Krzysztof Czabański w słusznym porywie wzywa trzy główne media na tzw. prawicy do zaniechania wzajemnych złośliwości i insynuacji. Zachęca do rozmowy o sytuacji tych mediów i polskich mediów wogóle. Jako kibic prawicy popieram Czabańskiego. Kochajmy się jak bracia! Pogadać też można. Ale jako człowiek do cna zepsuty amerykańskim kapitalizmem widzę tu walkę o dość wąski rynek zbytu pomiędzy redakcjami „wSieci”, „DoRzeczy” i „Gazety Polskiej”. Więc liczmy się jak księgowi. Niestety, jakby nie liczyć, to gra o sumie zerowej. Sukces jednego z graczy odbywa się kosztem reszty. Dlatego podważają wiarygodność konkurencji wśród wspólnej puli klientów. Tak być nie musi.

Czy jest prawicowe, pariotyczne, cnotliwe a zarazem - zyskowne rozwiązanie? Ależ podpowiada je tenże kapitalizm. Po prostu trzeba rozszerzyć rynek zbytu! Nie chodzi o zwykłe zwiększenie sprzedaży, gdy dwa lub trzy tygodniki kupuje jeden czytelnik. To byłoby politycznie jałowe i nie zachęcające dla reklamodawców. Chodzi o poszerzenie łącznej puli czytelników tych trzech pism. A to wydawało się trudne, nawet niemożliwe jeszcze parę lat temu, gdy postawy prawicowe zostały otorbione w getcie. Jednak zaczyna się kryzys gospodarczy, spadek konsumpcji i duże bezrobocie. Nadchodzi koniuktura dla postaw antysystemowych wśród różnych grup społecznych. Czyli powstają nowe rynki zbytu dla tych pism. Jest się czym podzielić.

Tygodnik „wSieci” przedstawia się jako odważne pismo młodej Polski. Dlatego naturalnym terenem ekspansji dla braci Karnowskich, lat 36, są tzw. lemingi. Ładną formułę wymyślił Rafał Ziemkiewcz, że „leming też Polak tylko oszukany”. Trzeba trafić do leminga z przekazem, że przyczyną jego obecnych i przyszłych nieszczęść jest wadliwy system gospodarczo-polityczny, a nie jakiś „kryzys”. Już nie wystarczy wymiana zużytego premiera ani jego partii. Trzeba zmienić system. Rozumie to prezes PiS. W rozmowie z braćmi powiedział, że nie należy cieszyć się karą, jaką otrzymają wyborcy PO za swój zły wybór, bo jest to wspólny kraj Polaków.

Co z tego wynika? Naśmiewanie się z leminga, jak w słynnym „Alfabecie leminga” Roberta Mazurka, to była mądrość poprzedniego etapu, konsolidacji własnej bazy przez resentyment. Ale na obecnym etapie madrość każe o leminga się troszczyć. Zrozumieć jego obawy przed „obciachem”. Popisać się sznytem wielkomiejskim, tolerancją i unikać szyderstwa z nowinek obyczaju. Starczy spokojny wykład własnych argumentów i ciepłe poczucie humoru. W każdym numerze tygodnika powinno być coś specjalnego dla lemingów. Bracia Karnowscy jako „seks symbol” prawicy? Czemu nie. Nieco ryzykowne, ale ciekawe. Ci młodzi bohaterowie walczą o Złote Runo przywództwa młodszym pokoleniom. I oni i te pokolenia mają interes w zmianie systemu III Rzeczpospolitej - a nie tylko partii rządzącej, czy premiera. Dlatego mogą pozwolić sobie na radykalizm. Byle w dobrym stylu.

Tygodnik „DoRzeczy” jest naturalnym przedłużeniem „UważamRze” dzięki redaktorowi naczelnemu Pawłowi Lisickiemu i najważniejszym dziennikarzom, którzy poszli za nim. Są starsi od Karnowskich o pół pokolenia, 10 do 15 lat,. W życiu społecznym odpowiada to średniej kadrze kierowniczej. Ten typ ludzi ma dużo więcej do stracenia, nie chce więc rewolucji, ale ewolucji systemu. Stąd wynika skłonność do chodzenia na kompromisy z władzą w kraju, czy w korporacjach. Mimo ciężkich oskarżeń, jakie Rafał Ziemkiewicz, najbardziej popularny publicysta tej grupy miota na PO i premiera Donalda Tuska; mimo srogiego tonu, jaki przybiera najpoważniejszy z nich Bronisław Wildstein – ułożyli się z establishmentem w „DoRzeczy”. Zarzucanie im „zdrady”, w przeciwieństwie do bezkompromisowych młodzianków, jest nieporozumieniem. Po prostu mają inne interesy i inną część rynku do zdobycia. I niech zdobywają na pohybel zepsutej PO.

Tygodnik „Gazeta Polska” pod kierunkiem Tomasza Sakiewicza stała się twierdzą patriotycznej prawicy. Złe moce jej nie przemogą. Razem z „Gazetą Polską Codziennie” bez litości punktuje establishment III RP przy każdej okazji. Zainteresowanie tego rodzaju przekazem wynika raczej z charakteru czytelnika, aniżeli pozycji społecznej. Trzeba być człowiekiem zawziętym albo zawodowo zainteresowanym kulisami życia publicznego, żeby stale ją czytać. GP jest zawsze ciekawa, ale nie każdy lubi żyć w poczuciu dni ostatnich ziemi, polskiej ziemi, patrząc Złu prosto w oczy. GP może wchodzić na każdy segment rynku. Wszakże jej zasięg ogranicza brak jakiejkolwiek chęci i zdolności układów z establishmentem. Czyli z rzeczywistością. Piszę o tym z podziwem dla heroizmu Sakiewicza z zespołem.

Te trzy pisma prawicy nie są skazane na walkę o czytelnika na śmierć i życie, jeśli metodą prób i błędów podzielą się rynkiem. Każde może znaleźć sobie coraz większy segment. Wtedy razem stałyby się potęgą, zwiastunem i motorem przemiany kraju.

PS. Uwaga na konflitk interesów: autor pisywał w Gazecie Polskiej oraz GPC; obecnie pisze dla wSieci i do Rzeczpospolitej.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl