Premier ładnie strzela gole. Ale ostatnią pomeczową wypowiedzią strzelił sam sobie.
Ci „oni” winni za arłukowiczowy bałagan z lekami – to jak „rewizjoniści z Bonn”, którymi straszono nas przed laty.
Ci „oni” to bliżej nieokreślone koncerny farmaceutyczne, które u nas się szarogęsią. „A sio” chciałoby się pomachać jak to robił jeden z wicepremierów. A gdzież to się podziały liczne i suto opłacane agencje do specjalnych poruczeń? Gdzież służby, które łatwo powinny rozprawiać się z tym całym lobbystyczno-łapówkarskim towarzystwem?
Brawo telewizjo publiczna. Nie bojąc się gniewu szefa rządu dała wypowiedź lekarza, który oświadczył, iż premier zszedł do poziomu Pana Dorna odsyłającego medyków „w kamasze”.
Minister Zdrowia mówi gładko, ale może za chwilę pośliznąć się na tym słowotoku jak na bananowej skórce. W aptekach gniew narasta. Po jednej i drugiej stronie lady.
Drapie się w przerzedzoną czuprynę Kraśko z Kraśków co tu rzec, a co nie. „Polsat” atakuje coraz bardziej. TVN jeszcze na „stand bye”. Przeczekać aferę? Abyśmy zdrowi byli!
Oto konferencja prasowa. Powiedzmy od razu: pseudo konferencja. Długi monolog ministra. Nawet się tego słucha. Bo mowa gładka i choć sporo niezrozumiałych fachowych wtrętów doktor-minister jest wiarygodny: napracowali się. Liczne grono. Na czele z vice resortu właśnie od spraw leków. Nie poddali naciskom („i nie poddadzą!”), zmienili wprawdzie zdanie (to zrobił sam minister, gdy przeszedł z partii do partii), ale czego się nie robi dla dobra pacjentów. Następują grzeczne pytania „z offu-u” anonimowych dziennikarzy i znowu długie, okrągłe odpowiedzi. Po konferencji wiemy tyle… co przed.
Potem konferencja druga. Pani „od pacjentów” zachęca żeby do niej telefonować i podawać złe przykłady! Mówi, że dotychczas było tylko kilkanaście interwencji. I ona pomoże. A może niech idzie do pierwszej z brzegu apteki i tam popyta ludzi, co myślą o reformie.
Były kiedyś w telewizji publicznej redakcje, np. krajowa. Pracowali w niej dziennikarze, np. specjalizujący się w ochronie zdrowia. Taki (taka) oczywiście nie zawsze mówili prawdę, często to - co im kazano. Dziennikarstwo trzymane było za pysk silną łapą władzy. Niektórzy jednak bardzo się starali by przemycić choćby częściowo lub aluzyjnie trochę prawdy jak to jest rzeczywiście z tzw. służbą zdrowia. Dziś koledzy reporterzy, wydawcy i inni zarządzający mogą bardzo dużo. Oczywiście też są uzależnieni od zwierzchników, właścicieli. Ale mogą próbować przynajmniej! Dlaczego wielu z nich nie chce korzystać z niezależności w dochodzeniu prawdy? Bałagan, który zafundował być może bardzo dobry nawet lekarz, ale beznadziejny menadżer trzeba zatrzymać. Ustawa, która chce karać lekarzy za to co do ich pracy nie należy – musi natychmiast ulec zmianie. Przegra Pan – Panie Ministrze, przegra Pan Panie Premierze. Nie upierajcie się broniąc uparcie złej sprawy.
* * *
Uczniowie bronią swej szkoły strajkiem okupacyjnym. Dyrekcja nie wpuszcza tam posła i rodziców. Nie ma tam również dziennikarzy. A powinni wejść – choćby… przez komin. Nie ma też pełnej relacji w telewizjach.
