Rozmawiałem kiedyś z Januszem Zaorskim: on właśnie przestał być prezesem TVP, a ja straciłem tamże posadę dyrektora. Wymiana poglądów była szczera.
- To co, chcesz Pan być znowu wyrobnikiem – usłyszałem na uwagę, że wracam do reporterki.
Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Funkcja „stołek” to zawsze zależy od czyjegoś tam poparcia. W TV wybór był, jest i niestety chyba będzie zawsze (?) polityczny. Komuś tam trzeba się podporządkować, ktoś musi na Ciebie postawić. Delikwent wierzy (a przynajmniej tak mówi), że nominację otrzymał za zdolności. I tak mogłoby być, bo zwierzchnikowi winno zależeć żeby podległy mu (prezes-dyrektor-kierownik) był jak najlepszy. W końcu na tegoż szefa pracuje. Ale w praktyce ci niżej to ludzie tych wyżej. Oczywiście sytuacje są płynne. Łaska pańska na ośle też jeździ.
Problem w tym jak to robić, by nie łgać a jednocześnie nie drażnić władzy. Narażasz się dysponentom, albo pogardzają tobą ludzie (czytaj: telewidzowie popierający opozycję). Na dłuższą metę warto wybierać szacunek ludzi, bo prezesi, w ogóle władza, zmienia się jak w kalejdoskopie. A kac pozostaje. Tyle, że raz wyleciwszy z I-szej ligi trudno do niej wrócić. Specjaliści od przetrwania wykonują więc nie lada łamańce, slalom. Ważne jest by szybko łapać zmiennie wiatry.
Monika Olejnik pyta odważnie przed kilku dniami coraz bardziej wesołego Grzegorza Schetynę – czy nie uważa Pan, że Premier coś nam się pogubił? Rozmówca „szczerze”, acz z diaboliczną miną, oczywiście zaprzecza. Ale już wrócił na ekran – do „kropki”, do Durczoka, który z wrodzoną skromnością celebruje b. marszałka.
Podobnie rzecz ma się z b. skarbnikiem PO Panem Drzewieckim. On też jest już z powrotem i demonstruje lojalność wobec słabnącego prezesa najwyższej w kraju rady. Jednak gdy robią to odsunięci niedawno dość brutalnie – przyjmujemy ich deklaruje jednym a wypuszczamy drugim uchem. Jeszcze kilka tygodni temu Schetyna cichaczem przemykał korytarzami Sejmu. O Drzewieckim słuch zaginął. Czyżby TVN już orzekł: premier słabnie? Telewizja – jak kobieta - zmienną jest.
Czy jednak usprawiedliwia to np. styl rozmowy kol. Kolendy-Zalewskiej z detektywem bez licencji Rutkowskim, ośmieszającym policję, „władzę”. Bo trudno ocenić – odwaga to była, czy koniunkturalne redaktorstwo pod presją szefów. Trudno też było zrozumieć, bo dominowało zakrzykiwanie. Pani Katarzyna najwyraźniej bardzo lubi robić wywiady z premierami, szczególnie byłymi. I dobrze. Niech robi. Ładnie się wtedy uśmiecha.
Można chyba podejrzewać: teraz TVN odwraca się plecami do Tuska!
Wspomniani redaktorzy mają na pewno zapewniony byt w TVN – choćby za lojalność wobec stacji. Po prostu realizują jej koniunkturalną politykę. TVN atakuje Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i twierdzi, że rzetelnie relacjonowała przebieg manifestacji 11 listopada. Myśmy wprawdzie w oświadczeniach ZG SDP domagających się od mediów uczciwości – nie wymieniali imiennie TVN-u, ale – jak mówią – uderz w stół…
No dobrze – polityczne decyzje w publicznych mediach, rachunek zysków i strat w prywatnych - to jedno, a drugie to przecież decyzje indywidualne redaktorek i redaktorów. Dlaczego się nie boją utraty niezależności, choć to grozi utratą twarzy?
Czy dziennikarstwo to z założenia wasalstwo dobrowolne – czy to endemiczna cecha zwodu. Czy tylko podatność wprost proporcjonalna do spodziewanych zysków, antycypowanie politycznych łupów?
