Każdemu na co zasłużył. Oko za oko, ząb za ząb. Oceńmy sprawiedliwie „Uważam Rze” i „Wprost”. Zobaczmy co było źródłem sukcesu.
Tomasz Lis odwołany – gruchnęło jak piorun z jasnego nieba. Ale ten piorun wisiał nad Lisem od kiedy tylko począł nowy, konkurencyjny projekt portalu. Coś za coś. Jednak wcześniej Lis dźwignął „Wprost” z marnego pułapu sprzedaży do 125 tysięcy, czyli o około 30 procent. Sukces. I kto tego nie widzi jest ślepy.
Paweł Lisicki startował z „Uważam Rze” rok temu z nadziejami, ale i niepewnością czy nowy tygodnik się przyjmie. Dziś może odtrąbić fanfary: 140 tysięcy i drugie miejsce w Polsce wśród tygodników opinii. Udało się, ale nie przypadkiem. Tygodnik umiał zagospodarować „wolnych” czytelników. I sam był wolny w kreowaniu linii programowej.
Podstawa sukcesu w obydwu przypadkach jest taka sama i składa się z kilku elementów: umiejętność znalezienia „swojego” czytelnika, wyrazista linia pisma (czy to prawicowa, czy liberalna), dynamiczne kierownictwo, silny zespół, wolność od nacisków ze strony właściciela czy wydawcy.
Jeszcze pół roku temu na tych stronach przeszła jak tornado dyskusja nad przyszłością „Uważam Rze”. Nie chcę przechwalać swoich profetycznych zdolności, ale napisałem: „Uważam Rze przetrwa” (4 lipca 2011) http://www.sdp.pl/uwazam-rze-przetrwa. Sprawdziło się każde słowo. A „URze” przetrwało, bo Hajdarowicz musiałby być głupcem, żeby zabić kurę znoszącą złote jajo.
Paweł Lisicki w rozmowie dla portalu sdp.pl http://www.sdp.pl/rozmowa-dnia-pawel-lisicki-o-uwazam-rze chwali swoją współpracę z Grzegorzem Hajdarowiczem: „Właściciel zresztą doskonale rozumie, że niezależność i brak chęci wpływania na linię jest podstawą sukcesu finansowego. Tylko pismo wiarygodne, a wiarygodne jest wtedy, gdy jest niezależne, może się w dłuższej perspektywie dobrze sprzedawać i mieć sukces biznesowy”.
Jakże inna jest jednak sytuacja wielu dziennikarzy i gazet w Polsce zarzynanych nadgorliwością opiekunów, decydentów, właścicieli czy zwyczajnych politruków. Mówi o tym na stronach SDP Jerzy Jurecki – ikona niezależnego dziennikarstwa lokalnego. Podziwiam jego mądrość, bo wie, czym są tak zwane gazety samorządowe: „Taka gazetka władzy to nie forteca wolnego słowa tylko tuba propagandowa i jako taka jest zbędna. Zresztą tam, gdzie politycy są mądrzy nie ma propagandowych mediów, bo mądrzy politycy wiedzą, że niezależne media są takim samy elementem systemu jak oni”.
Sukces odnoszą pisma niezależne, bo czytelnicy doceniają to i dla nich są one wiarygodne. Wszelki fałsz, autocenzurę wykryją od razu i przestaną kupować pismo, które jest tylko tubą propagandową. Wolność od zależności oddzielona jest cienką linią. Istnieje zawsze pokusa, by mediami sterować, by wskazywać redaktorom z tym wolno ci rozmawiać, a z tamtym nie, ten temat porusz, a tamtego nie tykaj, bo to nasz wróg czy przyjaciel, reklamodawca czy sponsor. I tak zaczyna się cenzura, powoli krok po kroku. Cenzura narzucana przez wydawców, właścicieli, nawet przez kolegów. W wolnym kraju pozostałości „homo sovieticus” przekraczają cienką linię wolności. Bo czym skorupka za młodu nasiąkła, tym na starość trąci.
Marek Palczewski
9 lutego 2012