* * *
Zmarł ważny dla kultury kompozytor Piotr Figiel. Ani śladu o tym w najważniejszych programach informacyjnych. Bardzo szybko zapominamy.
* * *
Tzw. ludzie Schetyny tracą stanowiska. Nie widać prób dotarcia do tych osób. Przecież nie wszyscy boją się mówić.
* * *
Dziennikarstwo winno być nieustającym szukaniem ważnych dla społeczeństwa spraw. Świat już zrobił się taki, że pod dywan trudnych spraw się nie da zamieść.
Przekonuje się o tym właśnie prezydent Niemiec. Odczuł to niedawno boleśnie prezydent Izraela.
Od krytyki mediów wolne są jedynie dyktatury. Tam się po prostu morduje krytykujących: od razu lub powolnie. Ale do czasu. Ostatnio giną kaci, choć przed chwilą zabijali bez skrupułów i wierzyli, że nic im za to nie grozi.
Tytuły, majątki nie gwarantują bezkarności. Owszem ludzie wyróżniają innych ludzi. Ale jednocześnie pilnie baczą co ci wybrani robią. Sympatia i poparcie mogą zniknąć w sekundę, a uwielbienie przerodzić w nienawiść. Bycie na świeczniku jest ryzykowne. Osobnik może nie wytrzymać ciśnienia, a nawet mogą go… sprzątnąć tajemniczo i bezśladowo.
WOLNA, NAPRAWDĘ WOLNA PRASA, WOLNE MEDIA TO OBROŃCA RZECZYWISTY. Jeśli nawet nie zdoła uchronić ciała, może przynajmniej dochodzić prawdy.
Karanie dziennikarzy za to, że chcą dotrzymać obietnicy danej informatorowi, sprzyja dokonującym przestępstwa. Tajemnica źródła informacji - to jak przykazanie z dekalogu. Ci, którzy chcą to zmienić utrudnią dochodzenie do prawdy.
Niewielkie są nadal nasze doświadczenie w budowaniu demokracji. Ale jakieś tam już są. Czy pamiętamy jednak wszystkich naszych premierów po ‘89 roku? No, może tych ministrów pierwszych w rządach zdołamy z pamięci wymienić. Ale już ministrów – na pewno nie. A przecież to byli ludzie, których okresowa władza, możliwości decyzyjne były znaczne. Wielu z nich nadużyło tego zaufania. Aby to jednak nagłośnić, udowodnić narażali się dziennikarze. Pamiętajmy zawsze ludzie władzy przechodniej to tylko urzędnicy, tyle że wysokiego szczebla. Często wlazłszy na szczyt nie widzą już tych na dole. Szybko alienują się. Popadają w pychę, dziennikarzy usiłują zamienić w służących. Dobrowolnie przyjęli społeczne mandaty i funkcje, tym samym zgadzając się na bycie w sposób szczególny kontrolowanymi. Dobrowolnie muszą więc poddawać się nawet trudnym, niewygodnym pytaniom. I tylko takie trzeba stawiać. Na wywiady podlizywaczy i bezkrytycznych chwalców szkoda czasu. Naszego i ich! „Prawdziwa cnota...” – można by powtórzyć za klasykiem. Przecież i tak nie zagada się, nie zakrzyczy prawdy – władzę osądzi społeczeństwo. Gadaniem o mitycznych koncernach, które zdezorganizowały nieprzemyślaną reformę i aparat państwa, nikogo nie przekonamy. Jeśli nie potrafisz nie pchaj się na afisz. Pani Kopacz, exminister odpowiedzialna za reformę, którą w końcu przygotowała - …zrejterowała. Sympatyczny skądinąd Minister – teraz zapłaci. Gdybyśmy mieli dziennikarzy dobrych w dziedzinie medycznej być może udałoby się ostrzec przed niewypałem szykowanej reformy. Sprowokować wcześniej dyskusję. Unikać należy eksperymentów na żywym ciele.
Stefan Truszczyński, 9-01-2012