Za Odrę niedaleko. Popatrzmy: prezydent wylatuje, bo był łasy na darmowe frykasy. O prawdę walczyli dziennikarze. U nas afera Rywina zakończyła się czy właściwie nie zakończyła? Dwie panie – Rapaczyński (tak Ją pisano) i Łuczywo już nie pracują na Czerskiej. Ale czy w ogóle ich odejście związane było z aferą Pana Rywina? Kto to wie – niech powie! Podobnie z aferą hazardową. Tu nawet jeszcze ciemniej. Była, nie była? Wyrobnicy już nie dociekają. A ich kierownicy do tego nie zachęcają.
Jesteśmy opóźnieni. Nadrabiamy zaległości. Na razie nasi prokuratorzy porządkują własne podwórka. Jak już to zrobią nie będą strzelali sobie (zresztą niecelnie) w głowę, a zabiorą się pewnikiem nie tylko za dziennikarzy, ale sięgną wyżej.
Nowy bardzo przystojny, ale nieprzystępny teraz minister najwyraźniej nadal zastanawia się czy sprawiedliwy jest paragraf 212 wobec żurnalistów. Są nim już nie tylko zastraszani, ale ów paragraf zadziałał boleśnie wobec tych najbardziej bezkompromisowych i odważnych. Sypią się wysokie kary, a potem do odsiadki już tylko jeden krok.
SDP kieruje płomienne apele, które pozostają jednak bez odpowiedzi. Niektórzy nie dostrzegają nadal, że wolności słowa już się nie powstrzyma. Na szczęście dostrzegł to w końcu wspomniany już 1-szy z ministrów i sam stanie na czele protestujących przeciw ACTA. Może dołączy jego koleżanka pani Merkel i pomaszerują razem na Brukselę. Dotychczas współpracowali zgodnie. Co nie bardzo udawało się ich poprzednikom.
Gorzej jest ze wschodnią flanką. Tam mówią, że wolność słowa jest dopóki się jej nie wykorzysta – później można posiedzieć. Ciekawe kiedy rozsypią się w proch blachy rdzewiejącego pod Smoleńskiem samolotu? Czy nasze nowe kierownictwo komisji ds. wypadków lotniczych odważy się na cokolwiek.
Panowie Klichowie już odeszli i zginą w pomroce niepamięci, ale o 10-tym kwietnia uczciwi ludzie nie zapomną. Skromny pomnik, którzy stanie w Zakopanem – to za mało. Są oczywiście – nawet wśród dziennikarzy – miłośnicy pani Anodiny. Może i wstydzą się dziś tego co przed rokiem pisali. Niech im ziemia lekką – w przyszłości – będzie. Dziennikarska bufonada i zarozumialstwo to nic nowego wśród „telewizorków”. To dlatego, że wszyscy ich rozpoznają i czapkują. Podobnie byłoby z krową, gdyby lansowano ją przez telewizję bez umiaru i sensu.
W Ameryce prezydentem został sprawozdawca sportowy Reagan, ale to był nawet na pierwszy rzut oka KTOŚ! Looknijcie dla przypomnienia na pomnik, który niedawno stanął w Al. Ujazdowskich w Warszawie. U nas niektórzy redaktorzy też sobie marzą. Jeden nawet się zdeklarował, ale w tym wypadku wrodzona chytrość nie wystarczy. Uroda też nie. Wasal nie będzie królem.
Podobnie jak Niemcy będziemy więc mieli problem z wyborem GŁOWY PAŃSTWA. Może w końcu wybierzemy jakąś mądrą SZYJĘ lub szyjkę. Byle nie po dziennikarskiej szkole, bo te choć bez opamiętania wypuszczają tysięczne zastępy bezrobotnych, naciągając naiwnych rodziców, są kuźniami kadr do niczego. Przydałaby się rycyna. Na przeczyszczenie.
Byłem kiedyś na spotkaniu ze studentami IV –tego roku takiej uczelni. Przytrzymano mnie dłużej niż to było planowane. Myślę, że był to dowód, iż rozmawialiśmy szczerze. Usłyszałem od studentów, że żałują podjęcia nauki na dziennikarstwie.
Może to i pocieszające. Może już nie będzie przybywać pokoleń pachołków. A ad acta i do lamusu powędrują usłużni, salonowi i bezwstydni – którzy udają dziennikarzy, choć to zwykli wyrobnicy są!
Stefan Truszczyński
20.02.2012 r.
