Jest takie stare złośliwe porzekadło, że dowodem na sprawiedliwość na tym świecie jest to, iż ludzie, którzy jedną nogę mają krótszą, w zamian za to drugą mają dłuższą. W polskim ustroju prawnym, naszej sprawiedliwości doczesnej, ci z krótszą nogą to często dziennikarze.
Redaktor naczelny gazety z Iławy wiele lat temu skrytykował lokalne władze. Otrzymał sprostowanie, które sprostowaniem co prawda nie było, więc nie musiał go publikować, ale zapomniał poinformować wójta o tym, że pismo, które wysmażył do niczego się nie nadaje. Wójt poszedł do sądu i skierował prywatny akt oskarżenia w trybie karnym. A dokładnie, akt skierowała gmina. W końcu wójt jest wspólnym dobrem mieszkańców Iławy więc i wszyscy oni, zapewne ochoczo, wspólnie zrzucili się na wytoczoną za publiczne pieniądze sprawę karną. Sądy stanęły na wysokości zadania. Groźny przestępca za świstek niedosłany wójtowi skazany został na 80 godzin ograniczenia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Sąd zakazał mu wykonywania zawodu dziennikarza przez 2 lata oraz pohańbił łotra podaniem informacji o jego zbrodni do publicznej wiadomości w Urzędzie Gminy. Krytyczna wobec władzy gazeta oczywiście zniknęła z rynku.
Kilka dni temu Przemysław Kaperzyński wygrał sprawę w Strasburgu. Europejski Trybunał Praw Człowieka nie docenił troski polskich sędziów o jakość mediów i przyznał mu odszkodowanie, dość żałosne w stosunku do strat, ale zawsze. I tu docieramy, do dłuższej nogi naszej sprawiedliwości. Otóż postkomunistycznego prawa tłamszącego wolność słowa przestępców nie zmienił żaden rząd. Sędziowie - trzeba przyznać - orzekają w duchu twórców tego prawa z czego skwapliwie, za publiczne pieniądze, korzystają ludzie podobni panu wójtowi. Przykład idzie z góry, gdy wójt wszystkich Polaków publicznie, na oficjalnej konferencji, wygraża procesami dziennikarzom, którzy śmieliby zanadto węszyć koło jego rzecznika.
I żaden z tych polityków, wójtów, a przede wszystkim sędziów, nigdy nie straci pracy. Nawet jeśli niesłusznie zrujnuje komuś życie. Nawet jeśli narazi skarb państwa na straty związane z odszkodowaniem i przyniesie naszemu krajowi wstyd. Polska przegrywa w Strasburgu najwięcej spraw z krajów Unii poza Rumunią. To wielkie koszta i żenada większa niż cokolwiek haniebnego co mógłby zrobić nasz jakikolwiek europoseł albo komisarz. I co? Czy nazwisko jakiegoś sędziego podano w związku z tym do publicznej wiadomości? Choćby w gminnym urzędzie w Iławie? A w przypadku iławskiego dziennikarza sąd zdecydował się na zawodowe wykończenie. Podobnie jak urzędy wykańczają niekiedy małe firmy z powodu drobnego błędu.
Tak więc mamy w Polsce sprawiedliwość. Z jedną nogą dłuższą, drugą drewnianą, hakiem zamiast dłoni i opaską założoną na jedno oko.
Wiktor Świetlik
21 kwietnia 2012
