Sędzia stołecznego Sądu Okręgowego swoim zakazem wydawania „wSieci” przeskoczył o pięć pięter wszystkie dotychczasowe przykłady uczciwości sędziowskiej, szczególnie w przypadkach kiedy w grę wchodzą interesy władzy i jej przyjaciół. Czegoś mi jednak zabrakło. Pewnego rodzaju późniejszych komentarzy. Takich, od jakich grzały się kochające władzę pióra, choćby po słusznych w duchu zmianach w „Uważam Rze”. Że o wszystkim zadecydował wolny rynek, czytelnik, widać kto lepszy.
A przecież już nauczyliśmy się, że to wolny rynek sprawia, że państwowy właściciel jednemu wydawcy nie chce sprzedać tytułu, a drugiemu chce, To przez czytelnika rzecznik rządu spotyka się z wydawcą – ludzie w listach o to prosili. I to klienci proszą o to, by pompować publiczne pieniądze, reklamy spółek i agencji skarbu państwa, ogłoszenia ministerstw, urzędów wojewódzkich, sponsorowanych przez rząd fundacji, do jednych mediów, a do drugich nie.
Nie dość tego, to Sam Pan Rynek, sprawia, że jeden naczelny tygodnika może mieć program w publicznej telewizji i tam reklamować swoją gazetę, a drugi nie. To leseferyzm w krystalicznej postaci sprawia, że wydzwania się po reklamodawcach niepoprawnych mediów i próbuje ich zniechęcić. I to Niewidzialna Ręka pana Smitha sprawia, że sędzia jakąś decyzją, jednoosobowym widzimisię próbuje zamknąć poczytną gazetę.
Próbuje, bo przecież są sfery, gdzie ten wolny rynek nie działa, zostaje zakłócony, zepsuty, pojawiają się ludzie, którzy go nie rozumieją, przestaje decydować czytelnik, a jakieś kolesiowskie układy. To właśnie przez to, kiedy wykończono jeden wredny tygodnik, w jego miejsce powstały dwa, i to oba poczytne. I to przez brak tych rynkowych reguł trud pana sędziego i całego politycznomedialnego konsorcjum, które zaraz będzie znowu próbowało zastraszać kolporterów, reklamodawców, zagrzewać sądy do dalszej walki o wolność odpowiedniego słowa, też pewnie pójdzie na marne. Bo ten tygodnik, pod tym czy innym tytułem, będzie się dalej sprzedawał tak samo albo jeszcze lepiej. Tylko skąd się to bierze? Tyle pracy nad tym wolnym rynkiem i na nic.
Wiktor Świetlik
