Każdy może robić co chce – tak najwyraźniej uważa były ważny redaktor, byłej ważnej gazety i trzyma na „manifie” nad głową anons: „Pier…ę nie rodzę”. A potem zawiadamia, że zakłada nowe stowarzyszenie dziennikarskie, bo: „Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest kompletną fikcją”. Wymienia też po nazwisku członków założycieli. Następnych przyjmować będą za zgodą większości ojców i matek, którzy już są.
Duzi chłopcy i duże dziewczynki na pewno wiedzą co robią. Nie należy ich pouczać. I nie mam zamiaru perswadować Cezaremu Michalskiemu, by nikogo nie zamykał w bagażniku swojego auta, a Sewerynowi Blumsztajnowi doradzać by swoje bojowe hasła wywieszał w łazience.
Mamy już „Fakty i Mity”, „Nie”, a z drugiej strony „Pinezkę”. Wystarczy.Ostatnio „Ale Kino” przypomina nam wulgarne kino Koterskiego i Pazury słusznie twierdząc, że to „Nic śmiesznego”. Rzeczywiście: urwa, uj! Seweryn Blumsztajn będzie miał na pewno wielu chętnych do swojego „Towarzystwa”. Tymczasem zapowiada, że bardzo trudno będzie doń wejść: szkoda. Niech nie przesiewa. Bierz pan jak leci, najlepiej czerpakiem.
Na pozycję zawodową, na szacunek i uznanie pracuje się latami. Ale stracić dorobek można łatwo. To nic nowego, że bohater zamienia się w tchórza, mędrzec w głupca, a twórca w złodzieja. Szkoda. I tylko tyle. Nikt nie będzie płakał nad skundlonym, nieobyczajnym lub po prostu durnym. I tak to wszystko tak krótko trwa. Tak szybko leci. Nie ma takiego kretyna, którego nie przebiłby większym. Tylko po co to nazywać dziennikarstwem. Raczej trzeba ogłosić wszem i wobec, że to hołota dorwała się do mediów i chwilowo nimi merda. Wielu przecież korzysta z okazji i niejeden z reporterów, publicystów daje się uwieść przyjmując funkcje doradcy, rzecznika lub PR-owca. Niektórzy załapują się nawet w posły krajowe lub strassburgowe, zasiadają w politycznych gabinetach, a potem nawet „odpowiadają” za kontakty z mediami. Wszystko to pięknie (i gratulacje!) – ale dobrze by było, aby była to podróż tylko w jedną stronę. Dajmy im one way ticket! To apel do społeczeństwa, wyborców, czytelników, słuchaczy i widzów. Do widzenia! Było miło, ale się skończyło. Powrotu do żurnalistyki już być nie powinno.
Może rzeczywiście emancypujący się i pogardzający plebsem dziennikarskim, „wybitni” niech zakładają „ekskluzywne” towarzystwa własnej adoracji. Niech się we własnym salonowym sosie… tak, jak to Blumsztajn radzi.
- Farewell, miss Iza, farewell – zawołał Wokulski, gdy wreszcie dotarło do niego, że Łęcka to bardziej dziwka niż dama.
Wszystkiego najlepszego na nowej drodze koleżanki i koledzy. Stowarzyszajcie się w grona wam odpowiadające. To ważne by być w swojej grupie. I walczcie! Np. manify to świetne okazje by się przedstawić. Walczcie! Chociaż nie bardzo wiem o co wy walczyć możecie.
Stefan Truszczyński
19.03.2012 r.
