż to lipa i bynajmniej nie czarnoleska, ale zwykła współczesna podlewana politycznymi ambicjami. Wszyscy to doskonale wiedzą, ale toleruje się to zakłamanie od lat. Funkcje w TVP są z politycznego nadania. Jak za nomenklatury. „I po co Lechu skakał przez płot?” (no, jeśli skakał!)

A teraz o programie z Woronicza.

Jeśli nędzne małpowanie Kabaretu Starszych Panów ma być zapowiedzią jaka to będzie pod nowymi rządami „Jedynka” – to nie śmieszno, ale straszno. Najpierw żałosne imitacje Przybory i Wasowskiego, a potem jeszcze gorzej. Nawet nie chce mi się pastwić nad beznadziejnym wyborem naśladowców. „Adaptatorzy”, reżyserzy i wreszcie biedni wykonawcy – czyście naprawdę musieli to robić? Zostawcie w spokoju ten KABARET, trenujcie na czymś innym! (I jeszcze te zasłaniające aż pół twarzy, mikrofony „doustne”).

Po co utrzymywać w TVP tysiące ludzi nieporadnych. Puszczajcie na okrągło „Klosa”, „Pancernych”, a także „Krzyżaków”, „Faraona”, „Noce i Dnie”, „Jak rozpętałem…” itd. Owszem było to wszystko setki razy, ale może jeszcze nie dość skoro młode kadry niewiele się nauczyły.

Gdzie przyczyna tej nędzy telewizyjnej w kolejnej Rzeczpospolitej? Niezdolne to, źle wybierane (nepotyzm i protekcja), czy też nieodpowiednio kształcone. Mistrzowie wymarli, a kadry się nie wykuły.

Ryba psuje się od głowy. Poprzedni PRZY-WÓDCY to też nie były orły. Ale przynajmniej wiedzieli kogo zatrudniać do kierowania redakcjami. Wtedy rządziła jedna partia – teraz co najmniej trzy (a jeszcze czwarta przebiera nogami). I lepiej nie jest. Choć wszystko wolno i nie ma cenzury, w „białych domach” banki i handlarze kopiarkami. Czego więc brak? Artystycznego wysiłku, talentu? Najwyraźniej gdy jest łatwiej – artysta się leni. Gdy dygotał ze strachu przed „wicie-rozumicie” – wychodziło lepiej.

A tuż obok – w filmie.

Ważna Pani daje przed podjęciem produkcji scenariusze do oceny 300-stu recenzentom. Ci smarują opinie, a Ona i tak sama decyduje. Nie najlepiej – bo wybrała np. do narodowej epopei o Roku 20-tym wprawdzie reżysera nestora, ale ten dowolnie sobie ocenił zasługi poszczególnych generałów w warszawskiej bitwie.

Teraz Januszowi Głowackiemu powierzono pokazanie jakim był (jest) naprawdę Lech Wałęsa. Autor „POLOWANIA NA MUCHY” i kolega twórcy „MALOWANEGO PTAKA” wyjaśni nam czego dokonał i dlaczego to zrobił współczesny Polak nr 2. Lubię ryzyko. Ale tym razem jest zbyt duże. Ciekawe jak przyjmą dzieło nasi odważni dziennikarze-recenzenci. Czasem ich przymula.

A może jednak wykażą się odwagą i zdobędą na rzetelną ocenę. Tak jak NEWS-owy przekaz TVP-INFO. Jest coraz lepszy. I dlatego najwyraźniej dołożono tam program Pospieszalskiego. Choć to znacznie mniejszy zasięg emisji niż 1-ka, a nawet 2-ka – ale do najważniejszych ośrodków dociera. „A ci na wsi?”. Niech im ksiądz po mszy odtworzy z magnetowidu lub komputera. Telewizja i tak jest wspaniałomyślna, że w ogóle zgodziła się na powrót tego syna marnotrawnego na mały ekran. BO PLURALIZM JEST! BRAWO!

 

Stefan Truszczyński

1 stycznia 2012


 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl