Kto stoi w rozkroku, ten nie skacze – takie powinny być komentarze dotyczące tych wszystkich dziennikarzy, którzy nie chcą się opowiedzieć za PO czy PiS. Sprawa wyszła na jaw przy okazji rocznicowych komentarzy na temat katastrofy smoleńskiej. Co za obłuda, jak oni śmią mieć własne, inne zdanie! Przecież ci, co nie chcą być z PiS na pewno są z PO, a tylko udają, że są niezależni. A ci, którzy nie chcą chwalić PO, na pewno są z PiS, tylko się maskują – grzmieli domorośli komentatorzy.


„Prawdziwi” wiedzą wszystko i nie mają wątpliwości. To naturalne, bo zostali wyposażeni w „prawdę”. Niestety, ja nie, ja wątpię, co z pewnością ucieszyłoby Kartezjusza, bo tym samym „jestem”.

Ale ci przekonani, że prawda jest po ich stronie, nie potrafią zrozumieć, że można mieć inne zdanie od binarnej i śmiertelnej, bo zabijającej myślenie opozycji jestem za PiS albo za PO, że można myśleć inaczej. Według nich samodzielnie myślą tylko ci, którzy należą do ich stronnictwa; dla jednych będą oni „lemingami”, dla drugich „moherami”. My wiemy a, i że, oni kłamią! Tertium non datur powinni wypisać na swoich czołach. Ich pokiereszowane głowy „monopolistów prawdy” pewnie mocno bolą, ale cóż, na taką przypadłość na razie medycyna nie znajduje lekarstwa.

Trybalizacja Polski, trybalizacja dziennikarstwa, podział na dwa zwalczające się politycznie i medialnie plemiona, jest faktem. Na portalach, w mediach tradycyjnych, i coraz częściej na ulicy, toczy się dialog nienawiści. Dziennikarze są atakowani przez tłum, który nie pozwala im pełnić ich zawodowych powinności. Bywa, że sami sobie są winni, jeśli byli nieobiektywni lub manipulowali informacjami, ale nie wolno generalizować, i ewentualne nadużyć jednych przypisywać np. wszystkim z TVP. Przez prawie 20 lat byłem dziennikarzem tej instytucji i wiem jak bardzo różne poglądy i etyczne postawy mieli dziennikarze tam pracujący. Łatwo krzyknąć „precz, czerwona k….” , bo w tłumie cham pozostanie anonimowy i za słowa nie odpowie. Ale my, dziennikarze, nie powinniśmy pozwolić na to, by naszym kolegom, z jakiegokolwiek medium, ktokolwiek nie pozwalał zbierać informacji. Gwarantuje to nam Konstytucja, gwarantuje Prawo Prasowe, a byle jaki cham nie będzie nam tego zabraniał.

Podkręcanie nastrojów, rozhuśtanie emocjonalnie jednak, co by nie mówić, służy mediom. Mamy więc z jednej strony Komoruskiego i zdrajców, a z drugiej mohery i faszystów. Mamy okładki sugerujące, że Tusk dogadał się z Ruskimi, a z drugiej strony pokazujące jak na tragedii smoleńskiej prawicowe środowiska robią biznesy.

W dzisiejszym „Super Expressie” Wiktor Świetlik pisze „Ludzie zginęli, zostały roboty”, i wzywa do opamiętania: „Mam nadzieję, że jednak pewnego dnia się zbuntują (roboty – M.P.). Że wyborcy PO zrozumieją, iż to był prezydent także ich państwa, i że był to porządny człowiek z wizją […] Że wyborcy PiS pojmą, że jak ludzie mają inne poglądy niż oni, to nie są zdrajcami”. Felietonista apeluje do „robotów”, by się zbuntowały i odzyskały człowieczeństwo.

Podobnie jak Wiktor mam nadzieję, że to jest możliwe. Tylko, że trzeba by zacząć od własnego środowiska i uznać, że dziennikarze mogą mieć wątpliwości i własne, nie-partyjne opinie, co jednak dla wielu pryncypialnych komentatorów będzie staniem w rozkroku.
 

 

Marek Palczewski
12 kwietnia 2012
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl